Connect with us

CELEBRITY

Któryś z naszych mistrzów (dwóch?) obejrzy zimowe igrzyska w domu Więcej w komentarzu ⬇⬇⬇

Published

on

Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła przez lata stanowili o sile polskich skoków. Po konkursie w Ruce można wyciągnąć wnioski, że na igrzyska pojedzie najpewniej tylko jeden z nich. Wyjaśniamy dlaczego.

Od ponad dwóch dekad konkursy skoków narciarskich stanowiły dla nas najważniejsze wydarzenie podczas zimowych igrzysk olimpijskich. W XXI wieku tylko raz ta dyscyplina nie przyniosła nam medalu (Turyn 2006). Łącznie 9 krążków (3 złote, 3 srebrne, 3 brązowe) to naprawdę imponujący wynik.

Kamil Stoch, Piotr Żyła i Dawid Kubacki to złote pokolenie skoków narciarskich, które zapewniało nam ogromne emocje przez ponad dekadę. Igrzyska w Mediolanie (6-22 lutego 2026) to miał być last dance tej ekipy. Wszystko wskazuje jednak, że do Włoch pojedzie tylko jeden z nich. Dlaczego?

MKOl zadecydował, że na igrzyskach po raz pierwszy od tego roku ma uczestniczyć taka sama liczba kobiet i mężczyzn (po 50). Wśród panów oznacza to zmniejszenie liczby zawodników aż o 15 osób. FIS musiało więc wymyślić nowe zasady startowe.

Na igrzyska kwalifikacje zapewnione ma najlepsza “25” zawodników z rankingu olimpijskiego, do którego liczą się wszystkie konkursy Letniego Grand Prix i Pucharu Świata od 1 lipca 2024 do 18 stycznia 2026 roku. Niestety, w tym gronie jest tylko trzech Polaków: Paweł Wąsek, Kamil Stoch i Dawid Kubacki. Walczą oni jednak o kwalifikacje dla kraju, a nie siebie samych. Tabela przedstawia się następująco.

Jak na razie sytuacja jest jasna. Wąsek raczej pozostanie najlepszym polskim skoczkiem w tym zestawieniu. Ciekawie robi się dalej. Kubacki ma kilkadziesiąt punktów przewagi nad Stochem, ale ta zaliczka sukcesywnie się zmniejsza, bo trzykrotny mistrz olimpijski na początku sezonu jest po prostu w lepszej formie. Jeśli nic się nie zmieni to powinien przeskoczyć Kubackiego w okolicach Turnieju Czterech Skoczni (przełom grudnia i stycznia). To, kto będzie drugi, może okazać się kluczowe, ale o krajowych zasadach kwalifikacji trochę później.

Moglibyście zapytać: okej, w takim razie jak zostaną wyłonieni pozostali uczestnicy igrzysk? Zastosowano rozwiązanie tradycyjnie promujące słabsze kraje. Reszta skoczków zostanie dokooptowana tak, by jak najwięcej zawodników mogło wystawić swoją drużynę w konkursie duetów. Nie ma więc co liczyć na to, że Polska dostanie dodatkowe miejsce, więc do Mediolanu pojedzie najprawdopodobniej tylko trzech Biało-Czerwonych.

Jedyną szansą na zmianę tego scenariusza jest regularne zdobywanie punktów przez Aleksandra Zniszczoła, co dałoby Polakom dodatkowe miejsce. Tylko że jak na razie nie ma co na to liczyć. Polak ani razu nie znalazł się w czołowej trzydziestce i nie widać, by jego forma rosła. Jak na razie dwukrotnie przepadł w kwalifikacjach, dwa razy był 31, a raz 50. Jego ewentualne przełamanie w Wiśle byłoby cudem, którego tak bardzo potrzebujemy.

18-latek pozbawi legendę miejsca na igrzyskach?
Ale dlaczego trójce startujących w igrzyskach miałby się nie znaleźć Stoch czy Kubacki, skoro to oni wywalczyli miejsce w TOP 25 rankingu? Powód jest prosty. Krajowe zasady kwalifikacji są takie, że trener Maciej Maciusiak weźmie dwóch zawodników z rankingu, a trzeciego dokooptuje według własnej woli czyli po prostu weźmie zawodnika w najlepszej formie.

Dlatego tak ważne jest, kto będzie w czołowej dwójce Polaków w rankingu. Wiadomo, że będzie to Paweł Wąsek, a na drugie miejsce realne szanse mają tylko Stoch i Kubacki.

W ostatnich tygodniach właściwie znikąd pojawił się zaledwie 18-letni Kacper Tomasiak. Nastolatek nie trenuje z główną kadrą, ale i tak obok Stocha jest naszym najlepszym skoczkiem. Potrafi się ocierać o czołową dziesiątkę, a poza tym regularnie zajmuje miejsca w TOP 20. To największy talent od czasu wspomnianej wielkiej trójki.

Jeśli forma naszych polskich skoczków pozostaje taka sama (choć skoki czasem potrafią zaskoczyć), to brak powołania na igrzyska dla Kacpra Tomasiaka byłby po prostu kryminałem. Tylko on i Stoch regularnie punktują, a do tego samo uczestnictwo w tak wielkiej imprezie zaprocentuje w kontekście igrzysk w Alpach Francuskich w 2030 czy Salt Lake City w 2034 roku.

Ale nawet już teraz wzięcie Tomasiaka zdaje się jedyną szansą na medal dla naszej kadry. Tylko on jak na razie jest w stanie stworzyć duet z Kamilem Stochem, który mógłby nawet powalczyć o medal igrzysk olimpijskich. Kubacki, Żyła, Wąsek czy Zniszczoł niestety jak na razie nie dysponują taką formą, która pozwalałaby o tym realnie marzyć.

Najsmutniejsza ta sytuacja może być zwłaszcza dla Piotra Żyły. Ten zawodnik jako jedyny z wielkiej trójki nie ma w swoim dorobku jeszcze medalu olimpijskiego. W 2030 roku będzie miał już 43 lata i trudno marzyć o tym, żeby wtedy był w stanie walczyć o podium. Raczej nie ma szans zaklasyfikować się z rankingu, więc jego jedyną nadzieją na igrzyska jest nagły wystrzał formy. Metryka nie jest także łaskawa dla Kubackiego, który w 2030 roku będzie miał 39 lat.

Takie rozważania mają jednak tylko sens wtedy, jeśli z dwójki rankingu zakwalifikują się Wąsek i Stoch. Jeśli w czołowej dwójce znajdzie się Kubacki, to Maciusiak będzie musiał wybierać między Stochem, a Tomasiakiem. W takiej sytuacji jeden z naszych najlepszych dwóch skoczków na początku sezonu musiałby zostać w domu, jeśli szkoleniowiec nie chciałby nagiąć zasad dotyczących rankingu. W rozmowie z Eurosportem trener powiedział jednak, że chce do Mediolanu wziąć zawodników, którzy faktycznie jest w najlepszej formie, więc pokazuje to, że jest otwarty jeśli chodzi o zmianę zasad wyboru składu na IO.

Przez dwa miesiące jeszcze może się trochę zmienić. Jak na razie jednak nie ma realnych przesłanek, by sądzić, że do Mediolanu wyślemy czterech skoczków i jeśli nasze legendy nie będą dorównywać poziomem Tomasiakowi, to po prostu zostaną w domu. Przynajmniej dwójka z nich.

Click to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Copyright © 2025 USAtalkin