CELEBRITY
Marek Papszun po meczu Legii z Rakowem (1:1) zadowolony mógł być głównie z tego, że w ogóle dał radę pojawić się na meczu. Mimo że Legia w końcu wydostała się ze strefy spadkowej, to wyniki pod wodzą nowego trenera nie rzucają na kolana i wcale nie są lepsze niż te za czasów tak krytykowanego Edwarda Iordanescu. Teraz widać doskonale jak Dariusz Mioduski jedną decyzją zaszkodził nie tylko Legii, ale też Rakowowi i jeszcze jednemu klubowi. 🟥 Link w komentarzu👇
Marek Papszun po meczu Legii z Rakowem (1:1) zadowolony mógł być głównie z tego, że w ogóle dał radę pojawić się na meczu. Mimo że Legia w końcu wydostała się ze strefy spadkowej, to wyniki pod wodzą nowego trenera nie rzucają na kolana i wcale nie są lepsze niż te za czasów tak krytykowanego Edwarda Iordanescu. Teraz widać doskonale jak Dariusz Mioduski jedną decyzją zaszkodził nie tylko Legii, ale też Rakowowi i jeszcze jednemu klubowi.
Więcej ciekawych historii znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet
Mecz z Rakowem był dla trenera Legii Marka Papszuna wyjątkowo prestiżowy, bo przecież wcześniej przez osiem i pół roku pracował w Częstochowie, a odszedł z klubu w nie najlepszej atmosferze. Zrobił więc wszystko, aby mimo choroby zjawić się na meczu, ale infekcja odcisnęła na nim piętno.
Papszun nie mógł prowadzić treningów w ostatnich dniach przed meczem. Groziło mu nawet, że nie pojawi się na stadionie. Ostatecznie jednak dowodził zespołem z ławki.
Choroba wpłynęła jednak na niego. Podczas spotkania nie miał tyle energii co zwykle i zachowywał się dość spokojnie. Krzyczał mniej niż wcześniej, nie był tak ekspresyjny, jak w innych spotkaniach, spokojniej reagował w kontrowersyjnych sytuacjach. Nawet przy zagraniu ręką Ariela Mosóra w polu karnym, gdy sędzia początkowo nie odgwizdał jedenastki, a zdanie zmienił po interwencji VAR, nie krzyczał w stronę arbitra. Dopiero pod koniec meczu wyszedł ze swojej strefy i coś pokazywał zawodnikom, ale też nie tak żwawo, jak zwykle.
Zobacz także: Karny uratował Legię Warszawa! Wielkie emocje w hicie Ekstraklasy
Tak spokojny nie był za to — jak ujawnił po meczu — w szatni wobec piłkarzy. Remis 1:1 niespecjalnie musi go cieszyć, choć Legia w końcu wydostała się ze strefy spadkowej. Po raz pierwszy od 17. serii spotkań jest “nad kreską” po zakończeniu kolejki.
Ten wynik jest zresztą rozczarowujący dla obu stron. Przed meczem odbył się efektowny popis muzyczno-taneczny przy zgaszonych reflektorach i to był najbardziej spektakularny moment niedzielnego widowiska.
Kibice na początku spotkania zaprezentowali efektowną oprawę z legionistą i napisem “Maszeruj albo giń”, czemu towarzyszył pokaz niedozwolonej pirotechniki.
Potem przez cały mecz wspierali zespół, ale nie zapomnieli o prezesie i właścicielu klubu Dariuszu Mioduskim. Jak zwykle w tym roku wywiesili transparent “Pudel won”, nawiązujący do fryzury właściciela klubu, która kojarzy im się z tą rasą psa. W drugiej połowie zaśpiewali, co o nim myślą. — Mioduski? Co? Wy********j” i “On jest temu winien, wy********ć stąd powinien”.
Oszczędzili za to prezydenta Karola Nawrockiego. Na części innych polskich stadionów pojawiły się transparenty wymierzone w głowę państwa za weto przeciwko nowelizacji kodeksu postępowania karnego. Kibole innych klubów mieli mu za złe, że blokuje zmiany polegające m.in. na ograniczeniu długotrwałych aresztów tymczasowych.
Natomiast fani Legii, choć bardzo lubią komentować wydarzenia polityczne, tym razem nie zajęli stanowiska.
