CELEBRITY
Plac budowy na Białołęce zamienił się w pogorzelisko po niszczycielskim pożarze. Ziemia pokryta popiołem, a czarna sadza na ścianach.
Jeszcze w środę 18 marca to miejsce było wypełnione pracownikami. Konstrukcja nośna budynku, jego “szkielet”, była gotowa i deweloper mógł przystąpić do kolejnego etapu prac. Jednak pożar zamienił plac budowy na Białołęce w pogorzelisko. Teraz na betonowych ścianach przy ul. Laurowej jest już tylko czarna sadza.
W minioną środę, 18 marca, przy ul. Laurowej na warszawskiej Białołęce, doszło do ogromnego pożaru. Tuż przed godz. 13 na parterze sześciokondygnacyjnego budynku, będącego w trakcie budowy, doszło do niszczycielskiego w skutkach pożaru.
Jak na ironię, ogień pojawił się w okolicy nazywanej przez lokalnych mieszkańców “Piekiełkiem”, ze względu na bardzo gęstą zabudowę deweloperską.
Jak ustalił pierwotnie “Fakt”, bezpośrednią przyczyną pożaru, było zapalenie się składowanego na dole styropianu, który miał posłużyć do ocieplenia budynku. W bezpośredniej okolicy składowane są również inne materiały budowlane oraz butle gazowe. Strażacy obawiali się najgorszego — ogromnego wybuchu.
Na szczęście do niego nie doszło. Spaleniu uległo około 100 m kw. fasady oraz 70 m kw. dachu. Płomienie bardzo szybko wspinały się po kolejnych piętrach.
Pożar był gaszony przez ponad siedem godzin. W kulminacyjnym momencie z ogniem walczyło ponad 18 zastępów stołecznej straży pożarnej. Obecnie do niedawna wypełniony robotnikami plac budowy obumarł i zamienił się w pogorzelisko. Ziemia pokryta jest popiołem, a do ścian i metalowych konstrukcji żurawia przylega gruba warstwa czarnej sadzy.
Rozpędzone Seicento dachowało. Dramatyczna walka o życie 22-latka
W dźwigu uwięziony był operator
W początkowej fazie pożaru z terenu sami ewakuowali się niemal wszyscy pracownicy, poza jednym — uwięzionym operatorem żurawia. Mężczyznę ostatecznie udało się zdjąć dzięki specjalistycznemu dźwigowi strażackiemu. Następnie operator został przekazany w ręce ratowników, którzy zabrali go do szpitala.
To nie był jednak koniec problemów. Inspektorzy nadzoru budowlanego ocenili, że nadpalona konstrukcja żurawia stanowi zagrożenie dla otoczenia. Obawiano się, że całość może się zawalić, dlatego zdecydowano o natychmiastowej ewakuacji około 40 osób.
Mieszkańców przewieziono do bezpiecznych miejsc, część z nich otrzymała tymczasowe lokale. Do czasu pełnej oceny konstrukcji teren wokół budowy pozostaje zabezpieczony.
