CELEBRITY
Polityk PSL ujawnił prawdę o Czarnku
Krajowa scena polityczna znów wrze, a uwaga rynków skupia się na strategicznych obietnicach największej partii opozycyjnej. Zaskakująca konwencja ugrupowania zwiastuje potężne turbulencje dla gospodarki. Przemysław Czarnek zapowiada powrót do węgla. Eksperci zabrali głos i wskazują, z czym może się to wiązać. Tymczasem media żyją sensacją – ujawniono, co kandydat na premiera z PiS umieścił na swoim dachu.
Spory na polskiej scenie politycznej
Jarosław Kaczyński wyznaczył kandydata na premiera z ramienia PiS
Polityk PSL pokazał na antenie, co kryje dach Czarnka. “Czysty cynizm”
Eksperci stawiają sprawę jasno, tak mówią o powrocie do węgla
Polska scena polityczna pozostaje niezwykle spolaryzowana, a echa zaciekłego konfliktu na linii rząd-opozycja nieustannie kształtują nastroje inwestorów oraz giełdowe wyceny. Emocje po ostatnich wyborach parlamentarnych wciąż się tlą, a na scenie politycznej rezonują skutki kluczowego starcia o fotel prezydenta, które zakończyło się 1 czerwca 2025 roku zwycięstwem Karola Nawrockiego. Taka dynamika wymusza na partiach ciągłe poszukiwanie nowych wehikułów nośności społecznej.
W tym burzliwym środowisku niekwestionowanym autorytetem na prawicy pozostaje Jarosław Kaczyński. Prezes PiS, mimo długiej kariery politycznej, utrzymuje absolutnie dominujący status w swoim obozie. To on wciąż wyznacza strategiczne kierunki, pełniąc funkcję naczelnego “architekta” przyszłości całego ugrupowania. Obserwatorzy rynku doskonale zdają sobie sprawę, że weteran rodzimej polityki szykuje szeroko zakrojoną kontrofensywę wymierzoną w rządzącą koalicję. Aby jednak zbudować skuteczną narrację gospodarczą, która porwie tłumy, potrzebuje on wyrazistego i bezkompromisowego frontmana. Czy tak ostra retoryka wystarczy, aby ponownie przejąć stery państwa?
Strategia lidera opozycji opiera się obecnie na silnym akcentowaniu suwerenności narodowej, zwłaszcza w newralgicznych sektorach, do których bez wątpienia należy krajowa energetyka. Prezes doskonale rozumie, że emocje wyborców i zasobność ich portfeli to naczynia ściśle połączone. Dlatego zdecydował się na ruch, który przemodelował układ sił wewnątrz partii, wysyłając jednocześnie bardzo jasny, acz niepokojący sygnał do twardego elektoratu oraz bacznie obserwujących sytuację rynków finansowych.
Podczas marcowej konwencji w Krakowie, wieloletni lider prawicy oficjalnie odsłonił swoje najważniejsze karty polityczne na nadchodzące lata. To właśnie tam uroczyście namaścił nowego kandydata na przyszłego szefa rządu z ramienia swojego ugrupowania. Wybór ostatecznie padł na Przemysława Czarnka.
Sam zainteresowany niezwykle barwnie, a wręcz anegdotycznie opisał ten nowy układ sił. Nazwał siebie jedynie “maszynistą w pociągu”, podczas gdy funkcję kierownika pociągu niezmiennie i z pełnym przekonaniem przypisał prezesowi. Ta kluczowa nominacja oznacza radykalne zaostrzenie kursu największej partii opozycyjnej w kluczowych kwestiach gospodarczych. Przemówienie, które wygłosił Przemysław Czarnek, natychmiast trafiło na czołówki czołowych portali biznesowych ze względu na szokującą i niespodziewaną wizję funkcjonowania krajowego sektora produkcji prądu.
Były minister edukacji przypuścił bezpardonowy atak na obecną unijną politykę klimatyczną. Użył bardzo lekceważącego sformułowania “oze-sroze”, całkowicie dyskredytując odnawialne źródła energii jako fundament nowoczesnego systemu. Jasno zadeklarował przy tym, że pod jego ewentualnym kierownictwem Polska bez wahania wróci do masowego wydobycia rodzimych surowców kopalnych, ignorując lub wręcz wypowiadając unijny system handlu uprawnieniami do emisji ETS.
Nie mamy miksu energetycznego, mamy węgiel, wracamy do normalności. Bo każde normalne państwo robi to, co umie najlepiej, wykorzystuje wszystkie swoje potencjały. Naszym potencjałem jest węgiel – ogłosił kandydat PiS na premiera.
Jak giełda i duzi inwestorzy reagują na tak twarde deklaracje? Dla całego rynku brzmi to jak zapowiedź potężnego trzęsienia ziemi, które zdemoluje dotychczasowe plany inwestycyjne spółek Skarbu Państwa. Polityk gorączkowo przekonywał z mównicy, że oparcie systemu niemal wyłącznie o polski węgiel to absolutnie jedyny skuteczny sposób na zagwarantowanie obywatelom taniego prądu i prawdziwego bezpieczeństwa w dobie narastających, globalnych napięć geopolitycznych.
