Connect with us

CELEBRITY

“Maski zostaną zdjęte przed wejściem do teatru. Sportowcy pokażą się w innych rolach — kobiety w pięknych kreacjach, mężczyźni w smokingach i garniturach. To odmienny wizerunek od tego, do którego jesteśmy przyzwyczajeni”

Published

on

Maski zostaną zdjęte przed wejściem do teatru. Sportowcy pokażą się w innych rolach — kobiety w pięknych kreacjach, mężczyźni w smokingach i garniturach. To odmienny wizerunek od tego, do którego jesteśmy przyzwyczajeni — mówi Dariusz Szpakowski, który będzie jednym z bohaterów jubileuszu Plebiscytu “Przeglądu Sportowego”. W rozmowie z nami wspomina również poprzednie Gale.

Więcej ciekawych historii znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet
DOMINIK LUTOSTAŃSKI: Panie Dariuszu, próbujemy się doszukać, kto w tym momencie jest rekordzistą, jeżeli chodzi o obecność na Gali Plebiscytu “Przeglądu Sportowego”. Czy pan zliczył już swoje obecności?

DARIUSZ SZPAKOWSKI: Swoich obecności nigdy nie liczyłem i chyba nawet nie ma to sensu — rekordziści szybko się z nami żegnają, więc trudno ich dogonić. Lepiej po prostu cieszyć się każdym kolejnym Balem i samym Plebiscytem.

A jeśli chodzi o wspomnienia — jakie myśli przychodzą do głowy, gdy słyszy pan Plebiscyt “Przeglądu Sportowego” na Najlepszego Sportowca Roku?

Ostatnio robiliśmy program w formule retro i przypominaliśmy archiwa sprzed lat. Po dłuższej przerwie, kiedy Plebiscyt wrócił do Telewizji Polskiej, byłem szczerze zdziwiony, że na początku — gdy prowadził Tomasz Hopfer — od razu ogłaszano zwycięzcę, a dopiero potem miejsca drugie, trzecie, czwarte i piąte. Później formuła się zmieniała. My z Włodkiem (Włodzimierzem Szaranowiczem — przyp. red.) zaczęliśmy prowadzić Galę na początku lat 80. Był Hotel Europejski, potem Victoria — to wszystko ewoluowało wraz z Plebiscytem.

Co jeszcze szczególnie zapadło panu w pamięć?

Na przykład to, że laureat swego czasu dostawał samochód. Pamiętam, że wymyśliłem efektowne wprowadzenie auta do Hotelu Victoria. Ekolodzy trochę się wtedy obruszyli, bo wszyscy siedzieli przy stolikach, a nagle ktoś wjechał samochodem na salę. Co ciekawe, on podjechał tylko dwa czy trzy metry, wyłącznie dla ujęcia telewizyjnego. To było naprawdę trudne zadanie, bo program transmitowany był na żywo. A co do kolejnych wspomnień — fakt, że gościliśmy wybitnych aktorów. Na scenie byli Gustaw Holoubek czy Daniel Olbrychski. Pamiętam, jak Daniel wręczał nagrodę Arturowi Partyce i powiedział do niego: “Pan jest najlepszą egzemplifikacją tego, że Polak podskakuje oraz podskakiwać zawsze będzie”.

Tak, ale były one naturalne. Sport zawsze przenikał się ze światem kultury. Plebiscyt przyciągał aktorów i artystów. Zbigniew Niemczycki, który był związany z “Przeglądem Sportowym”, zapraszał do Hotelu Europejskiego, a później do Victorii gwiazdy estrady, teatru i filmu. Zawsze był też jakiś zagraniczny zespół. W pamięci mam występ Maryli Rodowicz — długo ją namawialiśmy, żeby zaśpiewała, kiedy Bal był już dobrze wypromowany. Wspomnień jest mnóstwo. Zawsze było miło, intensywnie i szybko. A potem po prostu świetna zabawa.

A jeśli chodzi o samą formę uczestnictwa — woli pan prowadzić Galę na scenie czy raczej obserwować ją z boku, siedząc przy stole ze znamienitymi gośćmi?

Zdecydowanie wolę prowadzenie. Oczywiście są momenty, kiedy trzeba oddać pałeczkę młodszym. Nie zdradzę kulis — kto będzie prowadził teraz i w jakiej formule — bo wszystko owiane jest tajemnicą. Jestem jednak przekonany, że niektórzy będą mocno zaskoczeni.

Czyli zapowiadają się niespodzianki?

Zdecydowanie tak. W końcu jubileusz ma swoje prawa.

A rozmowy przy stole? Czy są takie, które szczególnie pan wspomina?

Miałem ogromną przyjemność poznawania tych, którzy wygrywali Plebiscyt. Była Irena Szewińska z mężem, był Jerzy Kulej ze swoją żoną — wielkie postaci polskiego sportu. Najpierw komentowało się ich występy, a potem spotykało już w zupełnie innej roli, na Balu Mistrzów Sportu. Pamiętam też wręczanie nagród naszym wioślarzom, a później komentowanie ich sukcesów olimpijskich razem z Markiem Kolbowiczem. Historia zataczała koło — od komentowania złotych medali po wspólne rozmowy i świętowanie ich sukcesów.

W trakcie nieoficjalnych rozmów nie ma żartów, docinek w stylu: “słuchaliśmy komentarza, można to było powiedzieć trochę inaczej”?

Nie, raczej nie. Pamiętam za to moment, kiedy Marek Kolbowicz wszedł na scenę i powiedział, że część jego złotego medalu na pewno jest też częścią mojego komentarza.

