Connect with us

CELEBRITY

Przykre, z czym musi się mierzyć… [*]

Published

on

O 11 w Warszawie rozpocznie się pogrzeb wielkiego aktora Edwarda Linde-Lubaszenko. Wśród żałobników nie mogło zatem zabraknąć jego syna Olafa Lubaszenko. Mężczyzna przybył na ceremonię zdecydowanie przed wszystkimi i trzymał się na uboczu. 

Rozpoczyna się pogrzeb Edwarda Linde-Lubaszenko
Dziś, 24 lutego, Warszawa żegna postać, bez której polskie kino i teatr ostatnich dekad miałyby zupełnie inną barwę. To moment, w którym światła rampy ostatecznie gasną, a historia Edwarda Linde-Lubaszenki przenosi się z afiszy do naszej wspólnej pamięci.

Msza święta odprawiana jest w Kościele Środowisk Twórczych przy placu Teatralnym. Trudno o bardziej wymowne miejsce. To serce artystycznej Warszawy – wystarczy wyjść przed świątynię, by spojrzeć na gmach Teatru Wielkiego czy Narodowego. Ten rejon miasta od lat jest domem dla ludzi sceny, a dzisiejsza uroczystość to symboliczne domknięcie drogi, która zaczęła się na deskach teatrów we Wrocławiu i Krakowie, by na stałe zagościć w świadomości widzów w całym kraju. Później uroczystości przeniosą się na Cmentarz Wojskowy na Powązkach. To tam, w Alei Zasłużonych, aktor znajdzie swoje miejsce spoczynku. Taka lokalizacja nie jest kwestią przypadku czy urzędowej decyzji – to po prostu naturalna konsekwencja jego dorobku. Linde-Lubaszenko nie potrzebował krzykliwych nagłówków, by budować swój autorytet. Robił to przez lata, tworząc role wyważone, męskie i pełne charakterystycznego spokoju, który tak bardzo go wyróżniał.

Dziś, stojąc przy jego trumnie, żegnamy nie tylko odtwórcę kultowych ról, ale przede wszystkim człowieka o niezwykłej charyzmie. Pochówek obok najwybitniejszych twórców polskiej kultury to ostatni akt uznania dla rzemiosła, które uprawiał z taką klasą. Warszawa, choć zawsze pędząca, na te kilka godzin zwalnia, by oddać hołd artyście, który potrafił przykuć uwagę widza jednym spojrzeniem czy pauzą w dialogu. To ciche, godne pożegnanie kogoś, kto po prostu dobrze wykonał swoją pracę.

To nie jest zwykłe pożegnanie, bo i postać była daleka od schematu. Dziś, gdy rodzina i przyjaciele ruszają w ostatnią drogę, by oddać hołd Edwardowi Linde-Lubaszence, warto odrzucić na bok medialne etykiety. Dla wielu był po prostu „ojcem Olafa”, ale to potężne uproszczenie, które sam zainteresowany pewnie skwitowałby ironicznym uśmiechem.

Edward to przede wszystkim instytucja wrocławskiej sceny. To tam, głównie w Teatrze Polskim, przez dekady udowadniał, że aktorstwo nie polega na głośnym krzyku, a na obecności. Miał w sobie ten rzadki rodzaj charyzmy, który sprawiał, że gdy wchodził na scenę, powietrze gęstniało. Nie musiał biegać po ścianach; wystarczyło, że stał i patrzył. W kinie zresztą robił to samo – wystarczy przypomnieć sobie jego role drugoplanowe. Potrafił ukraść całą scenę głównym bohaterom, rzucając zaledwie jedno celne zdanie albo wymownie milcząc. Dziś takich artystów spotyka się coraz rzadziej. Linde-Lubaszenko to stara szkoła, w której teatr był świątynią, a nie ścianką do robienia zdjęć. Nigdy nie pchał się na afisz, nie gonił za tanim poklaskiem. Zamiast czerwonych dywanów wybierał zakulisowe rozmowy i pracę nad tekstem.

Co po nim zostaje? Na pewno pustka w zespole, którą trudno będzie zapełnić, oraz masa anegdot. Dziś wspominamy go jako mistrza, który młodym kolegom po fachu pokazywał, że w tym zawodzie liczy się pokora i warsztat, a nie liczba followersów. To pożegnanie zamyka pewien rozdział w historii polskiej kultury, ale jego aktorski magnetyzm zostanie z nami w każdym kadrze, który po sobie zostawił.

Widok syna Edwarda Linde-Lubaszenko był naprawdę dojmujący. Mężczyzna chwiejnym krokiem szedł w stronę kościoła, gdzie już czekała trumna z ciałem jego ojca. Widać było, że to dla niego wyjątkowo trudny moment, a otoczenie w ogóle go nie interesuje. Wyraźnie trzymał się na uboczu, a nawet nie patrzył na innych żałobników. W pewnym momencie zakrył twarz rękami i oddał się kontenplacji.

Click to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Copyright © 2025 USAtalkin