CELEBRITY
Manita❗⚽ ➡
5:0! FC Barcelona bez litości dla Athleticu Bilbao w półfinale Superpucharu Hiszpanii! Duma Katalonii rozstrzelała rywali jeszcze w pierwszej połowie, a jedna akcja bramkowa była piękniejsza od drugiej. Popisy kolegów z ławki rezerwowych śledzili Robert Lewandowski i Wojciech Szczęsny. W finale rywalem mistrza Hiszpanii będzie zwycięzca derbów Madrytu między Realem a Atletico.
Więcej ciekawych historii znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet
Po wygranych w bólach derbach z Espanyolem (2:0) Hansi Flick zdecydował się na zmiany w formacji ofensywnej. Nie dotyczyło to Ferrana Torresa, mimo że Hiszpan zaprezentował się w sobotę słabo. Na podobnym poziomie zagrał Marcus Rashford, co przypłacił już ławką przeciwko Athletikowi.
Na lewą flankę wrócił tym samym Raphinha, któremu gra jako ofensywny pomocnik ostatnio nie służyła. W środę na tej pozycji pojawił się więc Fermin Lopez, który po wejściu z ławki z Espanyolem zaliczył dwie asysty.
Na prawej flance zobaczylibyśmy zwyczajowo Lamine’a Yamala, ale ten nie był w stanie trenować we wtorek z resztą drużyny. Flick desygnował więc do gry od pierwszej minuty Roony’ego Bardghjiego. A ten odwdzięczył mu się znakomitym występem.
Ledwo minęły dwie minuty spotkania, a Athletic zdążył wykonać już trzy rzuty rożne. Najlepszą okazję na początku meczu miała jednak Barcelona. Po przerzucie na prawą flankę Bardghji zgrał na 15. metr, skąd bez przyjęcia uderzył Pedri. Prosto w bramkarza.
Z lepszej strony środkowy pomocnik Barcelony pokazał się kilka chwil później, gdy tuż przed polem karnym wypatrzył Ferrana. Ten momentalnie odegrał do Fermina, który oddał płaski strzał, ale też w Simona.
W 22. minucie golkiper Athleticu już skapitulował. Bardghji zagrał do Fermina w pole karne, ten skiksował przy strzale, piłkę przejął Ferran i wcisnął do siatki. Jego uderzenie też nie było najczystsze, ale nie przeszkodziło mu to we wpisaniu się na listę strzelców.
Nie minęło pół godziny spotkania, a Barcelona podwyższyła prowadzenie. Pedri rozegrał piłkę z Raphinhą na lewej flance, po czym Brazylijczyk wyłożył do niepilnowanego Fermina. 22-latek idealnie uderzył lewą nogą do praktycznie pustej bramki.
W 34. minucie zrobiło się już 3:0. Tym razem Fermin uruchomił na prawej flance Bardghjiego, ten zwodem na zamach ograł rywala i kropnął prawą nogą. Unai Simon miał tę piłkę w zasięgu, ale przepuścił ją pod pachą.
Po kolejnych czterech minutach bramkarz Athleticu skapitulował po raz czwarty. Ekipa z Kraju Basków znów zostawiła rywalom dużo miejsca. Wykorzystał to Bardghji, zagrywając na lewą stronę do Raphinhi. Brazylijczyk wpadł w pole karne, zszedł nieco do boku i uderzył potężnie w samo okienko.
Po chwili mogło być już 5:0. Po dośrodkowaniu Bardghjiego do piłki wyskoczył Dani Vivian i uderzył ją na tyle niefortunnie, że zmierzała do bramki Athleticu. Simon wyciągnął się jak długi i sparował futbolówkę na korner. W odpowiedzi Ohian Sancet uderzył w słupek po podaniu Alejandro Berenguera.
Dlatego Robert Lewandowski nie wszedł na boisko
Barcelonie ciągle było mało. Tuż przed przerwą Fermin dośrodkował w pole karne do Raphinhi, a ten uderzył bez zastanowienia Panu Bogu w okno.
Piąta bramka i tak padła. Była 52. minuta, gdy Bardghji wyłożył piłkę Pedriemu, którego strzał został zablokowany. Rozgrywający Barcelony momentalnie zagrał na lewą stronę do Fermina, ten wstrzelił futbolówkę w pole bramkowe, trącił ją Simon, po czym odbiła się jeszcze od Bardghjiego, aż w końcu mocnym strzałem losy tej akcji rozstrzygnął Raphinha.
Trener Athleticu Ernesto Valverde próbował coś wskórać, wprowadzając nowych zawodników z ławki, ale na niewiele się to zdało. Bo gdy Gorka Guruzeta mógł zaliczyć wejście smoka, uderzył potężnie z półwoleja nad poprzeczką. A gdy Eric Garcia zagrał zbyt lekko do Joana Garcii, ten i tak zdołał wyjść z opresji, mimo że był naciskany przez rywala.
Flick zdecydował się na pierwsze zmiany w 64. minucie. Na boisku pojawili się wtedy Gerard Martin, Marc Bernal i Marcus Rashford, zmieniając odpowiednio Alejandro Balde, Frenkiego de Jonga i Raphinhę. Kilka chwil później Yamal wszedł za Bardghjiego, a Dani Olmo — Pedriego. Stało się więc jasne, że Lewandowskiego na boisku nie zobaczymy.
Po piątej bramce Barcelona znacznie spuściła z tonu, oszczędzając siły na kolejne spotkania. Athletic wciąż zostawiał rywalom dużo miejsca, ale ci nie byli już tak bezwzględni.
W 77. minucie zanosiło się, że padnie honorowy gol dla ekipy z Kraju Basków. Unai Gomez dostał świetne podanie na wolne pole i mógł zrobić z piłką dosłownie wszystko. Postanowił kopnąć ją wyraźnie obok bramki.
W niedzielnym finale (godz. 20:00 w Polsce) Barcelona zmierzy się ze zwycięzcą derbów Madrytu. Mecz Atletico — Real odbędzie się w czwartek.
