CELEBRITY
Kłęby czarnego dymu były widoczne z kilku kilometrów ➡️
Kłęby czarnego dymu były widoczne z kilku kilometrów. Huk eksplozji niósł się po całym Brześciu i okolicznych miejscowościach. Na Białorusi, tuż nieopodal granicy z Polską, doszło do groźnego pożaru magazynu z materiałami pirotechnicznymi. Przerażeni mieszkańcy wpadli w panikę.
Do groźnego zdarzenia doszło w niedzielne popołudnie, 18 stycznia. Pożar wybuchł w budynku przy ulicy Pismennika Smirnowa. Według relacji świadków najpierw pojawił się ogień, a chwilę później doszło do serii gwałtownych detonacji. Eksplodowały fajerwerki i inne materiały pirotechniczne składowane w magazynie. Huk był tak silny, że ludzie wybiegali z domów, przekonani, że doszło do ataku lub katastrofy przemysłowej.
Nad dzielnicą unosił się gęsty, czarny dym. W okolicy słychać było kolejne wybuchy, które utrudniały akcję ratunkową.
Strażacy walczyli z ogniem godzinami
Na miejsce skierowano dziewięć zastępów straży pożarnej. Ratownicy pracowali w wyjątkowo trudnych warunkach, bo w każdej chwili mogło dojść do kolejnych eksplozji. Ogień rozprzestrzeniał się wewnątrz budynku. Strażacy musieli stopniowo dogaszać kolejne strefy magazynu.
Jak informowały lokalne służby, w tym samym obiekcie działał także warsztat samochodowy. Istniało realne ryzyko, że ogień obejmie zaparkowane tam pojazdy oraz materiały eksploatacyjne, co mogłoby doprowadzić do jeszcze większej tragedii.
Po kilku godzinach intensywnej akcji pożar został opanowany. Według oficjalnych informacji nikt nie zginął i nie odniósł obrażeń, choć straty materialne mogą być znaczne. Służby prowadziły jeszcze długo prace porządkowe i zabezpieczały teren pogorzeliska.
Białoruskie media podkreślały, że zdarzenie miało charakter wypadku i nie było związane z działaniami wojskowymi ani sabotażem. Przyczyny pożaru są nadal wyjaśniane.
