CELEBRITY
Warszawski jarmark świąteczny pod Pałacem Kultury i Nauki przyciąga tłumy, ale ceny niektórych potraw budzą kontrowersje. Co zaskoczyło Natalię Maszkowską?
Warszawski jarmark pod Pałacem Kultury i Nauki właśnie wystartował i, jak się zdaje, zrobił wśród mieszkańców stolicy prawdziwą furorę. Świąteczne miasteczko zlokalizowane w samym centrum miasta postanowiła odwiedzić gwiazda “MasterChefa”. — Totalnym nieporozumieniem jest omlet cesarski — poinformowała.
Do tej pory warszawiacy musieli zadowalać się w zimowym sezonie niewielkim jarmarkiem zlokalizowanym w okolicach Kolumny Zygmunta. W tym roku jednak władze postanowiły zrobić coś z rozmachem i zadbały o “zbudowanie” tzw. świątecznego miasteczka z diabelskim młynem pod Pałacem Kultury i Nauki. Na miejscu można ogrzać się, pijąc kawę, gorącą czekoladę lub inne, także wysokoprocentowe trunki. Nie brakuje również budek, w których można kupić pierogi, kanapki ze smalcem czy inne rarytasy. Jak można było się spodziewać, ceny nie należą do najniższych, o czym przekonała się była uczestniczka programu “MasterChef”.
Jarmark wystartował 28 listopada i już pierwszego dnia przyciągnął prawdziwe tłumy. Wśród odwiedzających była zdobywczyni “złotego fartucha”, Natalia Maszkowska, która swoją wizytę rozpoczęła od zamówienia czerwonego barszczyku. Była to dobra decyzja, bowiem nie tylko się rozgrzała, lecz także pochwaliła sprzedawcę za jakość napoju, którego kubeczek kosztował 15 zł. Znacznie gorsze wrażenie zrobiły na niej jednak pierogi z mięsem. Za kilka sztuk musiała zapłacić aż 32 zł.
— Farsz był dobry, ale, niestety, ciasto było stanowczo za grube. Nie były to złe pierogi, ale tez nie były dobre — słyszymy.
Na świątecznych jarmarkach furorę zawsze robią pajdy ze smalcem. Czy cena tego przysmaku przyprawiła Maszkowską o zawrót głowy?
Bardzo się cieszę, że była opcja zamówienia połowy pajdy. Za taką ze wszystkimi dodatkami zapłaciłam 12 zł. Chleb był idealnej grubości, a ten smalec — w porównaniu do wrocławskiego — to jest przepaść. We Wrocławiu powinni wam zapłacić za to, że go jecie, a ten zjecie ze smakiem — przekazała obserwatorom.
Czym jeszcze Natalia Maszkowska uraczyła swoje podniebienie? Z jej relacji wynika, że zarówno kubek herbaty, jak i gorącej czekolady kosztuje 19 zł, a jeden oscypek z żurawiną — 10 zł. I choć celebrytka była raczej zadowolona z wizyty, jedno ją zszokowało, co zresztą wybrzmiało na nagraniu.
Na końcu nagrania poinformowała, że za wszystkie rzeczy, które testowała, zapłaciła sama, a rachunek opiewał na 215 zł. Dużo? Według części internautów — zdecydowanie tak.
Ludzi pogięło z tymi cenami
— napisała jedna z internautek po obejrzeniu TikToka.
Za taką kasę poszłabym na sushi
— dodała inna z pań.
— Totalnym nieporozumieniem jest omlet cesarski. Wszystko było jednym, wielkim gotowcem. Omlet kosztował 29 zł, chociaż z karty ściągnięto mi 32 zł. Mam nadzieję, że był to przypadek. Nie oceniam gotowych produktów, po prostu nie polecam — ostrzegała.