Trochę tak, jak w ocenie tego meczu. Po końcowym gwizdku przy Łazienkowskiej zapanowało dziwne milczenie przerwane dopiero po chwili włączeniem muzyki. Kibice błyskawicznie opuszczali trybuny. Gdyby Legia wygrała, byłaby radość, po porażce pewnie kibice wyładowaliby wściekłość na piłkarzach i Mioduskim, ale remis ani nie jest katastrofą, ani powodem do radości.
Papszun nie mógł być zadowolony. Po meczu nie krył złości na okoliczności straty gola.
Zobacz także: Marek Papszun przemówił po hicie Ekstraklasy. “To najbardziej boli”
Napastnicy Legii w tym sezonie byli regularnie krytykowani za nieskuteczność, a tym razem Jean-Pierre Nsame tak źle wybił piłkę we własnym polu karnym, że de facto pomógł rywalom strzelić gola. Kameruńczyk zanotował więc nieudany powrót do pierwszej jedenastki po ponad pół roku. Potem wykorzystał jednak karnego, więc częściowo odkupił winy.
Ale mniej lub bardziej zawiódł cały zespół. Znów grali dość wolno, schematycznie z wrzutkami, które nic nie dawały. Problemem była postawa w drugiej linii. Długo z przewagi nic nie wynikało, Legia miała mało okazji, a remis zawdzięcza pechowej ręce Mosóra.
Mimo wszystko remis jest zasłużony, ale nie może jednak cieszyć Papszuna. To siódmy mecz z rzędu bez porażki Legii, ale aż pięć z nich zakończyło się remisami. Małym plusem może być to, że w czterech z nich to Legia nadrobiła stratę.
W ośmiu meczach pod wodzą nowego trenera drużyna zdobyła raptem 11 punktów, co daje jej dopiero 10. miejsce w tabeli uwzględniającej tylko mecze w tym roku.
Marek Papszun niewiele lepszy od Edwarda Iordanescu
W Ekstraklasie Papszun notuje tylko nieznacznie wyższą średnią niż Edward Iordanescu (1,375:1,333). A przecież w przeciwieństwie do Rumuna może skupić się tylko na lidze. Uwzględniając wszystkie mecze i za każde pucharowe spotkanie przyznając trzy punkty za zwycięstwo i punkt za remis (tak, to trochę karkołomne), to Iordanescu ma nawet sporo wyższą średnią — 1,63.
Czyli patrząc na same wyniki, Papszun nie jest lepszy od tak krytykowanego Rumuna.
Liczby to jednak nie wszystko. Za Iordanescu widać było, że drużyna zmierza w złą stronę i gdyby nie został zmuszony do odejścia, to jego średnia raczej by spadła. Papszun daje nadzieję na przyszłość, ale ciągle nie potrafi wyeliminować pewnych błędów, które pogrążają Legię.
Mimo wyjścia ze strefy spadkowej jej sytuacja wygląda dalej bardzo poważnie. Ciągle musi obawiać się zwłaszcza przebudzenia Widzewa, który jest “pod kreską”, ale ma potencjał na dużo więcej i trenera Aleksandara Vukovicia, który wie, jak radzić sobie w takiej sytuacji. Pokazał to zresztą w Legii.
Zła decyzja Legii odbiła się na innych klubach
Za to Raków we wspomnianej tabeli umownej rundy wiosennej jest nad swoistą strefą spadkową tylko dzięki różnicy bramek. Wiosną pod wodzą Łukasza Tomczyka zdobył tylko dziewięć punktów w ośmiu spotkaniach.
Zobacz także: Nagła zmiana w składzie Rakowa przed hitem. Trener ujawnił powody
W tej ważniejszej tabeli całych rozgrywek zajmuje dopiero szóste miejsce, które nie daje awansu do europejskich pucharów.
Na razie na głośnych zmianach trenerskich zimą, wywołanych kryzysem Legii, czyli przejściu Papszuna z Rakowa do Warszawy, zastąpieniu go Tomczykiem z Polonii Bytom, którego miejsce zajął tam Patryk Czubak, nikt specjalnie nie wygrał. Natomiast Raków, a zwłaszcza pierwszoligowa Polonia (dwa punkty w sześciu meczach po odejściu Tomczyka), mocno straciły.
Pomyśleć, że gdyby Legia w czerwcu dobrze trafiła z wyborem trenera zamiast Iordanescu, to dziś nie tylko ona, ale pewnie i dwa wspomniane kluby byłyby w dużo lepszej sytuacji. Papszun walczyłby o tytuł z Rakowem, a Tomczyk o awans z Polonią.
Dariusz Mioduski jedną złą decyzją mimowolnie zaszkodził więc w dłuższej perspektywie aż trzem klubom.
