CELEBRITY
Władimir Semirunnij, wicemistrz olimpijski, powrócił do Polski i zaskoczył wszystkich na lotnisku. Emocje sięgnęły zenitu!
Władimir Semirunnij, świeżo upieczony wicemistrz olimpijski z Mediolanu, w poniedziałkowy wieczór wrócił do Polski, gdzie urządzono mu gorące powitanie. Na lotnisku czekali jego koledzy, przyjaciele, a także dziewczyna, którą czule pocałował tuż po tym, jak wyszedł z terminala. Jednocześnie przyznał, że pod względem sportowym czuje niedosyt. — Zawsze chcę złota — powiedział zgromadzonym dziennikarzom.
Władimir Semirunnij był jednym z bohaterów reprezentacji Polski podczas zimowych igrzysk olimpijskich w Mediolanie-Cortinie d’Ampezzo. 23-latek zdobył srebro w rywalizacji łyżwiarzy szybkich na 10 000 m. Następnie zajął 10. miejsce na 1500 m i 19. w biegu masowym.
Start bez więzadła i z protezą kolana. Ortopeda analizuje przypadek Lindsey Vonn
Jeszcze przed przylotem do Polski mówił “Faktowi”, że nie może się doczekać powrotu i jest zmęczony monotonią igrzysk, czyli takim samym rytmem dnia i jedzeniem. — Bardzo chcę zjeść coś polskiego. Czyli schabowy, ziemniaczki i ogórki kiszone. No i barszcz, najlepiej z uszkami. Mama mojej dziewczyny już zapowiedziała, że wszystko będzie przygotowane — opowiadał.
Do kraju wrócił w późny poniedziałkowy wieczór. I choć na zegarach była już godzina 22, na lotnisku w Warszawie czekała na niego i innych sportowców spora grupa kibiców. Ci wyczekiwali, aby zrobić sobie zdjęcie i zdobyć autograf wicemistrza olimpijskiego. Pojawiły się także kwiaty — i to aż dwa bukiety. Nie zabrakło też wzruszających scen, kiedy wpadł w objęcia swojej partnerki i czule ją pocałował. I choć był szczęśliwy, czuł także lekki niedosyt.
Już dotarło do mnie wszystko. Niedługo po biegu zrozumiałem, co zrobiłem. Mam niedosyt, bo zawsze chcę złoto, ale ten medal naprawdę smakuje, jakby to był złoty — powiedział w rozmowie z dziennikarzami obecnymi na lotnisku. Już w głowie ma plan na to, jak to zrobić na następnych igrzyskach. — Potrzebuję więcej doświadczenia. Chcę walczyć o złoto na kolejnych igrzyskach za cztery lata, będę się na to przygotowywał, ciężko pracował i zrobimy to — zapowiedział.
I choć igrzyska już minęły, sezon się nie skończył. Semirunnij wyjawił, że już niedługo wraca do treningów. — Ostatnie dni nie trenowałem zbyt wiele, trener dał mi trochę odpoczynku dla głowy. Ale jutro już planuję trzy godziny na rowerze. Przygotuję się na mistrzostwa świata, gdzie będę walczył o medal — przekazał. Jak dodał, w najbliższych dniach będzie chciał też spędzić trochę czasu z partnerką, bo nie miał na to czasu w Mediolanie.
Semirunnij przyznał, że nie spodziewał się takiego powitania na lotnisku. Na miejscu pojawili się licznie jego koledzy i koleżanki z klubu Pilica Tomaszów Mazowiecki, gdzie na co dzień trenuje wicemistrz olimpijski. — Kompletnie nie spodziewałem się, że na lotnisku będzie czekało na mnie tyle znajomych twarzy. Mam wrażenie, że przyjechał tutaj dla mnie cały klub. Wiedziałem tylko o przyjeździe przyjaciela, bo miał mi pomóc z walizkami i zorganizować powrót do domu. Ostatecznie okazało się, że była także moja dziewczyna Klaudia i reszta przyjaciół. Strasznie się ucieszyłem na ich widok. Nie spodziewałem się, że przyjdzie aż tyle ludzi, by mnie przywitać. Od kilku dni udzielam mnóstwa wywiadów, co chwilę ktoś prosi mnie o zdjęcie i to jest bardzo przyjemne. Lubię ludzi, a widzę, że coraz więcej ludzi lubi mnie — przekazał mediom 23-latek.
Przed Semirunnijem i pozostałymi reprezentantami Polski mistrzostwa świata w wielobojach, które odbędą się w dniach 5–8 marca w holenderskim Heerenveen. Tydzień później w Tomaszowie Mazowieckim rozegrane zostaną mistrzostwa Polski.