Po sobotnim nawoływaniu o “powrocie do normalności” pojawiły się informacje podważające te hasła. Europoseł PSL Krzysztof Hetman w niedzielnym programie „Kawa na ławę” na TVN24 ujawnił, że Czarnek „za czasów rządów PiS zainstalował fotowoltaikę w swoim domu”. Hetman pokazał na telefonie mapę Google, na której rzekomo widać dom Przemysława Czarnka z panelami słonecznymi.
Mam nadzieję, że pan poseł Czarnek będzie konsekwentny po wczorajszym swoim wystąpieniu i w tej chwili siedzi na własnym dachu na swoim domu i rozmontowuje fotowoltaikę, którą sobie kilka lat temu założył – mówił Krzysztof Hetman, który podobnie jak Czarnek pochodzi z województwa lubelskiego. – Czysty polityczny cynizm ze strony Czarnka. Oni jedno mówią i to od lat, a drugie robią – dodał.
W sieci informacja szybko obiegła internautów, a w komentarzu na X Paulia Hennig-Kloska napisała:
Właśnie dowiedzieliśmy się, że Przemysław Czarnek to węglowy baron z solarnym dachem! Ktoś tu lubi zieloną energię… ale tylko dla siebie – czytamy we wpisie.
Co w praktyce oznaczałby tak gigantyczny i kontrowersyjny zwrot dla naszej gospodarki w trzeciej dekadzie XXI wieku? Eksperci błyskawicznie i bardzo surowo ocenili obietnice kandydata na premiera. Według cenionych analityków rynkowych Przemysław Czarnek zaklina rzeczywistość, obiecując tani prąd prosto z krajowych kopalń.
Brutalna prawda ekonomiczna jest taka, że wydobycie z coraz głębszych, trudniej dostępnych i niebezpiecznych pokładów na Śląsku jest obecnie drastycznie droższe niż import z rynków światowych. Tych kosztów nie można już porównywać do taniejących technologii zielonych, takich jak wiatr i fotowoltaika, stanowiących dziś fundament opłacalności sektora.
Polska od 2010 r. jest importerem netto surowca, wydobycie w roku 2025 (42,8 mln ton) było najniższe od okupacji, ubiegłoroczna strata sektora to 8,2 mld zł (druga najwyższa w historii), zasypano ją pomocą publiczną w wysokości 9 mld zł, w tym roku będzie to “tylko” 5,5 mld zł, do końca 2026 r. górników będzie już tylko nieco ponad 60 tysięcy, mamy problem z utrzymaniem na powierzchni nawet JSW, która wydobywa węgiel koksujący, udział węgla w energetyce spadł do 52 proc. (najmniej w historii) i będzie spadał dalej, przez ostatnią dekadę poleciał w dół o ponad 33 pp. Ktoś, kto kreśli przed polskim węglem jakieś niesamowite perspektywy po prostu mówi nieprawdę. Ktoś, kto będzie chciał podtrzymywać sektor węglowy przy życiu będzie po prostu przepalał pieniądze publiczne – skomentował na platformie X Jakub Wiech, ekspert ds. energetyki, szef serwisu Energetyka24.
Otwarty konflikt z Brukselą i jednostronne wypowiedzenie unijnego systemu ETS miałoby wręcz katastrofalne konsekwencje dla całego państwa. Oznaczałoby to natychmiastowe nałożenie astronomicznych kar finansowych na budżet oraz drastyczną rynkową izolację naszej gospodarki na arenie międzynarodowej. Krajowa transformacja zaszła zbyt daleko, by nagle zaciągać hamulec. Próba jej brutalnego zatrzymania doprowadziłaby do bezpowrotnej utraty setek miliardów złotych zainwestowanych w nowoczesną infrastrukturę.
Rzeczy, które słyszymy tylko w kampanii wyborczej, a w rzeczywistości mamy dosłowne wyrzucanie węgla z systemu przez hurtowo budowane źródła alternatywne i głębokie redukcje wydobycia. Co do ETS – zamiast wyjść z konstruktywną propozycją w kwestii potencjalnej reformy to widzę, że mamy dalej narrację o “odrzuceniu”, co jest prawnie niemożliwe w UE. To już było tyle razy wałkowane, że nawet nie ma sensu tego ponownie tłumaczyć – dodał.
Globalne instytucje finansowe od lat stanowczo odmawiają kredytowania wysokoemisyjnych projektów. Zastąpienie OZE przestarzałym surowcem kopalnym oznaczałoby w finale bezprecedensowy skok rachunków dla obywateli. Twarde prawa makroekonomii nie pozostawiają złudzeń, polityczna nostalgia musi ustąpić technologiom.
