CELEBRITY
🔴 Myślał, że ośmieszy KSeF, teraz grozi mu coś okropnego. ⬇️⬇️⬇️
To miało być tylko kilkanaście sekund nagrania na TikToku, a skończyło się w sali przesłuchań. Aktywista Tomasz Sidorczuk postanowił sprawdzić, czy Krajowy System e-Faktur (KSeF) przyjmie wszystko — nawet fakturę za “najmniejsze prezerwatywy” wystawioną na rząd Donalda Tuska. Reakcja aparatu państwowego była błyskawiczna: zamiast naprawić system, skarbówka wytoczyła przeciwko niemu ciężkie działa.
Prowokacja, która podbiła internet. “Najmniejsze prezerwatywy” dla rządu
Wideo, które Tomasz Sidorczuk wrzucił do sieci, miało być satyrą na biurokrację, a stało się dowodem w sprawie karnej. Aktywista wszedł do apteki, poprosił o — jak sam to ujął w tytule nagrania — “najmniejsze prezerwatywy z fakturą” i podał przy kasie NIP Kancelarii Premiera.
Cel był jasny: ośmieszyć Krajowy System e-Faktur (KSeF), który stał się obowiązkowy od 1 lutego. Sidorczuk chciał pokazać, że system bezmyślnie łyka wszystko, zrzucając na rządowych księgowych “robotę głupiego” — czyli ręczne odrzucanie faktur, które automatycznie wpadają do ich systemu.
Internet zapłonął, filmik w dobę obejrzał milion osób, ale w Kancelarii Premiera korki od szampana raczej nie wystrzeliły. To, co dla internautów było genialnym trollingiem, dla urzędników stało się atakiem na powagę państwa.
Skarbówka kontratakuje. Urzędniczy walec ruszył z kopyta
Urzędnicy nie poznali się na żarcie. Machina państwowa zadziałała błyskawicznie, a Śląski Urząd Celno-Skarbowy w Katowicach potraktował sprawę z powagą godną ścigania mafii vatowskiej. Sidorczuk został wezwany na dywanik.
Dziś zostałem przesłuchany w śląskim urzędzie celno-skarbowym w Katowicach. Zostały mi przedstawione zarzuty podżegania do wystawienia nierzetelnej faktury. Przesłuchanie przebiegło profesjonalnie i spokojnie.
– relacjonuje Tomasz Sidorczuk na portalu X
Sytuacja jest groteskowa: w lśniących gabinetach, gdzie zwykle toczą się boje o miliony złotych, tym razem na tapecie znalazła się jedna paczka środków antykoncepcyjnych. Zarzut? Podżeganie do wystawienia nierzetelnej faktury. Aktywiście grozi teraz realna odpowiedzialność karna za faktury, a oprócz grzywny, nawet pozbawienie wolności.
Walka o 89 groszy. Państwo wytacza armaty na komara
Tu dochodzimy do szczytu absurdu. Cała afera, angażująca inspektorów, prawników i system sprawiedliwości, toczy się o kwotę, za którą w dzisiejszej Polsce nie kupimy nawet połowy kajzerki. Podatek VAT od zakupionych prezerwatyw wyniósł dokładnie… 89 groszy.
Dla mnie jest to kuriozum, że tak ważne instytucje zajmują się sprawą o 89 groszy, bo tyle dokładnie wynosił podatek VAT od zakupionych przeze mnie prezerwatyw. Zamiast zająć się problemem, który pokazałem, władza ściga mnie.
– punktuje bezlitośnie aktywista.
Sidorczuk podkreśla, że jego prowokacja miała głębsze dno. To, co dla rządu jest teraz problemem wizerunkowym, dla wielkich firm może być paraliżem. Zamiast łatać dziury, państwo woli karać posłańca.
Przy niewielkiej liczbie faktur nie stanowi to wyzwania. Jednak w firmach obsługujących tysiące dokumentów miesięcznie bardzo łatwo przeoczyć fakturę wystawioną omyłkowo lub bez podstawy.
– tłumaczy Tomasz Sidorczuk, zapowiadając walkę o uniewinnienie przed sądem.
Faktury to nie zabawki”. Ekspert studzi nastroje
Choć internauci stoją murem za aktywistą, eksperci wylewają na głowy żartownisiów kubeł zimnej wody. Dla skarbówki nie liczy się intencja artystyczna czy obywatelski sprzeciw, a twarde paragrafy. Faktura na KPRM stała się więc dowodem w sprawie, a nie tylko rekwizytem w filmiku.
Czy system KSeF faktycznie ma uszczelniać podatki, czy służyć do ścigania tiktokerów? Na razie pewne jest jedno: 89 groszy VAT-u za prezerwatywy to najdroższy żart w karierze Tomasza Sidorczuka.
Donald Tusk z wnuczką na barana. W tle -20 stopni i dantejskie sceny na Motławie.
