CELEBRITY
Rząd pokłócił się ważną reformę
To miała być jedna z największych reform na rynku pracy w 2026 roku. Jej przyszłość jest jednak bardzo niepewna. Zmiany dotyczące śmieciówek mogą ostatecznie nie wejść w życie. Wewnątrz rządu trwa ostry spór.
Reforma Państwowej Inspekcji Pracy stanęła pod znakiem zapytania. Szefowa Rządowego Centrum Legislacji Joanna Knapińska przyznała w rozmowie z money.pl, że “projekt nie będzie procedowany w takim kształcie”. – Zwróciłam go pani minister z etapu Rady Ministrów – mówi. Oczekuje się, że Agnieszka Dziemianowicz-Bąk wprowadzi korekty. Reforma w obecnym kształcie jest nie do zaakceptowania przez część członków rządu w tym Donalda Tuska. I to do tego stopnia, że dyskusja podczas wtorkowego (30 grudnia) posiedzenia rządu wywołała awanturę.
Poszło głównie o zapis, że Państwowa Inspekcja Pracy (PIP) będzie mogła zdecydować o przekształceniu nieprawidłowo zawartych umów cywilnoprawnych w umowy o pracę. Projekt zakładający wprowadzenie takiej zmiany jest jednym z tzw. kamieni milowych (w związku z KPO) i był już wcześniej omawiany w rządzie. Wtedy też padło stanowcze “nie”, ale resort pracy nadal próbuje forsować zmiany. TVN24 opisuje, że to wybitnie nie spodobało się Donaldowi Tuskowi, który “miał poczuć się oszukany”. Podczas posiedzenia rządu zwrócił się do Agnieszki Dziemianowicz-Bąk oraz Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz o wyjaśnianie, dlaczego projekt w tej formie trafił pod obrady.
Po jego pytaniach zapadały długie momenty ciszy. Awantura na ten temat miała trwać ponad godzinę. Premier Tusk wściekał się, bo tłumaczenia ministerki pracy były “długie i niekonkretne” – opisuje TVN. Efektem tej awantury jest wyhamowanie reformy Państwowej Inspekcji Pracy. Prace wstrzymano, a wznowić je może Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, przedstawiając nowy projekt ustawy. – Premier zapowiedział, że obecny projekt jest nie do zaakceptowania i postawił sprawę na ostrzu noża. Nakazał wycofać projekt z rządu i ponownie odesłać do ministerstwa pracy. Ministra Dziemianowicz-Bąk ma go poprawić, inaczej z reformy nic nie będzie – zdradził w rozmowie z “Gazetą Wyborczą” anonimowy polityk.
Korekta miałyby dotyczyć przede wszystkim uprawnień PIP, o której posprzeczali się politycy. Ich zmiana jest o tyle trudna, że to jeden z kamieni milowych. Wycofanie się z zapisu może grozić wstrzymaniem pieniędzy z KPO. Można też próbować wynegocjować ich zmianę podczas kolejnej rewizji.
Uprawnienia PIP względem początkowego planu i tak zostały mocno ograniczone. Po pierwsze, zrezygnowano z ich działania wstecz. A po drugie, wycofano się z pomysłu natychmiastowej wykonalności takiej decyzji. Przeciwko zmianom tzw. śmieciówek w umowy o pracę protestują jednak pracodawcy. -Sprzeciwiamy się propozycjom zawartym w projekcie ustawy i apelujemy o rezygnację z zaproponowanych przepisów – mówił prof. Jacek Męcina, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan, przewodniczący zespołu RDS ds. prawa pracy.
Realia naszego rynku pracy, niski poziom bezrobocia oraz duży popyt na pracę, powodują, że o wyborze formy zatrudnienia decydują w praktyce sami pracownicy. Dlatego upowszechnienie dotychczasowych mechanizmów z pewnymi zmianami może okazać się wystarczające dla ochrony interesów zatrudnionych” – podkreśla Konfederacja Lewiatan.
Dobry przykładem są tutaj lekarze, którzy głównie pracują na podstawie umów B2B lub prowadzą własną działalność gospodarczą. Dyrektor Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego im. prof. Orłowskiego w Warszawie Tomasz Kopiec w rozmowie z “DGP” ostrzegał, że “większość zabiegowców czy radiologów z dnia na dzień odejdzie do podmiotów prywatnych, bo na umowie o pracę nie będą mogli otrzymywać takich wynagrodzeń, jakie mają obecnie”. – Albo zażądają pensji 100 tys. zł miesięcznie – dodał.
