Connect with us

CELEBRITY

Poruszające słowa biskupa Artura Ważnego podczas pogrzebu Łukasza Litewki w Sosnowcu. Tysiące Polaków zgromadziło się, by oddać hołd.

Published

on

Ta śmierć wstrząsnęła całą Polską. Poseł Łukasz Litewka zginął tragicznie 23 kwietnia, podczas przejażdżki rowerowej. 29 kwietnia, odbywa się pogrzeb parlamentarzysty. Do kościoła na mszy pogrzebowej zjawili się politycy, celebryci, a wokół świątyni zgromadziły się tysiące Polaków. Poruszającą homilię wygłosił biskup Artur Ważny. “Panie Łukaszu, jakże Ty musiałeś być utrudzony tym nieustannym biegiem, braniem na własne barki cudzego nieszczęścia, tą gotowością, która nie znała godzin urzędowania”.

Wszyscy przybyli w ciszy i w skupieniu zebrali się w kościele i wokół świątyni. Z uwagą wsłuchują się w słowa celebrującego nabożeństwo biskupa sosnowieckiego Artura Ważnego.

Podczas chwytającej za serce homilii panowała przygniatająca cisza, jedynie czasem przerywana słyszalnym z różnych części świątyni płaczem. Homilię księdza “Fakt” postanowił przytoczyć w całości.

Świadectwo, które staje się codziennością

Są takie chwile, kiedy słowa wydają się nawet zdradą, a przynajmniej są zbyt kruche, nieporadne, by odważyć się dotknąć otwartej rany serca, którą każdy z nas tu dzisiaj przyniósł. Stajemy w tej ciszy, która boli, ale która jest też najbardziej uczciwym miejscem spotkania. W obliczu takiej straty milczenie wydaje się bowiem najlepszą modlitwą, a jednak… Jednak próbujemy — z drżeniem, ale i z ufnością — odnaleźć puls nadziei. Szukamy go w słowach Ewangelii i w tym niezwykłym, pisanym pośpiesznie, ale sercem, testamencie codzienności, który Pan Łukasz zostawił nam w spadku. Napisał kiedyś: “Pomaganie to nie jest wybór, to odruch”.

Stoimy dziś w tej świątyni niesieni właśnie takim odruchem. Przyszliśmy pożegnać człowieka, który pokazał nam wszystkim, że autentyczne dobro nie potrzebuje legitymacji, wielkich haseł ani określonych barw, by czynić świat jaśniejszym. Łukasz udowodnił, że najgłośniej mówi serce, które wcale nie musi podnosić głosu, by usłyszały je tysiące.

“Bóg jest światłością i nie ma w Nim żadnej ciemności”

Święty Jan Apostoł kreśli dziś przed nami obraz Boga, który jest czystym Światłem — nie takim, które oślepia, ale takim, które daje ciepło.

Wiemy dobrze, że w przestrzeni publicznej, w której Pan Łukasz spalał się z taką pasją, często spotykamy cienie: zgiełk, niedomówienia i tę chłodną, czasem wręcz lodowatą niechęć. On działał w tym świecie niczym pryzmat. Brał to trudne, połamane, często szare światło ludzkich losów i rozszczepiał je na barwy czystej empatii i życzliwości.

Wielu z Was, patrząc dziś na tę trumnę, pyta pewnie w duchu z nutą buntu: “Gdzie był Bóg, gdy młodość Łukasza tak nagle zgasła?”. Odpowiadamy na to pytanie z pokorą, szeptem pełnym nadziei: Bóg był i pozostaje w tym samym świetle, które Łukasz zapalił w tak wielu ludzkich oczach. To światło nie zna zachodu. Bóg nie jest reżyserem mroku, który nas tu dziś zgromadził; On jest pierwszym, który płacze razem z nami nad tą stratą.

W świetle Ewangelii śmierć nie jest murem, o który rozbija się nasze życie, lecz progiem domu. Za tym progiem czeka Ktoś, kto zna nas po imieniu i każdą naszą łzę zamienia w perłę. To właśnie tam, w czułych ramionach Ojca, ziarno rzucone przez Łukasza w glebę ludzkich serc przestaje być tylko kruchym wspomnieniem — staje się życiem, które już nigdy nie więdnie.

Pan Łukasz intuicyjnie czuł, że obecności Boga nie szuka się w pustych deklaracjach, ale w uśmiechu kogoś, komu przywrócono godność, czy w ufnym spojrzeniu ocalonego stworzenia.

