CELEBRITY
To się już dzieje
Współpracownicy Donalda Trumpa ostrzegają przed skutkami otwartego konfliktu z Iranem. Jak podaje CNN, powołując się na źródła w administracji, wewnątrz Białego Domu narasta obawa o polityczną katastrofę przed nadchodzącymi wyborami. Doradcy naciskają na prezydenta, by jak najszybciej ogłosił zwycięstwo i wycofał wojska z regionu. Skąd dokładnie te obawy?
Chaos informacyjny i rosnące straty militarne. Sytuacja na Bliskim Wschodzie jest napięta
Panika w obozie Trumpa. Chodzi o wojnę w Iranie
Niespójny przekaz i spory wewnątrz administracji
Poszukiwanie drogi wyjścia i „wariant wenezuelski”
Mimo zapewnień Donalda Trumpa o gotowości do prowadzenia „wiecznej wojny”, jego otoczenie alarmuje o braku jasnej strategii wyjścia. W ciągu pierwszych dni operacji zginęło sześciu amerykańskich żołnierzy, a urzędnicy spodziewają się wzrostu tych statystyk.
Prezydent argumentuje, że atak był sukcesem, wskazując na zabicie ajatollaha Alego Chameneiego oraz zniszczenie irańskiego programu nuklearnego. Jednak wewnątrz administracji brakuje spójnego przekazu co do dalszych kroków. Cytowany przez CNN doradca przyznał:
To ryzyko polityczne, bez żadnych ‘ale’. Módlmy się, żeby coś nie poszło naprawdę źle”.
Współpracownicy obawiają się, że brak określonego celu militarnego zmieni operację w przewlekły konflikt bez poparcia społecznego.
Wojna z Iranem uderza w fundamenty kampanii wyborczej przed listopadowymi wyborami do Kongresu. Chaos na giełdach i rosnące ceny paliw mogą zniweczyć dotychczasowe argumenty gospodarcze Republikanów. Matthew Bartlett, strateg GOP, ocenił sytuację jednoznacznie:
„Nikt nie uważa, że ta wojna jest popularna. W najgorszym razie może to być katastrofa polityczna dla pokoleń”.
Sondaże wykazują niskie poparcie dla interwencji, a wyborcy ruchu MAGA czują się rozczarowani złamaniem obietnicy o unikaniu „kosztownych wojen”.
Strategowie partii obawiają się, że przedłużające się działania zbrojne doprowadzą do wyborczej klęski, odciągając uwagę od kluczowych dla Amerykanów spraw wewnętrznych i stabilności portfeli.
Oficjalne komunikaty Białego Domu są pełne sprzeczności, co potęguje wrażenie dezorientacji. Rzeczniczka Karoline Leavitt twierdzi, że decyzja Trumpa opierała się na faktach dotyczących planowanego ataku Iranu na USA, jednak inni urzędnicy podają odmienne wersje.
Doszło do publicznego sporu między prezydentem a Sekretarzem Stanu Marco Rubio w kwestii tego, czy decyzję o ataku podjęły USA, czy Izrael. Rubio sugerował, że Waszyngton jedynie dołączył do sojusznika, co Trump szybko skorygował, twierdząc:
„Jeśli już, to ja mogłem zmusić Izrael do działania”.
Ta niekonsekwencja utrudnia przekonanie Kongresu i opinii publicznej do zasadności operacji, która – według słów Leavitt – miała być motywowana wyłącznie bezpieczeństwem narodowym.
Poszukiwanie drogi wyjścia i „wariant wenezuelski”
Doradcy Trumpa forsują scenariusz szybkiego wycofania, nazywany w kuluarach „wariantem wenezuelskim”. Zakłada on, że po zniszczeniu kluczowej infrastruktury i osłabieniu władz w Teheranie, USA powinny ogłosić triumf i zakończyć misję. Prezydent wielokrotnie wskazywał na operację w Wenezueli jako „idealny przykład” wymuszenia zmiany reżimu.
Mimo to eksperci ostrzegają, że sytuacja w Iranie jest znacznie trudniejsza i może wymknąć się spod kontroli. Część sojuszników naciska na prezydenta, by zamiast na Bliskim Wschodzie, skupił się na obniżaniu cen żywności i energii. Trump pozostaje jednak nieprzewidywalny, deklarując na zmianę, że wojna potrwa kilka tygodni lub że wojsko jest przygotowane, by walczyć „na zawsze”.
