CELEBRITY
Mieszkańcy Brwinowa żyją w strachu przed agresywnymi dzikami. Ostatni atak wstrząsnął lokalną społecznością, a problem narasta.
Na mieszkańców Brwinowa padł blady strach. Boją się wychodzić ze swoich domów przez stado dzików. W niedzielę przy ul. Kraszewskiego, w pobliżu żłobka, agresywne lochy zaatakowały pieska jednej z mieszkanek. Suczka została rozszarpana na oczach właściciela i sąsiadów. Ludzie zgłaszali sprawę dzików do władz miasta, ale, jak mówią, nic z tym nie robią. — A gdyby to było dziecko? Nikt nas nie słucha — mówią zrozpaczeni mieszkańcy Brwinowa.
Problem z dzikami w Brwinowie trwa od kilku miesięcy. W ubiegłym roku doszło do incydentów, w których poszkodowane zostały dwie osoby. Czy od tamtej pory coś się zmieniło? Według mieszkańców, nic.
W niedzielę 12 kwietnia stado ponownie pojawiło się na osiedlu przy Kraszewskiego. Lochy z małymi biegały w pobliżu bloków. Według świadków zachowywały się bardzo agresywnie. Pan Mirosław około godz. 11 wyszedł na spacer ze swoim pieskiem rasy shih tzu. Kiedy otworzył drzwi od klatki schodowej, nagle podbiegła locha, rzuciła się na niego i zaczęła nim szarpać.
Nie widziałem wcześniej tych dzików. Maja była na smyczy. Ona pojawiła się nagle i ją zaatakowała. Byłem w szoku. Zagryzła ją na moich oczach — opowiada pan Mirek. Jedna z mieszkanek, widząc całą sytuację, zaczęła przeraźliwie krzyczeć.
— Krzyczałam, jakby się paliło, żeby sąsiedzi przyszli z pomocą, bo ta locha szarpała tym pieskiem we wszystkie strony — opowiada kobieta. Kiedy sąsiedzi wyszli sprawdzić, co się dzieje, stado uciekło. Niestety Maja już nie żyła. Pan Mirosław wraz z żoną Bożeną do teraz nie mogą uwierzyć w to, co się wydarzyło. Ciężko im się psychicznie pozbierać. Nie mogą też spać po nocach. Mężczyzna cały czas ma ten okropny widok przed oczami.
— To zostanie w mojej głowie do końca życia. Jak o tym mówię, to robi mi się słabo. Najgorsze jest to, że nie byłem w stanie mu pomóc, bo bałem się, że mnie zaatakują — tłumaczy załamany.
Najbardziej przeraża fakt, że w pobliżu znajduje się żłobek z maluszkami oraz duży plac zabaw, na którym dzieci spędzają czas. Dyrektorka placówki przyznaje, że przed każdym wyjściem opiekunki muszą dokładnie sprawdzać teren, czy czasem nie ma w pobliżu dzików, żeby dzieci mogły bezpiecznie przejść na plac. Twierdzi, że spacery po osiedlu zostały praktycznie całkowicie ograniczone ze względów bezpieczeństwa.
— Nie ma tak, że wychodzimy na pewniaka, bo tutaj teraz nie można wyjść normalnie. Zawsze jedna opiekunka najpierw idzie, obserwuje, później biorą dzieci i dopiero ruszają. My jesteśmy odpowiedzialne za te dzieci. Rodzice pytają, czy chodzimy na spacery. Chcielibyśmy wychodzić częściej, no ale jest strach. Po prostu panicznie się boimy. Czasem biegniemy z tymi dziećmi na plac zabaw. Dzisiaj nie wyszliśmy w ogóle. Naprawdę dziwne to jest, że nic się z tym nie robi. Z tego, co wiem, to mieszkańcy zgłaszają co chwilę problem gminie. Powiem panu, że chciałabym zabierać te maluszki na dwór i nie bać się, że coś się stanie — mówi reporterowi “Faktu” pani Katarzyna, szefowa placówki.
Dziki terroryzują mieszkańców Brwinowa. Co na to włodarze?
Mieszkańcy czują się pozostawieni sami sobie. Jak twierdzą, nie mogą liczyć na pomoc służb i urzędników.
— W ubiegłym roku sąsiad został poważnie ranny w nogę, inna sąsiadka doznała udaru po ataku dzików podczas spaceru z psem. Nic nie zrobili. Mają nas i nasze dzieci w nosie. Burmistrz zasłania się paragrafami i mówi, że nic nie może. Dopiero jak ktoś zginie, to wtedy się obudzą i zaczną działać — żalą się mieszkańcy.
Reporter “Faktu” odwiedził urząd w Brwinowie i postanowił zapytać włodarzy, jakie działania zostały podjęte w sprawie dzików terroryzujących mieszkańców. Niestety burmistrza nie zastaliśmy w gabinecie, a jego zastępca nie miał czasu na to, aby porozmawiać, bo brał udział w konferencji online. Włodarz miasta natomiast skomentował sprawę w sieci.
Niestety, z powodu srogiej zimy oraz lepszych warunków bytowania na terenie miejskim (w mieście jest cieplej o jakieś 3-4 stopnie C, brak naturalnych wrogów, lepsza dostępność karmy — mamy wielu mieszkańców, którzy dokarmiają dziki), zaobserwowaliśmy ponownie pojawienie się dzików na obszarach zabudowanych. Dlatego też, 20 stycznia 2026 r. wystąpiliśmy do Starosty Pruszkowskiego o wydanie kolejnej decyzji na wykonanie odstrzału redukcyjnego dzików. Decyzja Starosty, wyrażająca zgodę na odstrzał redukcyjny 30 dzików do końca 2026 r. została podjęta po 2,5 miesiąca (trafiła na moje biurko w ostatni czwartek). Po dopełnieniu procedur, wynikających z przepisów prawa zamówień publicznych oraz prawa łowieckiego, wkrótce zlecimy wykonanie odstrzału redukcyjnego — napisał Arkadiusz Kosiński, burmistrz miasta.
Nie tylko w Brwinowie jest problem z dzikami. Nie tak dawno lochy z młodymi pojawiły się na Bemowie i Mokotowie, gdzie zostały uśmiercone. Na Lasy Miejskie za to wylała się fala krytyki, a z dyrektora zrobiono mordercę. Czy słusznie? Jak twierdzi Karol Podgórski, dla niego ważne było i jest życie ludzkie.
— Kiedy zdrowie i życie ludzkie jest zagrożone, trzeba działać. Zrobiono ze mnie mordercę za to, że zapobiegłem być może tragedii. Gdyby coś się stało, wszyscy mieliby pretensje, że służby nic nie zrobiły. Tak to u nas wygląda — tłumaczy Podgórski, dyrektor Lasów Miejskich.
Zbliżają się wakacje. Mieszkańcy, a w szczególności dzieci, liczą na to, że będą mogły wyjść z domu i bezpiecznie bawić się na świeżym powietrzu.
Sprawa ataku dzików wymaga mądrego rozwiązania. 15 kwietnia w Warszawie odbędzie się protest aktywistów, którzy sprzeciwiają się odławianiu i uśmiercaniu zwierząt. Każda ze stron chce bezpieczeństwa ludzi, dlatego trzeba wypracować rozwiązanie i to jak najszybciej, bo problem jak widać wraca i narasta.
