CELEBRITY
Rosyjskie drony zaatakowały infrastrukturę energetyczną w pobliżu granicy z Polską, wywołując pożar i toksyczny dym. Sytuacja jest napięta.
We wtorek, 27 stycznia, rosyjskie drony uderzyły w obiekt infrastruktury krytycznej w rejonie miasta Brody, w obwodzie lwowskim. Miejscowość leży zaledwie około 100 km od granicy z Polską. Uderzenie wywołało ogromny pożar. Nad okolicą unosi się gęsta chmura czarnego, toksycznego dymu. W powietrzu czuć zapach spalonych produktów naftowych.
Według świadków najpierw było słychać potężny huk, a chwilę później widać było ogień i kłęby dymu. Mieszkańcom nakazano pozostać w domach, zamknąć okna i jeśli to możliwe, zakładać nawilżone maseczki. Zalecono to szczególnie osobom z problemami oddechowymi. Odwołano zajęcia w szkołach i wprowadzono nadzwyczajne środki ostrożności w przedszkolach.
Lokalne władze nie mają wątpliwości, że był to rosyjski atak na infrastrukturę energetyczną. Jak podaje “Ukraińska Prawda”, potwierdził to również państwowy koncern Naftohaz. Jego prezes, Serhij Korecki, poinformował, że natychmiast po uderzeniu wstrzymano procesy technologiczne na obiekcie, by zminimalizować ryzyko dla ludzi i środowiska.
Na miejscu pracują ratownicy i służby do spraw sytuacji nadzwyczajnych. Prowadzone są pomiary powietrza, m.in. w pobliskim Smolnie, gdzie odnotowano przekroczenie poziomu tlenku węgla.
Cel: obiekt podłączony do rurociągu “Przyjaźń”
Ukraińskie media podają, że trafiony obiekt był połączony bezpośrednio z magistralą „Przyjaźń”, jednym z najważniejszych rurociągów w Europie, którym rosyjska ropa płynie do Węgier i Słowacji. Sam rurociąg pozostaje sprawny, ale sytuacja jest napięta.
Naftohaz poinformował, że był to już piętnasty atak na infrastrukturę energetyczną firmy od początku stycznia. – Pracujemy w warunkach ciągłego zagrożenia wojskowego – przekazał koncern.
