CELEBRITY
– Nie wpuściła nigdy pani kamer do domu? – Nie muszę się chwalić tym, co mam, uważam to za żenujące. Przecież często pokazywanie domu przed kamerami jest po to, by pokazać, jak się nam dobrze żyje. Ja żyję skromnie, nie mam nic do pokazania. Mam 12 tys. książek, jak ktoś chce przyjechać do biblioteki, niech sobie pójdzie do Narodowej. Więcej w komentarzu
Radzę kobietom, żeby poświęciły swoją uwagę czemuś ważniejszemu niż oponka na brzuchu – mówi Dorota Wellman. Właśnie ukazała się jej książka “Ja nie mogę być modelką?”. Dziennikarka wyjaśnia nam, dlaczego nie marzy o kształtach Anji Rubik, tłumaczy się z przekleństw, przekonuje, jak ważne jest przyjmowanie komplementów i argumentuje, że ludzie ją lubią. Bo nikogo nie udaje.
Ja nie mogę być modelką?”
– Spokojnie. A dlaczego nie mogłaby pani być?
Wzrost nie taki, nogi za krótkie.
– Hmm, a może pani powiedzieć o sobie coś pozytywnego? Bo każda kobieta zaczyna zawsze od negatywów.
Oczy mam niezłe i jestem niegłupia. Ale to raczej w modelingu nie ma wielkiego znaczenia.
– Też ma. Ale zacznijmy od początku. Jak ma pani nogi i oczy, to już jest nieźle. Oczy się podmaluje, a jak założy pani obcasy, to wyeksponują nogi. Każda z nas może być modelką, tylko nie każda z nas wygląda jak Anja Rubik. Zresztą, szczerze powiedziawszy, ja bym nawet nie chciała.
A ja bardzo.
– Naprawdę? No, to pani serdecznie współczuję. To nie jest ideał piękna, to jest dobra proporcja do pokazywania ubrań. Ulica tak nie wygląda. Każda z nas na własny użytek może być modelką. Taką modelką dnia codziennego. To, że każda kobieta najpierw wylicza, co ma złego i brzydkiego, to chyba jakaś nasza cecha narodowa. Ja staram się najpierw pokazać, co mam dobrego. W głowie jest to, co o sobie myślimy, jak się czujemy. Jeśli widzimy na ulicy osobę przygarbioną, zgaszoną, która nie idzie naprzeciw światu, tylko przed nim ucieka, to już wiemy, że tak właśnie o sobie myśli. Sama o sobie mówi, że jest nieatrakcyjna. Całym ciałem, zachowaniem informuje nas: jestem brzydka, na wszelki wypadek nie zwracajcie na mnie uwagi. A ja uważam, że trzeba iść do życia wyprostowaną, z wypiętą piersią. Brać świat w ramiona i się go nie bać. I przestać się przejmować tym, co mówią o nas inni.
To zadziwiające, że w Polsce wciąż najważniejsze jest to, co powiedzą sąsiedzi. Co powie jakaś pani, która się za nami odwróci na ulicy. A nie jest ważne to, co my same myślimy o sobie. Właśnie to chciałabym zmienić. Ja akurat jestem zwolennikiem teorii, że to życie się już nie powtórzy i nie przyjdę tutaj w żadnej innej postaci – ani mrówki, ani słonia. Myślę, że nie trzeba się tego świata aż tak bać i aż tak przejmować ideałami piękna lansowanymi przez media. Ani tym, co mówią o nas inni. Trzeba to mieć centralnie w d…ę, jak mawiał pewien klasyk.
I właśnie o tym jest pani nowa książka?
– Jest o tym, że każda z nas jest kobieca i atrakcyjna. Musi tylko znaleźć w sobie te dobre rzeczy i je podkreślać. Trzeba przestać się bać, że czegoś czasami nie wypada. Chcemy mieć kolorowe ubrania, ale zaraz potem nachodzi nas druga myśl: nie, ludzie będą się ze mnie śmiali, pomyślą, że zwariowałam… Polska nie kocha kolorowych kwiatów, nie kocha tych, którzy są inni. A fajnie jest, jak każda z nas jest nieco inna. Nie chciałabym wychodzić ze sztancy, jak roboty u Spielberga, jeden podobny do drugiego. Takie myślenie ma działanie długofalowe. Na przykład w sprawach zawodowych: dam radę, mogę. Otóż zostanę kierownikiem, choć mówią, że mężczyzna na tym stanowisku będzie lepszy. Niestety, czasem same się z wyzwań wycofujemy. Ktoś spyta: ale czy dasz radę? I my się od razu zaczynamy nad tym zastanawiać. A ja myślę, że trzeba powiedzieć: tak, dam radę. I zrobić wszystko, żeby pokazać, że tak jest.
To działa?
– Liczę na to, że kobiety w Polsce zaczną się zmieniać, że zaczną brać sprawy w swoje ręce. Ta modelka jest tylko punktem wyjścia do dyskusji…
…że dam radę?
