CELEBRITY
I tłumaczenie, że “niczego nie wymazał, po prostu się pomylił”
Czy niemiecki kanclerz celowo zmienił datę wybuchu II wojny światowej? Kontrowersyjna wypowiedź Friedricha Merza wywołała gwałtowną reakcję w Warszawie, zmuszając dyplomatów do działania. Jak informują źródła dyplomatyczne oraz serwisy informacyjne, spór o prawdę historyczną właśnie wszedł w nową, wyjątkowo napiętą fazę.
Kontrowersyjne porównanie kanclerza w Stuttgarcie
Głosy oburzenia ze strony polskich polityków
Dyplomatyczna misja ratunkowa ambasadora Niemiec
Spór o fundamenty europejskiej pamięci
Podczas wystąpienia na kongresie partii CDU w Stuttgarcie, kanclerz Friedrich Merz wygłosił słowa, które wstrząsnęły polską opinią publiczną. Porównując konflikt na Ukrainie do II wojny światowej, stwierdził: „wojna na Ukrainie będzie wkrótce trwać już cztery lata, czyli dłużej niż II wojna światowa”. Taka matematyka historyczna sugeruje, że konflikt rozpoczął się dopiero w 1941 roku, w momencie ataku na ZSRR.
Dla obserwatorów znad Wisły takie postawienie sprawy jest nie do przyjęcia, gdyż ignoruje dwa pierwsze lata globalnych zmagań. Wymazywanie września 1939 roku z oficjalnego dyskursu szefa niemieckiego rządu zostało odebrane jako niebezpieczny precedens w polityce historycznej Berlina. Ignorowanie kampanii wrześniowej budzi obawy o systematyczne zmienianie europejskiej pamięci zbiorowej.
Na reakcję polskiej klasy politycznej nie trzeba było długo czekać. Stanisław Żaryn, były doradca prezydenta, ocenił ostro: „Od dziesięcioleci Niemcy manipulują historią II wojny światowej, aby oczyścić się z win”. Z kolei europoseł Arkadiusz Mularczyk wezwał szefa MSZ do reakcji, podkreślając, że „Historia nie zaczyna się w 1941 r. A pakt Ribbentrop-Mołotow nie wyparował z podręczników”.
Polska strona zaznacza, że pomijanie agresji na Polskę brzmi jak echo rosyjskiej narracji o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. Dla Warszawy miliony ofiar z lat 1939–1941 nie mogą zostać zapomniane w imię politycznej retoryki. Takie słowa na wysokim szczeblu uderzają w same fundamenty prawdy o niemieckiej agresji i brutalnej okupacji ziem polskich.
W obliczu narastającego kryzysu do akcji wkroczył ambasador Niemiec w Polsce, Miguel Berger, który za pośrednictwem platformy X starał się tonować nastroje. Dyplomata przekonywał: „Niczego nie wymazał z II wojny światowej, po prostu pomylił porównanie”.
Wyjaśniał on, że słowa kanclerza były niefortunną pomyłką, a nie świadomym rewizjonizmem historycznym. Berger odniósł się także do kontrowersyjnego określenia Rosji jako „sąsiada Europy”, tłumacząc, że Merz nie widzi w niej bezpośredniego sąsiada Niemiec.
Ta próba dyplomatycznej ofensywy ma na celu zatrzymanie fali krytyki i zapobieżenie dalszemu pogorszeniu relacji dwustronnych. Niemniej jednak, dla wielu polskich komentatorów takie tłumaczenia są jedynie próbą tuszowania poważnego błędu politycznego szefa rządu.
Kontrowersja ta dotyka czułego punktu w relacjach polsko-niemieckich, jakim jest odpowiedzialność za wybuch konfliktu. Jak zauważył Arkadiusz Mularczyk, nowa narracja sugeruje, że „Niemcy byli ‘obserwatorem wydarzeń’, a sprawcami byli Naziści”. Skracanie czasu trwania wojny jest postrzegane jako próba relatywizacji zbrodni i uniknięcia tematu roszczeń reparacyjnych.
Eksperci wskazują, że takie błędy mogą być wykorzystywane przez rosyjską machinę dezinformacyjną do siania podziałów wewnątrz NATO. Ostatecznie incydent ten pokazuje, jak silnie przeszłość rzutuje na współczesną architekturę bezpieczeństwa. Wspólna interpretacja faktów historycznych pozostaje kluczowa dla stabilności regionu, zwłaszcza w obliczu trwającej wojny na wschodzie, która wymaga teraz szczególnej jedności sojuszników.
