CELEBRITY
💔💔💔
Cisza, która dziś panuje na skrzyżowaniu ulic Grochowskiej i Zamienieckiej na warszawskiej Pradze, jest przejmująca. W poniedziałek (19 stycznia) rozegrał się tam dramat, który wstrząsnął nie tylko Warszawą, ale również całą Polską. Zginął 6-letni Tomek… Mieszkańcy nie potrafią przejść obok obojętnie. Zatrzymują się, zapalają znicze, zostawiają kwiaty i pluszowe misie. Widok łamie najtwardsze serca.
6-letni Tomek uczęszczał do jednego z pobliskich przedszkoli. Ta informacja jeszcze mocniej poruszyła mieszkańców. W miejscu tragedii wciąż pojawiają się kolejne osoby, które oddają hołd dziecku. − Zero trosk, zero zmartwień. Miał przed sobą całe życie − relacjonował reporter „Super Expressu”.
Tak doszło do tragicznego wypadku w Warszawie. 6-letni chłopiec zginął na placu Szembeka
Na zdjęciach z miejsca wypadku widać długi rząd zapalonych zniczy ustawionych wzdłuż chodnika i przy ścianie budynku. Migoczące płomienie tworzą cichy i poruszający obraz. Pomiędzy nimi leżą białe i różowe kwiaty, a także dziesiątki pluszowych misiów i króliczków. Obok zabawek ktoś położył otwarty zeszyt z odręcznie zapisanym pożegnaniem. To właśnie ten szczegół sprawia, że nawet najtwardsi nie potrafią powstrzymać łez.
Super Express” jako pierwszy dotarł do nagrania z monitoringu, na którym widać moment wypadku. Samochód jadący w stronę ronda Wiatraczna skręcał z ul. Grochowskiej w lewo w ul. Zamieniecką. W tym samym czasie drugim pasem, na wprost w kierunku ul. Płowieckiej, poruszała się Toyota. Doszło do zderzenia.
Ustalenia te potwierdza Komenda Stołeczna Policji. − Ze wstępnych informacji wynika, że kierująca Fordem 28-latka, wykonując manewr skrętu w lewo, nie ustąpiła pierwszeństwa nadjeżdżającej ulicą Grochowską Toyocie. Doszło do zderzenia obu pojazdów, w wyniku którego Toyota została wytrącona ze swojego pasa ruchu i uderzyła w grupę osób oczekujących przed przejściem dla pieszych. Poszkodowane zostały 4 osoby, w tym 6-letnie dziecko − przekazywała policja.
Tragedia głęboko dotknęła także przedszkole, do którego uczęszczał chłopiec. Pracownice placówki nie kryją rozpaczy. − Były zdruzgotane. Płakały tak bardzo, że nie były w stanie rozmawiać − relacjonuje reporter „Super Expressu”.