– Że mogę wszystko.
A co pani mówi kobietom, które mają problem z akceptacją własnego ciała?
– Żeby się zastanowiły, czy nie mają większych problemów. Żeby poświęciły swoją uwagę czemuś ważniejszemu niż oponka na brzuchu. Żeby znalazły pasję w życiu. Bo to odciąga nas od głupot. Jak mamy coś, co nas pochłania, przestajemy się zajmować takimi pierdołami. Myślenie w stylu: och, tu źle wyglądam, a tam się zmarszczyłam, jest dla mnie zawracaniem głowy. Najzwyczajniej w świecie. Są ważniejsze rzeczy. Zawodowo, rodzinnie, w kręgu przyjaciół. Kobiety skupiają się na takim drobiazgu, zamiast zastanowić się: w czym się mogę jeszcze rozwinąć? Czy mogę założyć fajny klub dla kobiet i muszę mieć na to środki? Czy może zrobić fajną imprezę w domu albo zacząć skakać ze spadochronem? Mam 60 lat? Nie szkodzi! Latająca babcia to też jest sukces! Tyle jest fajnych rzeczy do zrobienia, więc czy naprawdę trzeba sobie i swojemu wyglądowi poświęcać tyle uwagi? Poświęcajmy ją temu, co mamy w głowie. I rozwijajmy swoje umiejętności. Po co skupiać się na tym, że ma się 80 centymetrów pasie?
Zgodzę się z panią, niemniej ładnemu łatwiej.
– To też się zmienia. Nie tylko liczy się opakowanie pierwsza klasa, ale i to, co mamy w głowie. Może i jest tak, że ktoś początkowo skusi się na to śliczne ciasteczko. Ale jak ciasteczko jest durne i puste w środku, to dalej nie pociągnie. Oczywiście, w jakichś sferach naszego życia wystarczy tylko opakowanie, ale w tych istotnych naprawdę ważne jest to, co jest w prezenciku w środku. Po co się zastanawiać, czy ładnemu jest gorzej czy lepiej? Już wiemy, że jest lepiej, więc radzę o tym zapomnieć. Szkoda czasu.
Racja. Ale jak na spotkaniu autorskim podchodzi do pani kobieta, która jest przybita i widzi pani, że ma ku temu powody, to co jej pani mówi?
– Oj, każdego czasem coś przybija. Mnie też.
Taka wymówka?
– Raczej strach przed światem, za którym się schowam. Po co inaczej? To bezpieczne, często wynikające z lenistwa. I z braku odwagi. Z kobietami rozmawiam o tym, co robią jeszcze, i okazuje się, że znajduję fantastyczne rzeczy. Szkoda, że o nich nie opowiadają na dzień dobry. Przyszła do mnie niedawno pani, która mówiła, że ma straszne kompleksy, bo jest stara. A była młodsza ode mnie, co mnie już rozśmieszyło. Jak jej powiedziałam, że mam 53 lata, zajęczała: ojej, to ja jestem młodsza od pani. Po drugie, znalazłam w niej dużo fajnych cech, na które ona wcześniej nie zwracała uwagi. Po trzecie, dowiedziałam się od niej tylu ciekawych rzeczy, że bardziej mnie one zainteresowały niż kompleksiki, które w sobie nosi. A że ma 40 lat i się wita ze starością jak gąska w ogródku? To mnie zadziwia. Dla mnie jest kobietą w pełni sił, w dodatku atrakcyjną. Mogłaby, powiedzmy, poeksperymentować z włosami. Pokombinować. Ale kobiety się boją eksperymentów… A przecież włosy mają to do siebie, że odrastają. Farbę też można zmienić.
No właśnie, pani często eksperymentuje z włosami.
– Ależ! Miałam i jasne, i bakłażanowe, i rude, i czerwone, i niebieskie! Kto mi zabroni?
W telewizji pani nie zabraniali?
– Nigdy mi nie zabraniali niczego. Wręcz przeciwnie! Ostatnio coraz częściej mówią, że może bym spróbowała z blondem, bo od dłuższego czasu mam włosy takie, jak mam teraz. Więc kto wie, czy w przyszłym roku po wakacjach nie będę miodową blondynką? Zobaczymy, czy będę wyglądać lepiej czy gorzej. Wszystko się da zmienić, jak zapuścić czy ogolić wąsy u mężczyzny. Lubię takie zabawy. Lubię też czasem założyć perukę z długimi włosami… Ja kiedyś miałam bardzo długie włosy. Jak zakładam tę perukę, to mnie to bardzo śmieszy. Myślę sobie, jak ja w ogóle mogłam sobie z tymi długimi włosami radzić. Można się modą bawić, kombinować, nawet przy niewielkich pieniądzach. Założyć na przykład inny krój dżinsów. Zostać modelką na 15 minut w sklepowej przymierzalni. A nuż odkryjemy coś nowego! Nie ma czego się bać.
