CELEBRITY
Śledczy założyli, że Jolanta Brzeska odebrała sobie życie z powodu kłopotów finansowych związanych z przejęciem kamienicy. Ta wersja była dla wielu osób nieprawdopodobna. Zwłaszcza że kobieta nie zostawiła żadnego listu, a w chwili śmierci nie miała przy sobie aparatów słuchowych, z którymi na co dzień się nie rozstawała. – Moja mama kochała las, ale bała się go, nawet u mnie pod Warszawą nie chodziła nigdy na samotne wycieczki do lasu. To byłoby wbrew jej charakterowi, zupełnie do niej niepasujące. Nikt mnie nie słuchał – mówiła córka Jolanty. Więcej w komentarzu 👇
Jolanta Brzeska była uparta. O swoje racje potrafiła walczyć jak lwica. Kiedy kamienica, w której mieszkała, trafiła w ręce nowych właścicieli, a czynsz zaczął rosnąć, założyła z sąsiadami Komitet Obrony Praw Lokatorów. Zaczęły się groźby, a opłaty dalej rosły, dlatego z budynku przy ul. Nabielaka wyprowadzili się wszyscy. Wszyscy oprócz niej. Czy to dlatego zginęła w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach?
Jolanta Brzeska była jedną z wielu osób, które mieszkały w kamienicy przy ul. Nabielaka 9 w Warszawie. Onet podaje, że budynek odbudował jej ojciec, a kobieta mieszkała tam od 1951 roku. Wszyscy lokatorzy wiedli spokojne życie, ale do czasu. Ich dramat rozpoczął się w styczniu 2006 roku, po tym, jak pełniący obowiązki prezydenta Warszawy Mirosław Kochalski podjął decyzję o reprywatyzacji. Kamienica przy ul. Nabielaka trafiła wówczas w ręce spadkobierców zmarłych właścicieli budynku oraz Marka M., który był znanym kupcem roszczeń. Nowy zarząd kamienicy zaczął podwyższać czynsze, domagać się pieniędzy za nielegalne zajmowanie lokali i grozić eksmisjami.
Wzrastające koszty sprawiły, że coraz więcej lokatorów zaczęło podejmować decyzje o przeprowadzce. Niewiele osób postanowiło zostać. Jedną z nich była Jolanta Brzeska. Kobieta kilkukrotnie otrzymywała informację o wzroście czynszu, który nagle zaczął przekraczać jej emeryturę. Brzeska sprzeciwiała się podwyżkom. W 2008 roku przestała płacić za media, a jej dług zaczął rosnąć. W końcu komornik zajął jej świadczenie emerytalne. Brzeska postanowiła, że tak tego nie zostawi. Zaczęła się udzielać, była jedną z założycielek antyreprywatyzacyjnego ruchu lokatorskiego w Warszawie (Komitetu Obrony Praw Lokatorów), a później stała się jego liderką. Zagłębiała się w przepisy prawne, pisała sądowe pisma i pomagała innym, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji. Przez swoją działalność stała się coraz bardziej rozpoznawalna, a przy tym niewygodna dla “czyścicieli kamienic”.
W 2011 roku Jolanta Brzeska była już jedyną lokatorką kamienicy przy ul. Nabielaka. Marek M. zaproponował jej 120 tys. zł w zamian za wyprowadzkę. Kobieta przyjęła propozycję, jednak miała jeden warunek. Chciała omówić formalności i podpisać dokumenty u notariusza. Mężczyzna zgodził się, jednak pół godziny przed spotkaniem wizytę odwołano.
Mamę to zestresowało. Miała nadzieję, że wszystko pójdzie, jak ustalili, a tu nie wiadomo z jakiej przyczyny podpisanie umowy przełożone. Zbliżał się nowy termin. Znów został odwołany. Spotkanie anulowane na kilka godzin przed spotkaniem. I tak było kilka razy
– mówiła córka Jolanty Brzeskiej, w wywiadzie dla Gazety.pl.
Mieszkanie Brzeskiej wyglądało tak, “jakby zaraz miała wrócić”. Czy mogła popełnić samobójstwo?
1 marca 2011 roku Jolanta Brzeska poszła na pocztę, do banku i na zajęcia organizowane przez uniwersytet trzeciego wieku. Zachowywała się zwyczajnie. Jolanta nie wracała jednak przez długi czas, dlatego jej rodzina zaczęła się niepokoić.
W mieszkaniu pusto. Na stole gazety, w lodówce mięso na obiad. Jakby zaraz miała wrócić. Zostawiła dokumenty i portfel, co mnie zdumiało. Zawsze to nosiła przy sobie
– wspominała córka Brzeskiej w reportażu “Jolanta i ogień”, który ukazał się w “Gazecie Wyborczej”.
Bliscy kobiety nie wiedzieli, że w tym czasie przypadkowy spacerowicz zauważył w Lesie Kabackim dym. Mężczyzna poszedł w jego stronę, myśląc, że ktoś rozpalił ognisko. Gdy dotarł na miejsce, zobaczył tlące się zwłoki. Zawiadomił odpowiednie służby.
Policyjni technicy nie znaleźli w miejscu zdarzenia zbyt wiele. Były to osmalone fragmenty stopionego szkła i plastiku, okulary leżące na ziemi oraz materiałowa torebka, w której znajdowały się klucze, zegarek, fragmenty gazet i wieczko od napoju. Przez kilka dni nie było wiadomo, kim jest zmarła. Sekcja zwłok wykazała, że kobieta została oblana naftą, a następnie podpalona żywcem. Spowodowało to wstrząs termiczny, rozległe oparzenia i zatrucie tlenkiem węgla. Ciało zostało mocno strawione przez ogień, co utrudniło identyfikację zwłok. Córka Jolanty poznała matkę po oprawkach do okularów.
