CELEBRITY
Na tym mu zależało [*]
Anastazja Jakubiak, żona zmarłego kucharza i cenionej osobowości telewizyjnej, Tomasza Jakubiaka, w niezwykle szczery sposób dzieli się szczegółami dotyczącymi ustaleń, jakie poczyniła z mężem przed jego śmiercią. Wdowa porusza trudny, lecz niezwykle istotny temat społecznego odbioru żałoby. Apeluje o empatię i powstrzymanie się od surowego oceniania postaw osób, które mimo doświadczenia niewyobrażalnej straty, starają się odnaleźć w sobie siłę do normalnego funkcjonowania.
Tomasz Jakubiak wymógł na żonie obietnicę
Anastazja Jakubiak stanowczo sprzeciwia się społecznemu stygmatyzowaniu
Najważniejszą motywacją do zachowania równowagi psychicznej jest dla niej syn
Proces odchodzenia bliskiej osoby wiąże się nie tylko z przeszywającym bólem, ale często także z koniecznością przeprowadzenia najtrudniejszych rozmów – tych o przyszłości osób, które zostają po tej stronie. Dla wielu pacjentów onkologicznych i ich rodzin jasne określenie woli osoby umierającej staje się swoistym drogowskazem, pomagającym przetrwać najcięższe chwile i odnaleźć sens w nowej rzeczywistości. Anastazja Jakubiak ujawnia, że temat jej funkcjonowania po śmierci męża został przez nich szczegółowo i świadomie omówiony jeszcze za jego życia. Była to suwerenna decyzja Tomasza Jakubiaka, który ponad wszystko chciał uchronić ukochaną kobietę przed destrukcyjnym wpływem traumy i wiecznym mrokiem.
Zamiast oczekiwać od żony dożywotniego smutku, mąż przekazał jej jasny komunikat, który dziś służy jej jako główna motywacja do działania. Jak wspomina w rozmowie w programie “Dzień dobry TVN”, Tomasz był nie tylko jej partnerem, ale przede wszystkim najbliższym przyjacielem i integralną częścią jej świata. To sprawia, że strata jest dotkliwa w każdym wymiarze życia, jednak jego wola pozostaje dla niej nadrzędnym drogowskazem.
– My to też mieliśmy ustalone z Tomkiem i on powiedział, że jeżeli umrze to że mam żyć, nie zatrzymywać się, działać. Mówił: jeśli umrę nie rozpaczaj po mnie, idź do przodu – wyznaje w DDTVN Anastazja Jakubiak.
Taka postawa zmarłego jest dowodem na ogromną dojrzałość i troskę o dobrostan psychiczny rodziny. Świadome przyzwolenie na szczęście partnera po własnej śmierci zdejmuje z barków osoby w żałobie potężne poczucie winy, które często towarzyszy pierwszym próbom powrotu do normalności. Wdowa przyznaje, że choć ludzką rzeczą jest płakać za tak bliskim człowiekiem, słowa męża stały się dla niej błogosławieństwem.
Często obserwuje się zjawisko, w którym społeczeństwo próbuje narzucić osobom w żałobie określony kod postępowania. W naszej kulturze wciąż silnie zakorzeniony jest stereotyp, według którego osoba po stracie bliskiego powinna być nieustannie pogrążona w mroku, wycofana i pozbawiona jakiejkolwiek radości. Każde odstępstwo od tego wzorca – wyjście do ludzi, uśmiech czy dbanie o wygląd – bywa postronnie oceniane jako brak szacunku dla zmarłego. Tymczasem nikt z zewnątrz nie ma wglądu w to, co dzieje się w sercu osoby cierpiącej.
Zewnętrzna ekspresja rzadko odzwierciedla faktyczny stan wewnętrzny, a chwile wytchnienia od bólu są niezbędne dla zachowania higieny psychicznej. Każdy uśmiech może być formą walki o przetrwanie kolejnego dnia, a nie sygnałem, że rana się zagoiła. Ważne jest zauważenie, że każda forma przechodzenia przez ten trudny czas jest uprawniona, o ile pomaga osobie osieroconej iść naprzód.
– Uważam, że każda forma przechodzenia tej żałoby na swój sposób jest właściwa i kropka. […] Bo gdy jesteś w miejscu, gdy straciłeś jakąś bliską osobę, to to nie jest wcale tak, że nie masz prawa się uśmiechać, śmiać, tańczyć. Może masz na to ochotę i to też jest w porządku – zauważa Anastazja Jakubiak w jednym z wywiadów dla Magazynu VIVA!.
Z perspektywy psychotraumatologii, przyzwolenie sobie na momenty radości w trakcie żałoby jest naturalnym, zdrowym mechanizmem adaptacyjnym. Pozwala on organizmowi regenerować siły potrzebne do dalszego mierzenia się ze stratą. To nie jest zapomnienie o zmarłym, lecz próba ocalenia własnego życia w obliczu jego kruchości. Indywidualne przeżywanie emocji nie powinno być ograniczane przez społeczne tabu czy behawioralne oczekiwania otoczenia.
Dla Anastazji Jakubiak kluczowym czynnikiem determinującym jej codzienną postawę jest macierzyństwo. Obecność małego dziecka wymusza na rodzicu zachowanie rutyny, struktury dnia i, co najważniejsze, stabilności emocjonalnej. Dzieci, które również na swój sposób doświadczają straty ojca, potrzebują oparcia w dorosłym, który potrafi pokazać, że świat, mimo wielkiej wyrwy, wciąż jest bezpiecznym miejscem. Zapadnięcie się w depresyjnym smutku i ciągłe rozpamiętywanie bólu mogłoby trwale i negatywnie wpłynąć na rozwój emocjonalny ich dziecka.
Wdowa zaznacza, że ich wspólne życie z Tomaszem zawsze charakteryzowało się ogromną dynamiką, poczuciem humoru i niespożytą energią. Kontynuowanie tej filozofii życia jest dla niej najlepszą formą hołdu dla męża oraz jedynym sposobem na zapewnienie dziecku zdrowego środowiska do dorastania. To podejście, które sama nazywa „ruchem do życia”, staje się fundamentem jej nowej codzienności.
– Mam też małego synka, który potrzebuje mamy, która idzie do życia, a nie zapada się i jest w przeszłości. I też nasze w ogóle życie z Tomkiem było zawsze ruchem do życia. I ja bym bardzo chciała to kontynuować – podkreśla w rozmowie.
Postawa Anastazji Jakubiak staje się inspiracją dla tysięcy osób znajdujących się w podobnej, tragicznej sytuacji życiowej. Pokazuje ona, że heroizm w żałobie nie polega na cierpieniu w samotności, ale na odwadze, by mimo wszystko sięgnąć po słońce. Troska o przyszłość dziecka staje się w tym przypadku najsilniejszym paliwem, pozwalającym przekuć ból straty w życiodajną energię, niezbędną do budowania jutra.
