CELEBRITY
El Clasico nie zawiodło 🔥🔥 Więcej ➡️
Kolejny spektakl w meczu FC Barcelona — Real Madryt! Tym razem piłkarze obu drużyn długo kazali nam czekać na fajerwerki, ale gdy je odpalili, to na dobre. Piorunująca była zwłaszcza końcówka pierwszej połowy, gdy w doliczonym czasie padły aż trzy bramki. Jedną z nich w wielkim stylu zdobył Robert Lewandowski. Także dzięki Polakowi Barcelona wygrała z Realem 3:2 i sięgnęła po Superpuchar Hiszpanii. Bez emocji nie było się i w dodatkowym czasie drugiej połowy. Po faulu na Kylianie Mbappe Duma Katalonii kończyła ten mecz w dziesiątkę.
Więcej ciekawych historii znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet
Po ponad miesiącu bez gry od pierwszej minuty Robert Lewandowski w końcu doczekał się szansy w wyjściowym składzie. Polak przystąpił do niedzielnego meczu wypoczęty, bo w środowym półfinale Superpucharu Hiszpanii z Athletikiem Bilbao (5:0) murawy nie powąchał.
Można się było spodziewać, że przeciwko Realowi będzie miał utrudnione zadanie. Wicemistrzowie Hiszpanii nie chcieli podzielić losu ekipy z Kraju Basków, stąd wyszli na boisku w Dżuddzie bardzo skoncentrowani, zwarci w obronie i nieodstępujący rywala ani na krok.
Znalazło to odzwierciedlenie w ofensywnych poczynaniach Barcelony. Duma Katalonii prowadziła grę, ale miało to przełożenia na zagrożenie bramce Realu. Dość powiedzieć, że pierwszy celny strzał ze strony podopiecznych Hansiego Flicka padł w 27. minucie. Thibaut Courtois poradził sobie z kąśliwym uderzeniem Raphinhi.
W 35. minucie zanosiło się na to, że Barcelona obejmie prowadzenie. Lewandowski rozprowadził z głębi pola akcję do Yamala, ten z pierwszej piłki do Raphinhi, a ten w sytuacji sam na sam fatalnie spudłował.
Brazylijczyk odkupił swoje winy w kolejnej akcji. Po stracie Rodrygo wpadł w pole karne i mimo asysty Aureliena Tchouameniego przymierzył przy dalszym słupku, dając Barcelonie prowadzenie.
Raphinha rozpoczyna strzelanie w finale Superpucharu Hiszpanii:
Niebawem mogło się zrobić 2:0. Yamal uruchomił w polu karnym Fermina, a ten uderzył mocno w krótki róg. Courtois był na posterunku. Identycznie było w kolejnej akcji. Yamal ograł Rodrygo zwodem na zamach i kropnął przy bliższym słupku. Belgijski bramkarz znów był górą.
Real odgryzł się w drugiej minucie doliczonego czasu gry. Vinicius ruszył z piłką ze środka boiska, a w polu karnym założył Kounde siatkę, po czym ograł Cubarsiego zwodem na zamach i nie dał szans Joanowi Garcii. Przełamanie posuchy strzeleckiej (19 kolejnych meczów) przyszło w najlepszym dla niego momencie.
Rajd Viniciusa i remis 1:1
Królewscy nie cieszyli się zbyt długo z remisu. Pedri zagrał w uliczkę do Lewandowskiego, ten uciekł rywalom i w sytuacji sam na sam z Courtoisem zdołał trącić piłkę. Ta odbiła się jeszcze od słupka i zatrzepotała w siatce.
Nie był to bynajmniej koniec strzeleckiego festiwalu w pierwszej połowie. Była szósta doliczona minut, gdy po rzucie rożnym Dean Huijsen uderzył głową w słupek na wysokości okienka, z dobitką pospieszył Gonzalo Garcia i padając na murawę, uderzył od poprzeczki, po czym piłka odbiła się za linią bramkową.
Absolutne szaleństwo. Jeszcze nigdy w historii meczów Barcelony z Realem Madryt nie było trzech goli w doliczonym czasie gry.
Po zmianie stron to Real miał pierwszą wyborną okazję. Vinicius tym razem zszedł z lewej flanki do środka i uderzył sprzed pola karnego. Joan Garcia zdołał sparować to potężne uderzenie, Brazylijczyk pospieszył jeszcze do dobitki, ale naciskany przez rywala nie zdołał przymierzyć w bramkę.
Później sprytnym strzałem bramkarza Barcelony chciał pokonać Rodrygo. Po akcji Viniciusa uderzył w gąszczu nóg w kierunku dalszego słupka, ale Joan Garcia nie dał się zaskoczyć.
Także i w tej części gry piłkarze ze stolicy Katalonii kazali długo czekać na swoje pierwsze celne uderzenie. Miało ono miejsce dopiero w 71. minucie. Przytomnym uderzeniem popisał się Yamal, a Courtois — instynktowną interwencją.
Dwie minuty później nawet taki fachowiec jak belgijski bramkarz nie był w stanie nic wskórać. Wprowadzony za Lewandowskiego Ferran Torres podał do innego rezerwowego Daniego Olmo, ten odegrał bez przyjęcia, do piłki dopadł Raphinha i uderzył prawą nogą. Futbolówka odbiła się jeszcze od Raula Asencio, czym kompletnie zmyliła Courtoisa.
Już wcześniej przy linii bocznej zaczął się rozgrzewać Kylian Mbappe, a po objęciu prowadzenia przez Barcelonę stało się jasne, że wejdzie na murawę. I to mimo niedawnych problemów z kolanem. Francuz nie trenował z kolegami od końcówki grudnia, ale po rezonansie magnetycznym przed kilkoma dniami dostał zielone światło od klubowych lekarzy i dołączył do drużyny w Dżuddzie.
Mbappe długo nie był nic wskórać. Przez kwadrans zanotował tylko dwa kontakty z piłką. Swój kunszt zaprezentował dopiero w doliczonym czasie gry. Najpierw odebrał futbolówkę Yamalowi, a później zatańczył przy linii bocznej i Frenkie de Jong ratował się faulem. Holender zaatakował piszczel Francuza, co arbiter wycenił na czerwoną kartkę.
Piłkarze Realu mieli później jeszcze dwie okazje do doprowadzenia do remisu. Najpierw jednak prosto w Joana Garcię uderzył Alvaro Carreras, a później w jego ślady poszedł David Alaba. Wynik nie uległ już zmianie, dzięki czemu Duma Katalonii sięgnęła po pierwsze trofeum w tym sezonie.
To pierwszy przypadek, by w rozgrywanym w obecnym formacie Superpucharze Hiszpanii po trofeum sięgnął jego obrońca. Do tej pory nie było też przypadku, by finał wygrał aktualny mistrz Hiszpanii. Z kolei za każdym razem zwycięzca Superpucharu Hiszpanii rozgrywanego w Arabii Saudyjskiej wygrywał później LaLigę. Czy tak samo będzie i w tym sezonie?