Sportowcy, słysząc komentarz do swoich występów, wracają do tych emocji. Zbigniew Bródka często przywoływał komentarz Piotra Dębowskiego do złota w Soczi. Czy podczas Plebiscytu te emocje jeszcze wracają?

Kiedyś puszczano fragmenty naszych transmisji, ale to wynikało też z kwestii praw. Bywało tak, że Plebiscyt relacjonowała stacja, która nie miała praw do igrzysk olimpijskich, więc nie mogła pokazywać ani obrazów, ani komentarza. Podczas najbliższego Plebiscytu zamysł jest inny.

Zostawmy to jako tajemnicę i nie ujawniajmy szczegółów.

Wspomniał pan o dobrej zabawie. Czy był ktoś, kto szczególnie zaskoczył swoimi umiejętnościami tanecznymi?

Ostatnio Katarzyna Zillmann, która przecież swoje umiejętności potwierdziła w “Tańcu z gwiazdami”. Sportowcy generalnie bardzo dobrze się bawią. Wynika to z koordynacji ruchowej i charakteru dyscyplin, które uprawiają. Zawodnicy z gier zespołowych świetnie się ruszają. Dawniej Bale wyglądały trochę inaczej — pamiętam występy gwiazd estrady, zapraszanych także z zagranicy. Obecnie jest znacznie więcej swobody.

A z wielkich gwiazd? Czy z Ireną Szewińską miał pan okazję zatańczyć?

Oczywiście. Znałem ją dobrze, jeszcze z czasów Polskiego Radia i igrzysk w Moskwie. Była niezwykle urokliwą, otwartą i kontaktową osobą. Spotykaliśmy się na Balach Mistrzów Sportu, także z jej mężem Januszem. Była też taka tradycja — Janusz zawsze doczekiwał do jajecznicy nad ranem.

Rozumiem, że pan również czeka na jajecznicę?

Teatr Wielki to idealne miejsce, by oddać jubileusz 100-lecia Plebiscytu “Przeglądu Sportowego”. A sam fakt, że bohaterowie staną na scenie, na której występowali najwybitniejsi artyści, to już ogromna nobilitacja dla sportowców. Naprawdę trudno wyobrazić sobie lepsze miejsce na taki jubileusz.

Mówimy o przenikaniu się teatru i sportu — czy pana zdaniem wśród sportowców byli lub są tacy, którzy mają talent aktorski?

Myślę, że to kwestia luzu, swobody i charyzmy. Śp. Jerzy Kulej był tu dobrym przykładem. Brylował nie tylko na parkiecie czy na ringu, ale też wśród ludzi. Miał niesamowitą łatwość zjednywania sobie otoczenia. Trzeba mieć ducha walki, koordynację, ale też umieć się bawić. Kulej walczył do końca — i na ringu, i na Balu. (śmiech).

Ostatnio już rzadziej. Kiedyś bywało tak, że następnego dnia prowadziłem “Sportową niedzielę” i zapraszaliśmy laureata Plebiscytu. Zawsze byłem pod wrażeniem ich kondycji i wytrzymałości. Pamiętam, jak Paweł Nastula po zabawie pojawił się w studiu w świetnej formie.

Przed nami jubileuszowe 100-lecie Plebiscytu, które zostanie uświetnione na wielkiej scenie w Teatrze Wielkim.

W sporcie, zwłaszcza w przypadku Renaty, jest taki moment, kiedy trzeba znaleźć czas na rozluźnienie, a potem wejść w pełną koncentrację. Myślę, że Gala właśnie to daje. Najpierw jest skupienie — wyjście na scenę, przemówienie, podziękowania, a potem zabawa i rozluźnienie. Sportowcy często nie wiedzą wcześniej, co się wydarzy, więc są też zaskakiwani. Występują w zupełnie innej roli. Ale muszę powiedzieć, że od wielu lat są coraz bardziej swobodni w wystąpieniach publicznych. Potrafią mówić, czują się dobrze na scenie. Nie zdradzę, kto będzie prowadził Bal Mistrzów Sportu, ale dla wielu będzie to zaskoczenie.

Czy podczas ceremonii możemy spodziewać się teatralności w dosłownym znaczeniu?

Nie, raczej refleksu, puenty i riposty niż teatralności. Owszem, to będzie teatr jako miejsce, ale postaciami nie będą aktorzy, tylko wybitni sportowcy — ludzie, którzy reprezentują nasz kraj i z których możemy być dumni.

Miejmy nadzieję, że bez masek.

Zdecydowanie. Wszystkie maski zostaną zdjęte przed wejściem do teatru. Sportowcy pokażą się w innych rolach — kobiety w pięknych kreacjach, mężczyźni w smokingach i garniturach. To zupełnie inny wizerunek niż ten, do którego jesteśmy przyzwyczajeni na stadionach, torach czy arenach sportowych.

A jakie przewiduje pan zakończenie ostatniego aktu, czyli kto zostanie zwycięzcą Plebiscytu na Najlepszego Sportowca Roku 2025 r.?

Osobiście stawiałbym na Igę Świątek. Szóste mistrzostwo świata Bartosza Zmarzlika jest bardzo cenne, ale triumf Igi w Wimbledonie ma ogromny wymiar. Takiej klasy tenisistki nigdy nie mieliśmy. Szkoda tylko, że Igi nie będzie z nami na miejscu.

Click to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Copyright © 2025 USAtalkin