CELEBRITY
Jacek Jaworek zgotował swojej rodzinie piekło
Jacek Jaworek, zanim zabił brata, jego żonę oraz ich syna, znęcał się nad swoją najbliższą rodziną – ujawniła jego była żona w rozmowie z Onetem. Kobieta opowiedziała o problemach, jakie miały spotkać ją na policji oraz w urzędach, a także zrelacjonowała, jak w międzyczasie eskalował spór, który zakończył się tragedią.
Onet w poniedziałek 2 lutego opublikował wspomnienia byłej żony Jacka Jaworka. Małżeństwo miało troje dzieci. Sytuacja rodziny nie była jednak łatwa z uwagi na zachowanie mężczyzny. Jak opowiedziała kobieta, w kontaktach z innymi osobami Jaworek miał być “uprzejmy, nawet szarmancki”, z kolei wobec swojej rodziny miał stosować “poniżanie, krzyk i zastraszanie”. Jego żona postanowiła więc złożyć pozew o rozwód. “Nasze małżeństwo przestawało istnieć, ale wciąż mieszkaliśmy razem. W domu zaczęły się awantury o wszystko” – zrelacjonowała kobieta w Onecie.
Jacek Jaworek wyprowadził się w 2018 roku, ale “nie dawał o sobie zapomnieć”. Miał bowiem między innymi pojawiać się w pobliżu mieszkania oraz przysłać kwiaty i zegarek. Z kolei na początku 2021 roku jego bratowa Justyna poinformowała jego byłą żonę, że u nich zamieszkał, ponieważ był współwłaścicielem odziedziczonego po rodzicach domu w Borowcach (woj. śląskie, pow. częstochowski). “Justyna wysyłała mi zdjęcia: porozrzucane rzeczy, bałagan, butelki po alkoholu. To było uderzająco znajome. (…) Chciał im umeblować życie dokładnie w taki sam sposób, jak wcześniej zrobił to nam” – napisała była żona Jaworka
Nastawienie Jaworka wobec własnej rodziny w pewnym momencie stało się bardziej wrogie. Podczas rozprawy rozwodowej jego była żona dostarczyła bowiem nagranie, które przeczyło jego wersji wydarzeń. Materiał nagrała pani Justyna. “Od tamtej chwili był przekonany, że Justyna ‘donosi’ na niego” – napisała była żona Jaworka. Później pani Justyna miała założyć sprawę o podział majątku. W międzyczasie jej szwagier przebywał w więzieniu za niezapłacone alimenty. “Po jego powrocie zaczęło się piekło – prowokacje, złośliwości, celowe utrudnianie życia Justynie” – napisała była żona Jaworka. W czerwcu pani Justyna zauważyła, że mężczyzna ma broń.
Pani Justyna oraz jej mąż złożyli zawiadomienie o groźbach i mieli poinformować policję, że Jaworek ma broń. “Nie doczekała się jednak żadnej interwencji. A potem było już za późno” – napisała była żona mężczyzny. Ostatnia wiadomość od pani Justyny przyszła do niej 9 lipca około godz. 22:42. “Pisała, że wracają do domu od znajomych” – poinformowała rozmówczyni Onetu. Niedługo później w jej mieszkaniu pojawiła się policja, która szukała jej byłego męża. Kobieta zaczęła się więc obawiać o życie swoje i jej dzieci. Postanowiła również zmienić nazwisko swojego syna, ale sąd miał domagać się wskazania miejsca, gdzie przebywa Jaworek, ponieważ w tej sprawie była wymagana jego zgoda. “A jak ja to miałam zrobić, skoro w tym czasie szukała go bezskutecznie policja w całej Europie?” – napisała była żona.
Do zdarzenia doszło w nocy z 9 na 10 lipca 2021 roku. Policja otrzymała wtedy zgłoszenie o awanturze domowej. Kiedy funkcjonariusze dotarli na miejsce, zastali ciała 44-letniego małżeństwa oraz ich 17-letniego syna z ranami postrzałowymi. Z kolei ślad po Jaworku zaginął, aż do 19 lipca 2024 r., kiedy w Dąbrowie Zielonej (woj. śląskie, pow. częstochowski) znaleziono jego ciało.
Śledczy ustalili, że Jaworek popełnił samobójstwo. “Przypadkowe osoby ujawniły zwłoki mężczyzny. Na podstawie opinii biegłego z zakresu badań genetycznych stwierdzono, że ujawnione zwłoki mężczyzny były zwłokami poszukiwanego Jacka J. Natomiast w wyniku sekcji zwłok mężczyzny ustalono, że przyczyną jego zgonu były obrażenia głowy, powstałe na skutek jednokrotnego postrzelenia z broni palnej” – informował rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Częstochowie prokurator Tomasz Ozimek. Wspomniana broń (pistolet CZ kaliber 7,65) była tą samą, której użyto podczas zabójstwa w Borowcach.
Jaworek miał przez kilka lat ukrywać się u swojej ciotki. “7 sierpnia 2024 roku na polecenie prokuratora policjanci przeszukali dom w Dąbrowie Zielonej, należący do Teresy D., będącej siostrą matki Jacka J. W trakcie tych czynności Teresa D. powiedziała funkcjonariuszom, że siostrzeniec Jacek J. przebywał u niej, a wyniki przeszukania potwierdziły jej oświadczenie” – informował prokurator Ozimek.
74-latka usłyszała zarzut dotyczący utrudniania śledztwa prowadzonego przeciwko Jaworkowi poprzez ukrywanie go przed organami ścigania. “Przestępstwo to zagrożone jest karą do pięciu lat pozbawienia wolności” – informowała prokuratura. Warto zaznaczyć, że podejrzany był poszukiwany listem gończym, europejskim nakazem aresztowania i czerwoną notą Interpolu. “Wskazywałam osoby z rodziny. Słyszałam milczenie” – napisała była żona w Onecie.
Więcej informacji na ten temat znajduje się w artykule: “Kulisy sprawy Jacka Jaworka. Chciał, by ‘rodzina czuła na plecach jego oddech'”.
