Connect with us

CELEBRITY

Kamil Sipowicz dzieli się poruszającymi wspomnieniami o ostatnich dniach życia Kory, ujawniając swoje żale i refleksje na temat ich pożegnania.

Published

on

Kamil Sipowicz, artysta i wieloletni partner Kory Jackowskiej, w szczerej rozmowie wraca do najtrudniejszych momentów związanych z chorobą i odejściem legendarnej wokalistki. Wspomina nie tylko wspólne życie, ale także walkę z chorobą nowotworową, codzienność w otoczeniu zwierząt oraz swoje poglądy na temat medycznej marihuany. Sipowicz wyznał, że bardzo żałuje, iż nie zdążył pożegnać się z Korą.

Mam do siebie pretensje, że nie zdążyłem pożegnać się z Korą. Pod koniec życia była wobec mnie bardzo agresywna. Prosiłem naszych przyjaciół, by byli przy niej. Ja starałem się schodzić z jej pola widzenia, żeby jej nie denerwować. Wszystkim zarządzałem, wszystko organizowałem, ale nie byłem obok niej. Żałuję, że się nie pożegnaliśmy — wyznał Kamil Sipowicz w rozmowie z Plejadą.

Artysta podkreślił, że przez pierwsze trzy lata po śmierci Kory wyraźnie odczuwał jej obecność. — Komunikowała się ze mną przez samochód, telewizor czy zwierzęta — mówi.

Diagnoza nowotworu czwartego stopnia była dla Kory i jej bliskich paradoksalnie ulgą po latach niepewności. — Ona od kilku lat cierpiała i nie wiedziała, co jej jest. Jeździła od lekarza do lekarza, od szpitala do szpitala. Potwornie bolał ją żołądek, a nikt nie był w stanie jej zdiagnozować. Gdy okazało się, że ma raka, przynajmniej wiedziała już, co jest źródłem jej problemów i mogła rozpocząć leczenie — wspomina Sipowicz.

To był początek pięciu najgorszych i najtrudniejszych lat w naszym życiu. Codziennie walczyliśmy o zdrowie i życie Kory. Trzy operacje, chemie, naświetlania. Kora leżała chyba w pięciu szpitalach w całej Polsce. Mimo że byliśmy w pewien sposób uprzywilejowani, i tak przeżywaliśmy horror. Czasem miałem wrażenie, że system opieki medycznej w naszym kraju wymyślił jakiś wariat

— dodaje.

Kamil Sipowicz bardzo długo miał nadzieję na wyzdrowienie żony. Nie godził się z myślami, że niebawem może jej zabraknąć. — Pamiętam, jak jej syn, zaraz po usłyszeniu diagnozy, powiedział, że Kora niebawem umrze. Ja jednak byłem absolutnie przekonany, że nie nastąpi to tak szybko. Miałem rację. Kora żyła jeszcze przez pięć lat. Duża w tym zasługa lekarzy i innych pracowników służby zdrowia. Ona jest w Polsce, jaka jest, ale jednak pomogła Korze — wyznał w Plejadzie.

Kora w ostatnich dniach życia była już bardzo słaba.

Mimo że Kora była już coraz słabsza, nie traciłem nadziei. Najpierw trafiła na wózek, potem mogła już tylko leżeć na łóżku. Ostatni etap jej choroby postępował już błyskawicznie

— mówi Sipowicz.

Dodał, że ma do siebie pretensje, że nie zdążył pożegnać się z Korą. Nie zostawił jej jednak samej. Sipowicz organizował wszystko, prosił o pomoc przyjaciół, ale sam usuwał się artystce z pola widzenia. Dziś żałuje, że się nie pożegnali.

Kamil Sipowicz otwarcie mówi o żałobie i o tym, jak obecność Kory nadal towarzyszy mu każdego dnia. W wywiadzie dla Plejady wspomina także plany upamiętnienia artystki oraz podkreśla, jak ważną rolę w jego życiu odgrywają zwierzęta i natura.

Click to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Copyright © 2025 USAtalkin