Connect with us

CELEBRITY

Wyznała prawdę po 7 latach…

Published

on

Czas nie cofa tego, co stało się nad jeziorem Kisajno. Ale czas czasem pozwala nazwać rzeczy po imieniu – i dopiero wtedy powiedzieć je głośno. Agnieszka Woźniak-Starak po latach wróciła do momentu, który dla niej był końcem jednego życia i początkiem drugiego, kompletnie niechcianego.

Czytaj też: Małysz pilnie udał się do Nawrockiego i wtedy stało się to. Doszło do scen pod pałacem

Mazury, Kisajno i wiadomość, która wstrząsnęła Polską

Przed niespełna siedmioma laty kraj obiegła informacja o tragedii na Mazurach. Nad jeziorem Kisajno zginął Piotr Woźniak-Starak, syn miliarderów i mąż gwiazdy TVN. Poszukiwania trwały kilka dni, a finał przyniósł to, czego nikt nie chciał usłyszeć.

To „przetrwać” wraca w jej opowieści jak motyw przewodni. Nie efektowny, nie medialny – raczej surowy i prawdziwy.

To stało się już w dniu tragedii. Intuicja podpowiedziała jej najgorsze
Najmocniejsze wyznanie dotyczy jednak samego początku – dnia, w którym rozpoczęły się poszukiwania. Agnieszka przyznała, że nie czekała, aż „coś się wydarzy”. Jej intuicja od razu kazała jej myśleć o tym, jak może zareagować, jeśli usłyszy najgorszą wiadomość.

„Moja intuicja podpowiedziała mi – na miejscu, jeszcze jak szukaliśmy Piotrka, powiedziałam do naszego przyjaciela: ‘Chciałabym, żebyście ściągnęli psychiatrę albo psychologa na miejsce, bo ja nie jestem w stanie przewidzieć, jak zareaguję. Będę potrzebowała pomocy i chcę, żeby ktoś był na miejscu’”

To zdanie brzmi jak rozpaczliwa próba złapania się czegokolwiek, co da choć minimalne poczucie kontroli w sytuacji, w której nie kontroluje się już nic.

Rozmowy, które ratowały od środka
W kolejnych fragmentach opowieści Woźniak-Starak podkreśliła, jak ważne były dla niej rozmowy z bliskimi – nie „dzielność”, nie milczenie, nie zaciskanie zębów, tylko mówienie. Czasem do utraty głosu.

„My czasami już prawie traciliśmy przytomność, straciliśmy głosy i tak dalej, ale miałam straszną potrzebę mówienia o tym i wszyscy wtedy jakoś się tak otwierali. Rozmawialiśmy o swoich emocjach, o wszystkim, o Piotrku, o tym, co się wydarzyło i to trwało wiele miesięcy, aż przyszła pandemia”

W tej relacji nie ma „ładnych” słów. Jest za to brutalna codzienność żałoby i próba przejścia przez nią bez udawania.

„Przestałam się bać śmierci”. Jej przejmujące wyznanie o życiu po życiu
Na koniec padły słowa, które wywołują emocje, bo dotykają rzeczy najbardziej intymnych. Agnieszka opowiedziała, że w tamtym czasie sięgnęła po książki o życiu po śmierci. I że to ją – w jej odczuciu – „zbudowało”, bo dało odpowiedź, której wtedy desperacko potrzebowała: gdzie jest Piotr.

„To nie była zwykła śmierć, bo to trwało bardzo długo, ta cała tragedia i wszystko, co się działo wtedy. Przestałam się bać śmierci zupełnie, bo wiem, że śmierć nie istnieje. Wiem, że coś jest dalej, musi coś być dalej. Wtedy też czytałam wiele książek o życiu po śmierci. Potrzebowałam namierzyć, gdzie Piotrek teraz może być. Naczytałam się tego tyle, że bardzo mnie to zbudowało i mi pomogło, bo uwierzyłam, że tak jest po prostu”

To już nie jest opowieść „o celebrytach”. To jest opowieść o człowieku, który próbuje przeżyć własną tragedię – i szuka powietrza tam, gdzie jeszcze da się oddychać.

Click to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Copyright © 2025 USAtalkin