CELEBRITY
Żegnaj mistrzu, takich nazwisk już nie ma…
Przez lata wystarczyło wymówić jego nazwisko, żeby w bokserskich salach zapadała cisza. Dla jednych był symbolem czasów, gdy Polska potrafiła bić się o medale z najlepszymi na świecie. Dla innych – człowiekiem z historią pełną zakrętów, bo ring nie zawsze był najtrudniejszym miejscem, w jakim musiał walczyć.
Czytaj też: Wykoleił się pociąg w Polsce. Na miejscu pełno służb. Sytuacja jest poważna
Wiadomość, którą przekazano w środowisku sportowym, zamyka pewien rozdział. Taki, do którego wraca się nie tylko w rocznice igrzysk, ale też wtedy, gdy ktoś szuka odpowiedzi na pytanie, skąd wzięła się siła polskiej szkoły boksu.
Złota era polskiego boksu i droga na olimpijski szczyt
Nie da się opowiadać o polskim boksie lat 60. bez Mariana Kasprzyka. Urodził się 22 września 1939 roku w Zawierciu i dorastał w czasach, gdy sport miał wagę większą niż wynik. Medale znaczyły wtedy coś więcej niż statystyki – były narodowym oddechem.
Pierwszy wielki sygnał, że rośnie zawodnik z najwyższej półki, przyszedł podczas igrzysk olimpijskich w Rzymie w 1960 roku. Brązowy medal w wadze półśredniej ustawił go w światowej czołówce i sprawił, że na kolejne lata patrzono na niego jak na człowieka, który może sięgnąć po wszystko.
Cztery lata później w Tokio w 1964 roku dopiął marzenie sportowca do końca – zdobył złoty medal olimpijski. Start na trzecich igrzyskach, w Meksyku w 1968 roku, był potwierdzeniem klasy i długowieczności. W czasach, gdy nie było dzisiejszego zaplecza, potrafił utrzymać poziom przez cały olimpijski cykl.
W karierze amatorskiej stoczył 270 walk. Mówiono o nim jako o pięściarzu kompletnym – z techniką, ringową inteligencją i odpornością, która często robiła różnicę w najtrudniejszych momentach.
W jego historii obok medali były też zdarzenia, które mogły wszystko przekreślić. Na początku lat 60. został zawieszony w prawach zawodnika po udziale w bójce. Kara miała pierwotnie charakter dożywotni, a sprawa wiązała się także z wyrokiem więzienia. Dla wielu brzmiało to jak koniec.
Ostatecznie sankcję cofnięto tuż przed igrzyskami w Tokio. To otworzyło mu drogę do powrotu – i do złota, które na zawsze zostało przy jego nazwisku. Właśnie ten burzliwy fragment życia miał stać się inspiracją dla filmu „Bokser” z 1966 roku – luźno opartego na jego losach i pokazującego sportowca jako postać niejednoznaczną.
Po zakończeniu kariery nie odszedł od boksu. Przez lata działał na rzecz tej dyscypliny, a w środowisku pełnił m.in. funkcję honorowego prezesa Bielskiego Klubu Bokserskiego Beskidy. Angażował się w szkolenie młodych zawodników i wspierał rozwój boksu w wymiarze lokalnym.
Jego wkład doceniło także państwo. W 2004 roku został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, a kilkanaście lat później – Krzyżem Komandorskim tego samego orderu.
Dziedzictwo, które pozostanie na zawsze
Marian Kasprzyk był jednym z architektów potęgi polskiej szkoły bokserskiej lat 60. Wspominano go obok takich postaci jak Jerzy Kulej i Józef Grudzień – jako zawodnika z pokolenia, które zrobiło z Polski stały punkt na mapie boksu olimpijskiego.
Jego styl – oparty na precyzji, spokoju i wyczuciu dystansu – miał być analizowany przez trenerów i zawodników jeszcze długo po tym, jak zszedł z ringu. W czasach skromnych warunków treningowych potrafił rywalizować z najlepszymi na świecie i wygrywać.
W ostatnich latach życia trzymał się z dala od medialnego zgiełku, ale w świecie sportu pozostawał symbolem. Wracał w opowieściach przy okazji jubileuszy, gal i wydarzeń poświęconych historii polskiego boksu.
Informację o jego śmierci przekazał Bielski Klub Bokserski Beskidy. Dla wielu to wiadomość, która zamyka epokę – bo odszedł jeden z wielkich mistrzów generacji, która wyniosła polski boks na światowy poziom.
