CELEBRITY
Król Czarnek na dworze prezesa, dresowy biznes prezydenta Nawrockiego i udawany Polexit Czytaj więcej:
Przemysław Czarnek mości się na fotelu pierwszego po Bogu (i Jarosławie Kaczyńskim), Prawo i Sprawiedliwość mruga okiem do eurosceptyków, a prezydent Karol Nawrocki robi wielomilionową reklamę odzieżowemu biznesowi kolegów z ringu. Za kulisami polskiej polityki znów robi się gorąco.
W sejmowych ławach Prawa i Sprawiedliwości doszło do wiekopomnej roszady, która dla bywalców politycznych korytarzy jest niezwykle jasnym sygnałem. Przemysław Czarnek zajął miejsce Ryszarda Terleckiego, zasiadając na samym przedzie, tuż obok prezesa Jarosława Kaczyńskiego. W partii nikt nie ma wątpliwości – to dowód na to, że trzeba się z nim w PiS coraz bardziej liczyć.
– Dostałam jasną odpowiedź, że to jest symbol, że pozycja Przemysława Czarnka w PiS-ie jest coraz mocniejsza i że trzeba się z nim liczyć coraz bardziej – mówi w “Sejmflixie” dziennikarka Karolina Opolska.
Cel tej wizerunkowej operacji jest prosty: były minister edukacji ma powstrzymać odpływ twardego elektoratu. Jak zauważa Opolska: – Przemysław Czarnek nie jest po to, żeby zagarnąć ten szeroki elektorat, ten niezdecydowany (…), tylko Przemysław Czarnek jest po to, żeby przyciągnąć tych wyborców PiS, którzy uciekli do Konfederacji albo do Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna.
Problem Nowogrodzkiej polega jednak na tym, że dla szerokiego ogółu wyborców nowy ulubieniec prezesa jest ogromnym obciążeniem. Z marcowych badań wynika, że aż 57,9 proc. ankietowanych ocenia go źle, a wśród pokolenia młodych dorosłych jest on wręcz „skreślony” za swoje rządy w resorcie edukacji w czasach pandemii.
Prawo i Sprawiedliwość ewidentnie postanowiło skręcić ostro w prawo, by licytować się z Konfederacją na eurosceptycyzm. Nagle politycy z partii, która jeszcze do niedawna ustami samego Jarosława Kaczyńskiego zapewniała, że przynależność do UE to wymóg patriotyzmu, zaczynają ostro narzekać na unijne regulacje. Przemysław Czarnek grzmi o „eurokołchozie”, a prezydent Karol Nawrocki wetuje unijny program obronny SAFE. Zresztą w sprawie tego weta kuluarowe przecieki z Pałacu Prezydenckiego głoszą, że początkowo nastroje były tam inne i skłaniano się do podpisania ustawy, jednak prezydent ugiął się pod gigantycznym naciskiem własnej partii (a być może również strony amerykańskiej).
Wewnątrz samego PiS ta wolta nie wszystkim się podoba. Jacek Włosowicz, który głośno punktował najnowsze działania partii, został w trybie natychmiastowym wyrzucony z jej szeregów. – Zdaniem senatora Włosowicza partia zbyt często podąża w kierunku, który jest wyznaczony nie przez względy merytoryczne i obiektywne, tylko ten kurs wyznaczają te osoby, które tak właściwie towarzysko akurat w tym momencie są najbliżej prezesa Jarosława Kaczyńskiego – cytuje byłego polityka PiS Karolina Opolska.
Manewr z udawaniem partii antysystemowej może się zresztą okazać dla obozu władzy śmiertelnie niebezpieczny politycznie. Wyborcy mogą w końcu zadać sobie proste pytanie: – Po co głosować na tę podróbkę, która tutaj sugeruje, używa metafor, puszcza oko, jak można zagłosować na Grzegorza Brauna, który mówi wprost (…): »Eurokołchoz, wychodzimy« – pyta retorycznie Opolska.
Tymczasem otoczenie głowy państwa zmaga się z wizerunkowym pożarem wokół „merchu” Karola Nawrockiego. Dziennikarze prześwietlili popularną markę odzieżową Nawrocky, w której ubrań prezydent występował między innymi podczas zimowych Igrzysk Olimpijskich. O przypadku nie ma tu mowy: znak towarowy zgłosiła siostra prezydenta, Nina Nawrocka, a właścicielem spółki sprzedającej odzież jest kolega Karola Nawrockiego z gdańskiego klubu bokserskiego Ring3City. Promując dresy znajomych na tak ogromną skalę, prezydent zrobił dla marki darmową kampanię.
Żeby wygenerować taki ekwiwalent reklamowy, żeby zapłacić za reklamy na takim poziomie, jak zapewnił im prezydent, no musieliby wybulić, mówiąc wprost, 11,5 miliona złotych – wylicza bezlitośnie Wojciech Mulik.
Kiedy sprawa ubrań po raz pierwszy wzbudziła zainteresowanie, Nawrocki tłumaczył w telewizji powody swojego ubioru. W świetle najnowszych ustaleń, owo tłumaczenie brzmi niezwykle blado. – Kiedy prezydent w odzieży Nawrocky pojawił się na zimowych Igrzyskach Olimpijskich, to tak naprawdę to było tylko dlatego, że pożyczył wtedy te ubrania od fotografa (…). Prezydent nie miał co na siebie założyć, fotograf nagle miał przy sobie ubrania Nawrocky, mu pożyczył – przypomina ówczesną linię obrony Karolina Opolska.
Na prawicy ewidentnie opada również fascynacja Donaldem Trumpem. Po jego dziwnych wypowiedziach o przejęciu Kuby czy wyznaniu, że Japonia nie uprzedziła go o ataku na Pearl Harbor, a także po politycznych woltyżach na Bliskim Wschodzie, w polskim Sejmie na próżno dziś szukać polityków dumnie noszących czerwone czapeczki.
– Pamiętasz tego polityka, który tańczył? To on w rozmowie z Justyną Dobrosz-Oracz powiedział, że »teraz już by nie tańczył«. Więc jakaś refleksja powoli przychodzi – podsumowuje nastroje dziennikarka. Polacy również jasno wskazują w sondażach, że nie chcą angażować polskiego wojska w ewentualne konflikty zbrojne, które sugerowałyby Stany Zjednoczone w Iranie.
Kłopoty obozu władzy (i samego prezydenta) mogą jednak niebawem wyjść daleko poza niefortunne wizerunkowe stylizacje i amerykańskie sojusze. Naczelny Sąd Administracyjny wydał właśnie przełomowy wyrok, w którym zobowiązał Urząd Stanu Cywilnego do wpisania zagranicznego aktu małżeństwa jednopłciowego do polskiego rejestru.
– Opinia publiczna, polskie społeczeństwo ma dużo bardziej liberalne podejście do takich tematów jak na przykład związki jednopłciowe, niż ich reprezentanci w parlamencie. I jak spojrzeć na badania, to nawet wyborcy PiS czy Konfederacji mają dużo bardziej liberalne podejście – podkreśla Karolina Opolska.
Rodzi to kluczowe pytanie: co zrobi Karol Nawrocki, gdy na jego biurko trafi w końcu ustawa o „statusie osoby najbliższej”? Biorąc pod uwagę presję Nowogrodzkiej na prezydenta, najpewniej ją zawetuje. I to pomimo faktu, że jeszcze w kampanii wyborczej zarzekał się, że konieczne jest „rozwiązanie, które pomoże ludziom” – chociaż wtedy tłumaczył to chęcią pomocy… kombatantowi i jego opiekunowi.