Śledczy z Prokuratury Rejonowej Warszawa-Mokotów założyli, że Jolanta Brzeska popełniła samobójstwo z powodu kłopotów finansowych związanych z przejęciem kamienicy. Ta wersja była dla wielu osób nieprawdopodobna. Zwłaszcza że kobieta nie zostawiła żadnego listu, a w chwili śmierci nie miała przy sobie aparatów słuchowych, z którymi na co dzień się nie rozstawała. Nie znaleziono ich ani w domu, ani w lesie. Wątpliwości budziła też metoda rzekomego samobójstwa. Samospalenie jest bardzo bolesne i drastyczne, a samobójcy zazwyczaj szukają szybkiego i w miarę bezbolesnego sposobu na zakończenie życia. Zastanawiające było również miejsce śmierci, które znajdowało się bardzo daleko od mieszkania Brzeskiej.
Jeżeli miałaby popełnić samobójstwo, to nie w środku lasu. Moja mama kochała las, ale bała się go, nawet u mnie pod Warszawą nie chodziła nigdy na samotne wycieczki do lasu. To byłoby wbrew jej charakterowi, zupełnie do niej niepasujące. Nikt mnie nie słuchał
– mówiła córka Jolanty w wywiadzie dla Gazety.pl.
Założenie, że Jolanta popełniła samobójstwo, sprawiło, że śledczy nie zabezpieczyli nagrań z miejskiego monitoringu, aby móc sprawdzić drogę kobiety z mieszkania do Lasu Kabackiego. Materiały wideo mogły wskazać, czy dotarła tam sama, czy ktoś z nią był lub czy została tam zabrana siłą. Śledztwo w sprawie śmierci przejęła Prokuratura Okręgowa w Warszawie.
Wiele poszlak wskazuje, iż do śmierci przyczyniły się osoby trzecie, lecz mimo istniejących wątpliwości część ujawnionych okoliczność nie pozwala także kategorycznie odrzucić wersji z zamachem samobójczym
– twierdziła prokuratura, której słowa cytuje TVN24. Dwa lata po śmierci Jolanty śledztwo zostało umorzone.
Sprawą Brzeskiej zainteresował się Ziobro. “Niepojęte jest, jak można było rozważać samobójstwo”
W 2016 roku Zbigniew Ziobro zdecydował o wznowieniu postępowania w sprawie śmierci Brzeskiej.
Zebrane dowody wskazują, że było to zabójstwo. Niepojęte jest, jak można było w tej sprawie rozważać samobójstwo. Sprawa jest ekstremalnie trudna, bowiem błędy popełnione w początkowym okresie śledztwa w 2011 roku spowodowały nieodwracalną utratę wielu ważnych dowodów
– mówił Zbigniew Ziobro, którego wypowiedź przypomina TVN24.
Śledczym udało się dotrzeć do nowych dowodów, które mogły wskazywać, że kobieta została zamordowana przez mafię reprywatyzacyjną. Prokuratura Krajowa dokonała szczegółowej analizy. Przygotowano symulację ostatnich chwil Jolanty Brzeskiej na podstawie ułożenia zwłok. Ponownie zbadano miejsce zbrodni, tym razem wykrywaczem metalu. Zdobyto zdjęcia satelitarne i część zachowanego monitoringu z 1 marca 2011 roku. Zlecono też badania, które prowadzili biegli z wielu różnych dziedzin. Ich wynikiem było kilkadziesiąt ekspertyz.
Psycholodzy z Instytutu Ekspertyz Sądowych stwierdzili, że zabójstwa mogło dokonać dwóch lub trzech mężczyzn, których Jolanta znała. Prawdopodobnie byli związani ze sprawą reprywatyzacji, a ich celem było zastraszenie Brzeskiej. Mieli polać ją substancją łatwopalną, aby przekonać ją do wyprowadzki z kamienicy. Do zabójstwa miało zaś dojść, kiedy kobieta stawiała opór albo zlekceważyła polecenia.
W sprawę zaangażowano również Archiwum X i Instytut Ekspertyz Sądowych w celu opracowania profilu psychologicznego potencjalnego sprawcy. Prokuratura Krajowa zleciła kolejne śledztwo w sprawie śmierci Jolanty Brzeskiej Prokuraturze Regionalnej w Gdańsku.
Takie błędy popełnili w trakcie śledztwa. Zaginione dowody to dopiero początek
TVN24 wylicza, jakich błędów dopuszczono się na początku śledztwa. Pierwszym z nich było wysłanie na miejsce zdarzenia niedoświadczonej grupy śledczych, którzy nie zwrócili uwagi na ważne dowody. Miesiąc po śmierci Jolanty przypadkowy przechodzień znalazł kawałki ubrań Brzeskiej. Z akt sprawy zniknęły bilingi kobiety, które mogłyby wskazać ostatnie rozmowy zamordowanej. Prośba o udostępnienie monitoringu miejskiego została złożona zbyt późno, przez co utracono wiele cennych nagrań z 1 marca 2011 roku. Co więcej, przeszukanie mieszkania Jolanty odbyło się dopiero kilka dni po śmierci Brzeskiej. W tym momencie lokal był już posprzątany przez córkę kobiety. Na dodatek dopiero po siedmiu miesiącach ustalono plan śledztwa. Gdyby funkcjonariusze sporządzili go wcześniej, być może dokonaliby szczegółowej analizy wszystkich zebranych dowodów.
