CELEBRITY
Hubert Hurkacz był w wielkich opałach. Wyszarpał awans! 👏 ➡️
Ponad 3,5 godzinna tenisowa “wojna” dla Huberta Hurkacza! Polak znów zaserwował kibicom prawdziwy dreszczowiec i na otwarcie Australian Open stoczył niezwykle zacięty bój z Zizou Bergsem. Belg podjął heroiczną walkę z wrocławianinem. Wygrał pierwszego seta, był dwa punkty od prowadzenia 2:0 w setach, a potem walczył z bólem i kontuzją. Ale do końca dzielnie stawiał czoła “Hubiemu”, w którego grze imponował szczególnie jeden element. Ostatnie słowo należało jednak do wrocławianina, a przed nim teraz kolejne wyzwanie. Jego rywal w drugiej rundzie wielkoszlemowego turnieju zdążył już sprawić sporą niespodziankę w Melbourne.
Więcej informacji znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet
Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu
Po fantastycznym występie Huberta Hurkacza w United Cup, gdy Polak przegrał wyłącznie z Alexem De Minaurem, wróciły nadzieje na powrót Wrocławianina do czołówki męskiego tenisa. Serwis naszego reprezentanta prezentował się fantastycznie, ale dorównywały mu także inne aspekty tenisowego rzemiosła, dzięki którym wygrał choćby z Taylorem Fritzem i Stanislasem Wawrinką.
Do tego szczęście uśmiechnęło się do niego podczas losowania drabinki Australian Open, bo przyszło mu zmierzyć się z nierozstawionym rywalem. Zizou Bergs nigdy nie dotarł choćby do czwartej rundy wielkoszlemowej rywalizacji, a jego osiągnięć nie da się porównać z wyczynami reprezentanta Polski.
Falstart Huberta Hurkacza. Ale nadeszła odpowiedź
Można było zakładać, że wieczorna rywalizacja w Melbourne przyniesie nam wyrównany poziom i kilka niezwykle efektownych zagrań. Tak też się działo już od pierwszych wymian pomiędzy Hurkaczem i Bergsem. Polak nie olśniewał poziomem swojej gry tak, jak robił to w United Cup, ale nie odpuszczał rywalowi nawet na krok.
Zobacz także: Byli parą idealną, teraz toczą wojnę. “Przeraża mnie myśl o przebywaniu z nim”
W całym pierwszym secie nie doczekaliśmy się choćby jednej szansy na przełamanie, więc decydować musiał tie-break. Lepiej rozpoczął go Hurkacz, który prowadził już 5:3 i był o krok od prowadzenia w setach. Niestety, od tego momentu do końca partii wygrał już tylko jeden punkt. Belg nie zmarnował drugiej piłki setowej i to on prowadził 7:6(6).
Szanse na przełamanie nadeszły już na początku drugiego seta, ale Zizou Bergs okazał się nieskuteczny wobec kapitalnego serwisu Huberta Hurkacza. Polak mógł odpowiedzieć przy stanie 3:3, ale także nie wykorzystał długo wyczekiwanej szansy. I znów musiał decydować tie-break.
Tym razem jednak to Hubert Hurkacz okazał się lepszy! Zaczął tie-breaka od prowadzenie 3:0 i choć potrzebował aż trzech piłek setowych, w końcu doprowadził do wyrównania. Po blisko dwóch godzinach rywalizacji dobiegł końca dopiero drugi set, ale nie można było wykluczyć, że to spotkanie toczyć się będzie na pełnym pięciosetowym dystansie. Przy utrzymaniu poziomu przez obu panów wydawało się to bardziej niż prawdopodobne.
Przed kolejnymi partiami polskich kibiców napawać optymizmem mógł fakt, że Polak przez dwa pierwsze sety nie dał się przełamać choćby raz. Przy utrzymaniu tej formy podania walka o zwycięstwo mogła stać się nieco łatwiejsza.
Szansa na pierwsze przełamanie w całym meczu nadeszła w szóstym gemie trzeciego seta, ale Bergs wyratował się genialnym serwisem w bardzo trudnych okolicznościach. Na szczęście Polak poszedł za ciosem i chwilę później miał dwie szanse na pierwsze odebraniu rywalowi serwisu w tym meczu. Przy drugiej z nich był już bezwzględny, a chwilę później to on wygrał trzeciego seta 6:3.
Zizou Bergs zdecydował się na kilkuminutową przerwę medyczną i już w pierwszym gemie czwartego seta przyszło mu wielokrotnie bronić break pointów dla Polaka. Hurkacz miał trzy piłki na przełamanie, ale Belg zdołał się obronić. A przy pierwszym w tym secie gemie serwisowym Polaka role się odwróciły i to Bergs miał tym razem cztery piłki na przełamanie. Ale Hurkacz wyszedł obronną ręką z opresji. A w całym meczu ani razu nie dał się zresztą przełamać!
A Belgowi zaczęły dokuczać coraz większe problemy zdrowotne. Po trzecim gemie zmuszony był po raz drugi poprosić o przerwę medyczną. Ale mylił się ten, kto myślał, że Bergs z czasem opadnie z sił. 26-latek dzielnie stawiał czoła Hurkaczowi i długo był bezbłędny przy swoich gemach serwisowych. Ale tylko do czasu. W siódmym gemie Hurkacz przepuścił atak i zyskał bezcenne przełamanie. I w taki sposób rozpoczął swój marsz do drugiej rundy turnieju w Melbourne. W ostatnich akcjach “Hubi” nie pozostawił rywalowi złudzeń komu należy się awans.
A kolejnym rywalem dla wrocławianina będzie Ethan Quinn (80. ATP). Amerykanin w pierwszej rundzie sprawił sporą niespodziankę i wyrzucił za turniejową burtę znacznie wyżej notowanego Tallona Griekspoora (26. ATP) i to w trzech setach!
