CELEBRITY
Absolutnie szalony wieczór w Melbourne! Więcej ➡️
To był absolutnie szalony wieczór w Melbourne! Magdalena Fręch w starciu z Jasmine Paolini otrzymała od losu dwie wielkie szanse na odwrócenie losów tego meczu, ale niestety obie zmarnowała. Polka najpierw nie wykorzystała okazji po oberwaniu chmury, a później wypuściła z rąk przewagę w kluczowym momencie.
Więcej ciekawych historii znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet
Artykuł aktualizowany
Spotkanie z Paolini to ostatni akcent dnia dla Polaków. Wcześniej do trzeciej rundy Australian Open awansowała Magda Linette, a odpadli Linda Klimovicova i Kamil Majchrzak. Fręch stanęła przed najtrudniejszym zadaniem, mierząc się z Jasmine Paolini, która w ostatnich dwóch latach wystrzeliła do ścisłej elity, osiągając m.in. dwa wielkoszlemowe finały w 2024 r.
Mecz od początku nie układał się po myśli Polki. Paolini narzuciła wysokie tempo i utrzymywała piłkę w korcie, co sprawiło, że błyskawicznie objęła prowadzenie 4:1. Wtedy po raz pierwszy do głosu doszła pogoda. Oberwanie chmury przerwało grę na blisko godzinę.
Po powrocie na kort Fręch próbowała znaleźć receptę na zdobywanie punktów. Mimo stanu 1:5, zdołała przełamać Włoszkę, ale był to tylko chwilowy zryw. Porywisty wiatr i niewymuszone błędy Fręch sprawiły, że Polka ponownie straciła podanie, przegrywając seta 2:6.
Kluczem była bezradność przy własnym podaniu. Fręch wygrała zaledwie 36 proc. piłek po trafionym pierwszym serwisie (przy 75 proc. skuteczności Paolini). Do tego doszło aż 20 niewymuszonych błędów Polki. Z takimi liczbami nawiązanie walki z jedną z najlepszych tenisistek było niemożliwe.
Pech nie opuścił zawodniczek po kilku akcjach drugiego seta. Deszcz znów lunął, zmuszając sędziego do kolejnego przerwania gry. Tym razem organizatorzy nie czekali I podjęli decyzję o przeniesieniu meczu na zadaszoną John Cain Arena.
Przeprowadzka pod dach miała być dla Magdaleny Fręch szansą na nowe otwarcie. Wydawało się, że halowe warunki, bez porywistego wiatru i deszczu, mogą zadziałać na korzyść Polki, która szukała stabilizacji. I początek faktycznie wlał w serca kibiców promyk nadziei. Magdalena wyszła na kort mocno skoncentrowana i błyskawicznie przełamała rywalkę, obejmując prowadzenie 1:0.
Zmiana otoczenia nie wyeliminowała głównego problemu Fręch w tym dniu, czyli braku precyzji. Polka wciąż popełniała ogromną liczbę niewymuszonych błędów. Piłki, które miały budować przewagę, lądowały kilkanaście centymetrów za linią końcową. Jasmine Paolini, podobnie jak wcześniej na otwartej Kia Arenie, nie musiała wspinać się na wyżyny.
Gdy wydawało się, że losy spotkania są już przesądzone, nastąpił jeszcze jeden zwrot akcji. Włoszka złapała niespodziewany przestój, co Fręch natychmiast wykorzystała. Polka zerwała się do walki, odrobiła część strat i zbliżyła się na 3:4.
Kluczowy okazał się jednak ósmy gem. Fręch serwowała po wyrównanie stanu drugiego seta, ale w tym decydującym momencie ponownie zabrakło jej chłodnej głowy. Zamiast wyrównania, byliśmy świadkami kolejnego przełamania na korzyść Włoszki na 3:5. To podcięło skrzydła naszej tenisistce. Chwilę później Włoszka pewnie dokończyła dzieła, zamykając mecz przy własnym podaniu.
Ostatecznie, po dwóch przerywanych setach, to Włoszka melduje się w trzeciej rundzie Australian Open. Jej kolejną rywalką będzie zwyciężczyni meczu Iva Jovic — Priscilla Hon.
