CELEBRITY
Świadkowie opisują niepokojące manewry śmigłowca przed tragiczną katastrofą na Podkarpaciu. Co mogło wpłynąć na jego lot?
Na Podkarpaciu doszło do tragicznego wypadku śmigłowca. Są ofiary śmiertelne. Maszyna spłonęła doszczętnie. Na pokładzie znajdowały się dwie osoby — żadna z nich nie przeżyła katastrofy. W sieci pojawiły się relacje osób, które widziały śmigłowiec tuż przed tragedią. Ludzie przyznają, że wykonywał niepokojące manewry.
Katastrofa wydarzyła się w sobotnie popołudnie 29 listopada. Początkowo służby informowały, że do wypadku doszło w Malawie, ale w rozmowie z “Faktem” doprecyzowano miejsce tragedii. Śmigłowiec rozbił się w lesie w miejscowości Cierpisz.
Zgodnie z danymi lotniczymi śmigłowiec leciał na południe od Rzeszowa, a jego ostatnia zarejestrowana pozycja znajduje się na wschód od Rzeszowa.
Zgłoszenie o katastrofie wpłynęło do służb dokładnie o godz. 15.50. Maszyna, która runęła, to śmigłowiec Robinson R44. Należała do prywatnego właściciela. Na pokładzie znajdowały się dwie osoby — żadna z nich nie przeżyła katastrofy.
Tragiczny wypadek śmigłowca w Cierpiszu pod Rzeszowem
Jak poinformował starszy kapitan Jan Czerwonka, rzecznik Komendanta Miejskiego Państwowej Straży Pożarnej w Rzeszowie, strażacy zmuszeni byli skorzystać z quadów, aby dotrzeć na miejsce wypadku.
Na miejscu pracowało około 50 strażaków z 15 zastępów. W akcję zaangażowano również żołnierze 3 Podkarpackiej Brygady Obrony Terytorialnej, którzy m.in. zabezpieczyli teren oraz przeszukali okolicę, sprawdzając, czy nie ma innych ofiar.
Pomogliśmy zespołowi ratownictwa medycznego, który ugrzązł w terenie. Bardzo ciężko jest się do niego dostać — wyjaśnia starszy szeregowy specjalista Wojciechem Peszko z 3 PBOT. I dodaje, że terytorialsi będą pracować na miejscu do rana. — Podejrzewam też, że przyjedzie kolejna zmiana na cały jutrzejszy dzień. Dysponujemy ciężkim sprzętem, a tutaj bardzo łatwo jest się zakopać — wyjaśnia.
Na miejscu działa także ekipa dochodzeniowo-śledcza, która pod nadzorem prokuratury zabezpiecza wszelkie dowody i ślady związane z katastrofą.
W sieci głos zabrały osoby, które widziały tuż przed katastrofą śmigłowiec. Maszynę widziano chwilę przed godz. 15.00, gdy przelatywała nad miejscowością Kamienica Górna. — Zatoczył dwa kółka nad koronami drzew, tak jakby szukał miejsca do lądowania. Dość nietypowe zdarzenie, jak na tę okolicę — napisano.
Pół godziny później, około godz. 15.30, inna osoba słyszała dźwięk maszyny w odległości około trzech kilometrów od miejsca katastrofy. — W dole była duża mgła, widzialność wynosiła około 200 metrów — relacjonował świadek.
Kolejne doniesienia pochodzą z okolic Brzostku. Według jednego z mieszkańców śmigłowiec leciał nisko, wykonując kilka małych okrążeń. — To wyglądało dziwnie, a potem poleciał w stronę Rzeszowa — opowiadał. Inny świadek dodał, że nad Wolą Zgłobieńską maszyna przemieszczała się “dziwnie nisko i niespokojnie”.
Wiele osób zwróciło uwagę na to, że gęsta mgła i ograniczona widoczność mogły mieć wpływ na przebieg lotu.
Zobacz także: Wsiadł do porsche w Gdańsku i… zaginął. Widziałeś Filipa lub jego luksusowe auto? Oto szczegóły tajemniczej sprawy
