CELEBRITY
Wielu na to czekało ❤
Po latach Andrzej Rybiński wraca z nową płytą, która – jak sam przyznaje – powstała z lęku, walki o siebie i potrzeby mówienia prawdy o tym, co „tu i teraz”. W Dzień Dobry TVN artysta odsłonił bardzo osobisty kontekst powstawania nowych piosenek, opowiadając o pandemii, strachu przed końcem i miłości, która przywróciła mu sens tworzenia.
Dlaczego pandemia stała się momentem granicznym i impulsem do powstania nowej płyty?
O jakiej miłości śpiewa dziś Rybiński – i dlaczego po raz pierwszy sięga też po temat kraju?
Skąd bierze siłę po latach i czemu to fani wciąż „nie pozwalają mu liczyć godzin i lat”?
Rybiński nie ukrywa, że czas pandemii był dla niego jednym z najtrudniejszych okresów w życiu. Choć wiele szczegółów z tamtych miesięcy dziś mu się zaciera, emocje pozostały wyjątkowo wyraźne.
– Było tak ciężko podczas pandemii, że powiedziałem sobie: nie walczę. Zamknę oczy i dowiem się, czy jest to życie pozagrobowe – wyznał bez upiększeń w Dzień Dobry TVN.
To był moment, w którym artysta stanął twarzą w twarz z własnym lękiem przed końcem. Jak sam przyznał, właśnie wtedy pojawiła się myśl, która wszystko odwróciła.
– Wpadł we mnie strach: co jeśli światełko gaśnie i nic już nie ma – dodał.
Ten strach nie sparaliżował go jednak na długo.
Zamiast rezygnacji pojawiła się decyzja, by walczyć o siebie – i o muzykę. Efektem jest nowa płyta, na której znalazło się 10 piosenek.
– Zacząłem walczyć o siebie – mówił Rybiński, podkreślając, że utwory nie były planowanym projektem, lecz naturalną reakcją na to, co przeżywał.
Nowy materiał to – jak sam określa – zapis chwili.
– Piosenki są u mnie zawsze zapisem tu i teraz” – zaznaczył.
Nie ma w nich kalkulacji ani prób dopasowania się do trendów. Jest za to szczerość i emocje, które przyszły same.
Motywem przewodnim płyty jest miłość, ale rozumiana bardzo szeroko.
– „To są piosenki o miłości – różnej. O miłości do dziewczyny, o miłości do zwierząt, która jest miłością bardzo ważną” – wyliczał artysta.
Jednym z utworów jest piosenka „Mój tajemniczy kot”, a innym – wyjątkowym w jego dorobku – utwór poświęcony ojczyźnie.
– „Po raz pierwszy poruszam temat miłości do kraju, w którym żyjemy” – przyznał.
Nieprzypadkowy jest także tytuł albumu – „To, co kocham” – który oddaje zarówno tematykę płyty, jak i osobisty manifest artysty.
Rybiński podkreśla, że w ostatnim czasie coraz więcej energii poświęca spotkaniom z ludźmi. Relacje z publicznością i bezpośredni kontakt z fanami stały się dla niego ważniejsze niż samo koncertowanie. To właśnie fani są dziś dla niego głównym źródłem siły i motywacji do dalszej pracy.
– Jestem pewny, że to fani dają mi siłę, żeby nie liczyć godzin i lat – podkreślił, nawiązując do swojego największego przeboju.
Sukces „Nie liczę godzin i lat” był dla niego całkowitym zaskoczeniem i – jak sam przyznaje – wydarzył się bez planu i oczekiwań. Piosenki powstawały spontanicznie, czasem wręcz w trakcie koncertów, jako naturalna reakcja na emocje i atmosferę chwili. Podobnie było z innymi hitami.
– ‘Pocieszanka’ powstała tak, że ja nawet nie wiedziałem, że ona powstaje – wspominał, podkreślając, że wiele jego utworów było efektem pasji i radości grania, a nie kalkulacji.
Nowa płyta “To co kocham” Andrzeja Rybińskiego nie jest więc próbą powrotu do dawnych sukcesów, ale dojrzałym i szczerym zapisem życia, które – mimo strachu i trudnych doświadczeń – wciąż chce się przeżywać i opowiadać muzyką.
