CELEBRITY
Takich słów jeszcze nie było❗️
Po amerykańsko-izraelskich atakach na cele w Iranie i szybkiej odpowiedzi Teheranu w Brukseli natychmiast zwołano nadzwyczajne narady. Ambasadorowie państw UE spotkali się w trybie pilnym, a kolejne posiedzenia zaplanowano na następne dni. Oficjalne komunikaty mówią o „niebezpiecznej sytuacji” i potrzebie powstrzymania eskalacji, ale za kulisami widać wyraźnie, że Europa stoi przed znacznie trudniejszym wyzwaniem.
Ataki USA i Izraela na Iran. Pilne narady w Brukseli
Reakcje państw UE na konflikt z Iranem. Podziały w Europie
Krytyka z Waszyngtonu i test jedności Zachodu
W sobotni poranek, po załamaniu rozmów z Teheranem, siły Stanów Zjednoczonych i Izraela przeprowadziły uderzenia na cele w Iranie. Odpowiedź przyszła niemal natychmiast — irańskie ataki odwetowe wymierzone w amerykańskie obiekty w regionie wywołały lawinową reakcję państw Zatoki Perskiej, które zaczęły zamykać przestrzeń powietrzną i wprowadzać alarmy wojskowe. Wraz z tym rosły obawy, że konflikt nie zatrzyma się na jednym froncie, lecz rozszerzy na cały Bliski Wschód.
W instytucjach unijnych zapanował tryb kryzysowy. W Brukseli w sobotę obradowali ambasadorowie państw UE zasiadający w Komitecie Politycznym i Bezpieczeństwa, czyli stałym organie Rady UE odpowiedzialnym za wspólną politykę zagraniczną i bezpieczeństwa. Na niedzielę zaplanowano kolejne nadzwyczajne spotkanie ambasadorów wszystkich 27 krajów członkowskich.
Reakcja unijnych liderów była szybka, ale wyważona. Wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Kaja Kallas napisała w serwisie X, że sytuacja jest niebezpieczna. Z kolei przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen podkreśliła, że „niezwykle ważne” jest, by zapobiec dalszej eskalacji. Przewodnicząca Parlamentu Europejskiego Roberta Metsola również apelowała o powściągliwość. Ton płynący z Brukseli był więc ostrożny: z jednej strony świadomość zagrożenia, z drugiej – unikanie otwartego poparcia dla militarnej operacji.
Na poziomie krajowym jedność zaczęła się jednak wyraźnie kruszyć. We wspólnym oświadczeniu Francja, Niemcy i Wielka Brytania zaznaczyły, że „nie brały udziału w tych atakach” przeprowadzonych przez USA i Izrael. Jednocześnie potępiły irańskie działania odwetowe i wezwały Teheran do powrotu na drogę negocjacji.
Premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer w osobnym komunikacie podkreślił, że jego kraj „nie odegrała żadnej roli” w atakach. Równocześnie nazwał władze w Teheranie „odrażającym” reżimem i wskazał, że „głównym celem” Waszyngtonu jest niedopuszczenie do tego, by Iran wszedł w posiadanie broni jądrowej. Dodał również, że brytyjskie samoloty już znajdują się w powietrzu w ramach skoordynowanych operacji obronnych w regionie.
Odmienne stanowisko zaprezentował premier Hiszpanii Pedro Sanchez, który określił operację amerykańsko-izraelską jako „jednostronną akcją militarną”, ostrzegając, że może ona doprowadzić do powstania jeszcze bardziej wrogiego ładu międzynarodowego. Zupełnie inaczej sytuację ocenił premier Czech Andrej Babisz, deklarując, że Praga „stoi po stronie sojuszników”. Podkreślił przy tym, że ambicje nuklearne Iranu oraz jego „wsparcie dla terroryzmu” są realnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa Europy.
W krajach skandynawskich i Europy Środkowo-Wschodniej dominowały wypowiedzi koncentrujące się na kwestiach bezpieczeństwa. Premier Szwecji ostrzegł przed „poważną eskalacją” i zaznaczył, że w interesie Europy leży, aby Teheran „nigdy nie był w stanie opracować broni jądrowej”, apelując przy tym o przestrzeganie prawa międzynarodowego i zachowanie powściągliwości.
Premier Polski Donald Tusk zapewnił, że Warszawa uważnie śledzi rozwój wydarzeń i jest gotowa na różne scenariusze. Podkreślił też, że polscy obywatele, w tym pracownicy ambasady w Teheranie, pozostają bezpieczni.
Dość jednoznaczne wsparcie dla stanowiska USA wyraził prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. W swoim oświadczeniu stwierdził, że „gdy USA wykazują determinację, globalni przestępcy słabną”. Dodał, że taki sygnał powinien zostać właściwie odczytany również w Moskwie.
Rozbieżne reakcje europejskich stolic nie pozostały bez odpowiedzi w Waszyngtonie. Szczególnie mocno wybrzmiała wypowiedź senatora Lindsey’ego Grahama, bliskiego sojusznika prezydenta Donalda Trumpa. W serwisie X napisał: “Powiedzieć, że jestem rozczarowany wspólnym oświadczeniem (…) to za mało”, oskarżając Europę Zachodnią o „żałosną miękkość” i wzywając jej przywódców do zdecydowanego wsparcia działań wymierzonych we władze w Teheranie.
Graham zwrócił się również bezpośrednio do Irańczyków, pisząc, że Trump „usłyszał wołania” z ich strony i że „pomoc w dużej mierze nadeszła”. Taka retoryka jasno pokazuje, jak bardzo napięta stała się atmosfera po obu stronach Atlantyku.
Równolegle trwała intensywna aktywność dyplomatyczna. W sobotę wieczorem zwołano pilne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ pod przewodnictwem Wielkiej Brytanii. W Paryżu prezydent Emmanuel Macron zebrał radę obrony, a Ursula von der Leyen zapowiedziała na poniedziałek posiedzenie Kolegium Bezpieczeństwa Komisji Europejskiej.
W obliczu już istniejących napięć geopolitycznych Europa przygotowuje się na scenariusz, w którym konflikt na Bliskim Wschodzie stanie się nie tylko regionalnym kryzysem, lecz także poważnym sprawdzianem transatlantyckiej solidarności. To, czy Zachód zdoła mówić jednym głosem, może w najbliższych tygodniach okazać się równie istotne jak wydarzenia rozgrywające się na samym Bliskim Wschodzie.
