CELEBRITY
W tym mieście futbol zawsze był na marginesie zainteresowań kibiców i władz ➡
W 140-tys. Zielonej Górze futbol zawsze był na marginesie zainteresowań kibiców i władz. Teraz jest wyjątkowa szansa, by za sprawą Lechii to się zmieniło. — Chcemy wygrywać z każdym rywalem — mówi prezes klubu Maciej Murawski.
Więcej ciekawych historii przeczytasz w serwisie premium “Przeglądu Sportowego”
Zespół z Zielonej Góry pod różnymi nazwami trzykrotnie pojawił się na drugim szczeblu rozgrywek. W latach 50. i 70. na jeden sezon, dłużej w końcówce lat 90., bo spędził w ówczesnej drugiej lidze cztery sezony. Potem raz jeszcze zagrał w lidze centralnej — w grupie zachodniej drugiej ligi w latach 2008–11, ale po reformie był to już trzeci szczebel rozgrywek.
Rzeczywiście obraz piłki zielonogórskiej był niezbyt ciekawy. Ciągła gra w trzeciej lidze, przeważnie w środku tabeli, z pojedynczymi epizodami w czołówce. Brak zainteresowania kibiców i władz, dla których pierwszymi dyscyplinami były żużel i koszykówka. Słabość organizacyjna klubu, ciągłe problemy finansowe. Mimo niezłego szkolenia brak perspektyw dla młodych zawodników, którzy nie widząc szans zrobienia kroku naprzód w karierze, uciekali do silniejszych i bogatszych klubów.
Polecamy także: Najgorsze piłkarskie województwo w Polsce. Wszyscy chcą stąd wyjechać. “Jak w innej epoce”
I tak mijały lata. Wydawało się, że nic tu się już nie zmieni. Mecze oglądało regularnie około 300 widzów, nawet jak zespół grał lepiej i teoretycznie mógłby powalczyć o coś więcej niż środek tabeli. Nikogo to nie ruszało.
