Connect with us

CELEBRITY

On kochał kobiety, a kobiety kochały jego. Nie bez przyczyny dorobił się przecież pseudonimu “Playboy”. Rozpoznać go można było z daleka, nie tylko dzięki bujnej czuprynie, ale też przez wyróżniającego się żółtego rolls-royce’a z rejestracją VITAS. Jego tragiczna śmierć zszokowała nie tylko świat tenisa ➡️

Published

on

On kochał kobiety, a kobiety kochały jego. Nie bez przyczyny dorobił się przecież pseudonimu “Playboy”. Rozpoznać go można było z daleka, nie tylko dzięki bujnej czuprynie, ale też przez wyróżniającego się żółtego rolls-royce’a z rejestracją VITAS. W 1994 r. jego tragiczna śmierć w pensjonacie wieku 40 lat zszokowała nie tylko świat tenisa. Vitas Gerulaitis był jednym z pierwszych showmanów, który całym sobą pokazywał, że kocha życie. A zawodowy sport zupełnie mu w tym nie przeszkadzał.

Więcej informacji znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet
Vitas Gerulaitis przyszedł na świat na amerykańskim Brooklynie, ale pochodził z litewskiej rodziny. Jego prawdziwe imię brzmiało zresztą Vytautas. Z czasem dorobił się pseudonimu “Litewski lew”, za sprawą nie tylko pochodzenia, ale też charakterystycznej blondwłosej czupryny, z którą był kojarzony. W latach 60. rodzice zaprowadzili małego Vitasa na pierwszą lekcję tenisa. I szybko okazało się, że drzemie w nim coś więcej niż tylko ogromny zapał.

W drugiej połowie lat 70. Gerulaitis był jednym z czołowych tenisistów świata. Został deblowym mistrzem Wimbledonu u boku Sandy’ego Mayera. Dwa lata później osiągnął największy sukces w zawodowej karierze, sięgając po triumf w singlowym Australian Open w słynnym noworocznym finale. Już wtedy był gwiazdorem na światową skalę, a jego sława zdecydowanie wyprzedzała świat tenisa.

Jak przypomina czeski serwis Aktualne.cz, Gerulaitis nie krył się z tym, że jest inny od innych tenisistów. Nie potrafi położyć się o 21.00 przed ważnym meczem kolejnego dnia, jak sam przyznawał, kładzie się o 2.00 lub 3.00 i nie zmieni tego za wszelką cenę. Był regularnym gościem słynnego klubu nocnego Studio 54, w którym miał okazję poznać dziesiątki celebrytów, z Mickiem Jaggerem na czele. Z muzykiem miała łączyć go szczególna więź. Regularnie towarzyszyły mu tam także kobiety.

Vitas Gerulaitis w towarzystwie ówczesnej narzeczonej, aktorki Janet Jones (obecnie jest żoną legendy hokeja, Wayne’a Gretzky’ego):

Wiem, że wokół mnie wiecznie pojawiają się kobiety. Być może to dlatego, że szczególnie lubię ich towarzystwo. Ale gdyby ktoś oskarżył mnie, że nadużywam alkoholu, byłbym wściekły. To nieprawda. Alkohol i palenie papierosów nie idą w parze ze sportem na najwyższym poziomie — cytują Gerulaitisa Czesi. Była jednak inna rzecz, od której tenisista był uzależniony.

Chodzi o… colę. Tenisista przekonywał, że może pić nawet 50 puszek słynnego napoju w ciągu doby. Choć zdawał sobie sprawę, że ten nałóg ma negatywne konsekwencje dla jego zdrowia, nie mógł sobie odmówić kolejnych puszek.

Śmierć nadeszła w najbardziej nieoczekiwanym momencie. Po zakończeniu kariery Gerulaitis pracował jako komentator tenisa w jednej z amerykańskich stacji telewizyjnych, był też przez krótki okres trenerem Pete’a Samprasa, innej amerykańskiej legendy tenisa. W latach 80. i 90. wciąż występował na korcie w meczach legend, w rywalizacji z największymi gwiazdami minionych lat, z którymi przez dekady wspólnej gry zdążył się zaprzyjaźnić.

Polecamy również: Spotkanie kryzysowe w sztabie Igi Świątek! Wim Fissette ujawnia
Mecze pokazowe były bowiem tym, w czym Gerulaitis sprawdzał się najlepiej. Choć na kort przed meczem najczęściej wychodzili czterej debliści, wielu z nich wspomniało, że to właśnie tenisista o litewskich korzeniach miał w sobie najwięcej z showmana. Prezentowanie widowiskowych zagrań tylko motywowało go do lepszej gry, a gdy spotkania były pozbawione większej stawki, Vitas mógł pozwolić sobie na jeszcze więcej ryzyka. A widzowie mogli tylko się uśmiechać i go oklaskiwać.

Gdy kontuzja uniemożliwiła mu występ w pokazowym meczu, zdecydował się udać na imprezę. Tuż przed nią wybrał się do pensjonatu swojego znajomego w Nowym Jorku, by uciąć sobie krótką drzemkę. Z niej nie wybudził się już nigdy. Jego ciało kilka dni później odnalazła sprzątaczka. Jak się okazało, powodem nagłej śmierci byłego tenisisty było zatrucie dwutlenkiem węgla z uszkodzonego podgrzewacza wody w zlokalizowanym nieopodal basenie. Vitas Gerulaitis zmarł 17 września 1994 r. Miał zaledwie 40 lat.

Żegnały go ikony tenisa. Nikt nie mógł uwierzyć w jego odejście
O śmierci gwiazdora było głośno także w kolejnych miesiącach. Jednemu z mechaników obsługujących pensjonat postawiono zarzut nieumyślnego spowodowania morderstwa. Ostatecznie mężczyzna został uniewinniony przez sąd.

Więcej o tenisie przeczytasz tu: Tego jeszcze nie grali. Collins szokuje. Dlatego nie zagra na AO
Jak wspomina serwis Tennis Majors, śmierć Gerulaitisa była absolutnym szokiem dla tenisowego świata. Jego trumnę podczas pogrzebu niosły trzy ikony światowego tenisa: John McEnroe, Bjorn Borg oraz Jimmy Connors. Każdy z nich miał okazję mierzyć się z kolegą z kortu wielokrotnie w minionych latach i każdy uznawał go za dobrego przyjaciela.

— Zawsze, gdy go widziałam, uśmiechałam się. Sprawiał, że wszyscy czuli się lepiej. W życiu są niektórzy ludzie, wokół których czujesz się po prostu lepiej. Vitas był jednym z nich. Będziemy za nim bardzo tęsknić. Zawsze potrafił rozbroić wszystkich żartem, uśmiechem czy śmiechem. Był dobrą osobą — wspominała kolegę Tracy Austin, była amerykańska tenisistka i liderka rankingu WTA, która miała okazję współpracować z Gerulaitisem w stacji CBS.

Click to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Copyright © 2025 USAtalkin