CELEBRITY
Nikt się nie spodziewał!
Kuba Badach ujawnił w szczerym wywiadzie, jak dramatyczne skutki pozostawiło po sobie zakażenie koronawirusem. Jeden z jego koncertów po chorobie niemal zakończył się tragedią – artysta opowiadał o sparaliżowaniu ciała, bólu i lęku, który długo towarzyszył mu na scenie.
Trasa koncertowa Badacha
Wyzwania przed Kubą Badachem
Dramatyczne chwile na koncercie
Kuba Badach to postać, która od lat jest synonimem muzycznej wszechstronności w Polsce. Jego nazwisko nieustannie przewija się w kontekście najwyższej klasy wokalnej i artystycznej, a publiczność oraz krytycy doceniają go zarówno jako solistę, jak i członka rozmaitych projektów zespołowych. Artysta wyróżnia się nie tylko charakterystycznym, pełnym emocji głosem, ale także zdolnością łączenia odmiennych stylistyk – od jazzu, przez soul, po pop – i reinterpretowania klasycznych utworów polskiej oraz światowej sceny muzycznej. Jego występy nigdy nie są jedynie popisami techniki; zawsze mają intymny wymiar, który pozwala słuchaczom poczuć bliskość i autentyczną więź z muzykiem.
Obecna trasa koncertowa Badacha budzi wyjątkowe emocje i jest zapowiadana jako seria wydarzeń wyróżniających się zarówno pomysłowością, jak i bogactwem aranżacyjnym. Projekt „Jazzy Christmas” łączy świąteczne melodie z jazzową improwizacją, a każde wykonanie staje się osobnym spektaklem — od starannie przygotowanej aranżacji, przez oprawę wizualną, po dialog z publicznością. Jak podkreśla sam artysta, celem nie jest tylko spełnienie oczekiwań fanów, lecz stworzenie wspólnego, niemal rodzinnego doświadczenia muzycznego, nawet w dużych salach koncertowych.
Trasa obejmuje największe miasta Polski, a Kuba Badach wykorzystuje ją jako okazję do zaprezentowania swojego artystycznego dorobku w nowym, świeżym świetle. Repertuar koncertów jest niezwykle różnorodny — od subtelnych, nastrojowych kompozycji po dynamiczne aranżacje z udziałem zespołu jazzowego. Artysta nie unika eksperymentów: improwizowane fragmenty sprawiają, że każdy występ staje się unikalnym wydarzeniem. Dzięki temu nawet ci, którzy uczestniczą w kilku koncertach w różnych miejscach, doświadczają czegoś nowego, co podkreśla wyjątkowość i nieprzewidywalność jego muzyki.
Każdy koncert Kuby Badacha to zatem nie tylko show, lecz przede wszystkim podróż przez emocje i brzmienia, która pozostaje w pamięci na długo.
Kuba Badach, mimo wieloletniego doświadczenia scenicznego, podchodzi do każdego koncertu jak do nowego wyzwania, traktując go jako szansę sprawdzenia własnych możliwości i artystycznej wrażliwości. Przygotowania do trasy to nie tylko dopracowywanie aranżacji czy powtarzanie partii wokalnych – to kompleksowy proces wymagający ogromnej dyscypliny, wytrzymałości fizycznej i psychicznej. Wielogodzinne próby, koordynacja pracy zespołu, planowanie oprawy wizualnej oraz dbanie o kontakt z publicznością tworzą pełny obraz wyzwań stojących za każdym występem. W tym świetle jego słowa o emocjonalnym obciążeniu nabierają szczególnego znaczenia — pokazują, że sukces na scenie to efekt nie tylko talentu, ale też intensywnej pracy i całkowitego zaangażowania, często niewidocznego dla widza.
Choć scena jest dla Badacha naturalnym środowiskiem, presja utrzymania wysokiego poziomu i sprostania oczekiwaniom publiczności nigdy nie maleje. Nawet pozornie spontaniczna improwizacja czy perfekcyjne wykonanie utworów wymaga od artysty pełnej koncentracji, kontroli nad emocjami i precyzyjnego wyczucia chwili.
Ogromną odpowiedzialność czuje również za zespół i całą organizację trasy. Każdy członek grupy ma określone zadania, a każdy element aranżacji musi współgrać z wizją artystyczną Badacha. To dzięki ścisłej współpracy, synchronizacji i wzajemnemu zrozumieniu powstaje efekt, który publiczność odbiera jako płynny, naturalny i pełen emocji występ. Każdy koncert staje się więc nie tylko prezentacją muzyki, ale też świadectwem profesjonalizmu, pasji i wspólnej pracy całego zespołu.
W rozmowie z Tomaszem Żądą na antenie radiowej Trójki cytowanej przez portal Kozaczek Kuba Badach wrócił do jednego z najtrudniejszych momentów w swojej karierze – doświadczeń związanych z przejściem zakażenia koronawirusem i jego dotkliwych konsekwencji. Artysta, który przez lata uchodził za wzór scenicznego profesjonalizmu i odporności na stres, przyznał, że choroba uderzyła w niego z niespodziewaną siłą, podważając nie tylko jego kondycję fizyczną, ale także poczucie bezpieczeństwa na scenie.
Szczególnie dramatycznie zapisał się w jego pamięci jeden z koncertów, zagrany krótko po wyjściu z covidu. Występ, który z perspektywy widowni mógł wyglądać na trudny, ale kontrolowany, dla samego muzyka był momentem realnego zagrożenia. Badach opisał, że w kulminacyjnym momencie organizm odmówił mu posłuszeństwa, a on sam znalazł się na granicy fizycznej zapaści i omal nie upadł na scenie.
„To było niebywałe, że podczas tego koncertu, gdzie akurat wyszedłem z covidu, poziom stresu był taki, że dostałem tam wszystkiego. Sparaliżowało mnie od pasa w dół. Miałem jakieś straszne zapalenie odcinka lędźwiowego” – mówił w wywiadzie.
Choć artysta zdołał dokończyć występ, jak sam przyznaje, odbyło się to ogromnym kosztem. Jeszcze długo po tym wydarzeniu zmagał się nie tylko z dolegliwościami fizycznymi, lecz także z narastającym lękiem przed kolejnymi koncertami. Scena, która przez lata była jego naturalnym środowiskiem, nagle zaczęła kojarzyć się z niepewnością i strachem o własne zdrowie.
„Potem się skończyło covidem, byłem chory. Myślałem, że to jest ostatni koncert w moim życiu. Myślałem, że zdechnę na tej scenie” – wyznał Badach bez cenzury.
Te słowa odsłaniają rzadko pokazywaną stronę życia artysty estradowego – moment, w którym profesjonalizm zderza się z fizycznymi ograniczeniami, a pewność siebie ustępuje miejsca lękowi. Wspomnienia Badacha pokazują, jak głęboko pandemia wpłynęła nie tylko na zdrowie muzyków, lecz także na ich relację z występami na żywo, pozostawiając ślad, z którym wielu z nich mierzy się długo po formalnym powrocie do zdrowia.
