CELEBRITY
Rolnicy z Warmii są zaniepokojeni nową umową handlową UE z Mercosurem. Czy polskie rolnictwo przetrwa w obliczu tych zmian?
Klamka zapadła, w sobotę 17 stycznia, szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen podpisała umowę o wolnym handlu między Unią Europejską a krajami Ameryki Południowej tzw. Mercosur. Umowa została podpisana m.in. wbrew Francji Austrii, a także Polski. To właśnie polscy rolnicy mocno protestują przeciwko międzynarodowej umowie. — Polska wieś zostanie doszczętnie zniszczona. Już po rolnikach — mówi “Faktowi” Eugeniusz Mokański rolnik z woj. warmińsko-mazurskiego.
Eugeniusz Mokański przez lata prowadził gospodarstwo rolne w Łęgnie w woj. warmińsko-mazurskim. Zajmował się hodowlą bydła, miał kury, jaja na sprzedaż. Teraz jest na emeryturze, a gospodarkę przepisał na dzieci, wciąż jednak im pomaga. Z niepokojem śledzi to, co dzieje się na świecie. Konkretnie chodzi o umowę, jaką Komisja Europejska podpisała z krajami Mercosur. Związek ten tworzy Brazylia, Argentyna, Paragwaj i Urugwaj. Umowa z tymi krajami ma z jednej strony zapewnić zyski związane z dostępem do rynków w tych krajach. Z drugiej — umożliwić import tańszych produktów właśnie z Ameryki Południowej, które będą mogły dzięki umowie korzystać z niższych ceł.
O ile jednej z gałęzi mogą na umowie zyskać, o tyle inne — narażone są na straty. Do nich należy rolnictwo. Polscy rolnicy zdają sobie z tego sprawię i już od dawna organizują blokady i protesty przeciwko tej umowie.
— Tylko czy coś jeszcze wskórają? Czy jeszcze coś tu pomoże? — zastanawia się Eugeniusz Mokański. — Jestem przeciwny tej umowie. Zboże kosztuje 600 zł, a pszenica była po 1800 zł za kilogram. Bydło jest po 28 zł za kilogram, to spadnie do 10 zł. Mleko jest po 1,20 zł za litr, tak było 20 lat temu. Jak tu gospodarzyć? Jak to zrobić? — głowi się rolnik. — Teraz żywność będą sprowadzali z Ameryki Południowej. Mówią, że będą kontrole. Ale czy faktycznie? — dodaje.
W Polsce najbardziej zagrożona czują się producenci drobiu i wołowiny. Kraje Mercosur są światową potęgą. Komisja Europejska jest zapewnia, że umowa zawiera mechanizmy, które zapewniają ograniczony dostęp do rynku UE dla wrażliwych produktów rolno-spożywczych, takich jak wołowina, drób, cukier czy etanol. Na produkty rolno-spożywczych importowane z Mercosuru zostanie bowiem nałożony maksymalny limit (kontyngent). I jak informuje businessinsider.com.pl, z niższymi cłami do krajów UE będzie mogło wjechać 99 tys. ton wołowiny (co odpowiada 1,5 proc. całkowitej produkcji Unii), 25 tys. ton wieprzowiny (0,1 proc. całkowitej produkcji UE) oraz 180 tys. ton drobiu (1,3 proc. całkowitej rocznej produkcji UE).
Jeśli import wołowiny, drobiu, miodu, jaj, etanolu i cukru po wejściu umowy nagle by wzrósł, możliwe są działania ochronne — np. wycofanie preferencyjnych taryf. Komisja Europejska deklaruje też gotowość do udzielenia rolnikom szybkiej i zdecydowanej pomocy w razie wystąpienia zakłóceń na rynku, które ona sama określa, jako “mało prawdopodobne”.
Rolnicy w to nie wierzą. — Polskie rolnictwo zostanie zniszczone. W najgorszej sytuacji są rolnicy, którzy spłacają kredyty. Ceny produktów skupowanych od rolników będą jeszcze niższe niż dziś. Więc z czego płacić raty — mówi “Faktowi” Eugeniusz Mokański.
Polski rząd jeszcze walczy w sprawie Mercosur
Rolnicy obawiają się też o jakość importowanej żywności. Rolnicy w krajów UE muszą spełniać wyśrubowane normy. KE zapewnia, że każdy produkt wprowadzany na rynek UE będzie musiał spełniać unijne normy bezpieczeństwa żywności. Poza tym umowa zapewnia ochronę 344 produktom spożywczym i napojom z UE przed podrabianiem ich w krajach Mercosur. W przypadku Polski umowa chroni tylko dwa polskie oznaczenia geograficzne: Polska Wódka i Żubrówka.
Minister rolnictwa Stefan Krajewski zapewnił, że podpisanie w sobotę przez Unię Europejską umowy handlowej z krajami Mercosur “to nie koniec walki”. 21 stycznia ma odbyć się głosowanie w Parlamencie Europejskim nad złożoną przez grupę europosłów z Polski skargą na umowę do Trybunału Sprawiedliwości UE.