Światło bowiem nie prosi o pozwolenie, by rozproszyć mrok; ono po prostu zajmuje jego miejsce tam, gdzie ktoś decyduje się nie odwracać oczu od cudzego nieszczęścia.

“Mamy Rzecznika wobec Ojca — Jezusa Chrystusa sprawiedliwego”

Kim właściwie jest rzecznik? To ktoś, kto użycza swojego głosu tym, których nikt nie chce słuchać. Pan Łukasz z pasją adwokata stawał w obronie spraw beznadziejnych i zapomnianych. Jego dewiza: “Każdy zasługuje na drugą szansę”, to najprostsza parafraza Ewangelii przełożona na język naszych trudnych czasów.

Mam pełną świadomość, że wielu z Was nie przyszłoby dziś do tego kościoła, gdyby nie on. Jesteście tu ze względu na Łukasza, na wartości, które wyznawał i którym był wierny do końca. Dziękuję Wam za tę obecność — jest ona świadectwem miłości. Wiem też, że macie swoje powody, by na tym etapie swego życia stać tyłem lub z dystansem do Kościoła. Jeśli powodem tego dystansu jest wina pasterzy, nasz brak uważności, pycha czy arogancja — proszę Was dzisiaj z głębi serca o wybaczenie. To gdzieś tutaj najczęściej pęka wspólnota i więź z nią.

Chcę Wam jednak powiedzieć, że Jezus robi dokładnie to, co robił Łukasz: zaprasza do swojego świata wszystkich, bez sprawdzania poglądów czy zaświadczeń o moralności. Jezus nie jest “Rzecznikiem” tylko doskonałych. Jest Nim dla każdego, także tego — kto czuje się niepotrzebny, oceniony czy wykluczony. Nie bójmy się tego Chrystusa — tego prawdziwego, który nie przychodzi, by zabrać nam wolność, ale by dać fundament, dzięki któremu można kochać tak odważnie i bezinteresownie, jak uczył nas tragicznie Zmarły. Bóg nie szuka nieskazitelnych życiorysów; On szuka serc, które potrafią drżeć z Nim o drugiego człowieka.

“Wszystko przekazał Mi Ojciec mój”

Zamiast lęku przed nieznanym, Ewangelia ukazuje nam dziś czułą więź między Ojcem a Synem. “Wszystko przekazał” — a więc każda radość, każda przygotowana przez Łukasza paczka, każdy lęk o jutro i każde cierpienie zwierzęcia jest bezpieczne w dłoniach Boga. Pan Łukasz rozumiał tę jedność świata: wiedział, że ból człowieka i ból stworzenia to połączony krzyk, który trafia prosto do serca Stwórcy.

Postać Pana Łukasza jest dla nas dowodem, że mądrość życia nie pochodzi z teorii, ale z relacji. Bóg, o którym mówimy, nie jest odległą ideą, ale Źródłem, z którego Łukasz czerpał siłę, by nie stać się cynikiem w świecie pełnym wyrachowania. Dzisiejsza Ewangelia nie jest wykładem — jest zaproszeniem, by zatęsknić za taką mocą, która pozwala kochać “mimo wszystko”.

On był przypomnieniem, że jedność buduje się przy wspólnym stole pomocy, a nie przy murach uprzedzeń. Prawdziwe poznanie Boga dokonuje się najpierw przez dotyk rąk, które potrafią opatrywać cudze rany.

“Wysławiam Cię, Ojcze… że objawiłeś te rzeczy prostaczkom”

Jezus mówi o “prostaczkach” — to ewangeliczni anawim, ubodzy Pana, którzy nie budują barykad ze swojej wielkości. Pan Łukasz, mimo mandatu parlamentarzysty, błysku fleszy i popularności, pozostał jednym z nich. Nigdy nie “obrósł w pióra”, nigdy nie stracił z oczu pojedynczego człowieka w tłumie.

Zakryłeś te rzeczy przed mądrymi…”. To zdanie delikatnie kruszy naszą pychę, która każe wierzyć, że tylko wielkie traktaty zmieniają bieg historii. Pan Łukasz uczył nas “liturgii codziennej życzliwości” — teologii małych kroków. Udostępnienie zdjęcia, symboliczna wpłata, chwila podarowana komuś, kto nie jest ważny dla kamer. To jest mądrość, która sprawia, że świat staje się domem, a nie polem bitwy. Wielkość człowieka mierzy się tym, jak nisko potrafi się skłonić nad kimś, kto sam nie ma już siły, by prosić.

“Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście”

To najczulsze zaproszenie, jakie kiedykolwiek padło z ust Boga. Jezus nie mówi: “Przyjdźcie sprawiedliwi”, nie woła: “Przyjdźcie silni”. On mówi: “Przyjdźcie utrudzeni i obciążeni”. Nie stawia warunków wstępnych. Mówi: “Przyjdźcie tacy, jacy jesteście — ze swoją samotnością, gniewem, bólem, żałobą, grzechem, niewiarą czy pękniętym życiorysem”. Często myślimy, że sami damy radę wszystko naprawić, dźwignąć się, odnaleźć nadzieję. Tylko Jezus wie, jak to razem posklejać, nie czyniąc nowych ran i nie powodując nowego cierpienia.

Panie Łukaszu, jakże Ty musiałeś być utrudzony tym nieustannym biegiem, braniem na własne barki cudzego nieszczęścia, tą gotowością, która nie znała godzin urzędowania. Dziś Jezus mówi bezpośrednio do Ciebie: “Odłóż już te paczki, wycisz telefon, zapomnij o troskach. Przyjdź do Mnie. Odpoczniesz”.

Drodzy Rodzice, bliscy Zmarłego — to w cieniu Waszej miłości i miłości dziadków, Łukasz uczył się tej uważności i wrażliwości, które stały się ratunkiem dla tylu istnień. Dlatego dziś Niebo otwiera się szeroko, by przytulić Waszą bezgraniczną tęsknotę. Jezus obiecuje, że żadna wspólna chwila nie zostanie zapomniana, a więź, która Was splatała, staje się teraz mostem przerzuconym ku wieczności, po którym wciąż możecie się przechadzać w ciszy serca. Niech ta Boża obietnica będzie kojącym szeptem w mroku żałoby — zapewnieniem, że miłość “nigdy nie ustaje” oraz motywacją, by wytrwale wędrować tam, gdzie czas już nie boli. Póki co, mocą tych wędrówek do granic czasu niech będzie modlitwa.

Ale Jezus mówi także do nas: “Przyjdźcie”, którzy czujecie ciężar niewiary czy rozczarowania życiem, ludźmi, instytucjami. On oferuje odpocznienie, które nie jest ucieczką, ale spotkaniem z Miłością, która nie wystawia rachunków.

Jezus, to jedyna Osoba, przy której wreszcie można odłożyć swoje i cudze ciężary i po prostu pozwolić się kochać.

Tu można obejrzeć pogrzeb Łukasza Litewki. Według planu uroczystości zaczynają się o 13.30. Jednak bardzo możliwe, że bezpośrednia relacja z Sosnowca będzie nadawana już wcześniej. Wszystkich zainteresowanym śledzeniem tego smutnego wydarzenia (i przeżywaniem żałoby wraz z tysiącami ludzi, którzy zechcieli pożegnać posła Łukasza Litewkę osobiście) zapraszamy do obejrzenia tego wydarzenia TUTAJ:

Uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem”

“Przyjdźcie” to początek, po którym następuje najważniejsze: “Uczcie się ode Mnie”. To lekcja obecności, która nie musi krzyczeć. Pan Łukasz nie musiał grzmieć z mównicy, by jego głos był słyszany; słyszano go w ciszy jego konkretnych czynów.

Drodzy Przyjaciele Łukasza, Zmarły zostawił nam testament życia, którego stylem jest służba, a nie wykluczanie i intryga. Pokazał, że jedność — tak bardzo nam potrzebną, szanującą jednak różnorodność — można budować przez wspólny mianownik szacunku i współczucia. To zaproszenie do odkrywania nowej twarzy naszej wspólnoty: narodowej, kościelnej, lokalnej, sąsiedzkiej — twarzy życzliwej i czułej. Niech ta cicha lekcja pokory i wrażliwości rezonuje w nas jeszcze długo po tym, jak opuścimy ten kościół, a potem cmentarz.

Panie Łukaszu, Bracie… Idź teraz do Tego, który obiecał, że otrze z naszych oczu każdą łzę. Idź tam, gdzie nie ma już podziałów na “naszych” i “waszych”, gdzie nie ma baniek medialnych i mrocznych ocen. Tam wszystko jest wypełnione kojącym światłem.

Zostawiasz nas z pustką, która przejmująco boli, ale i z zadaniem, by nie pozwolić zgasnąć temu płomieniowi dobra, który w nas wznieciłeś.

Śmierć to tylko zmiana adresu. A jeśli Łukasz czeka jeszcze w przedpokoju wieczności, otwórzmy mu drzwi naszą wdzięcznością i modlitwą, która rodzi się dziś z naszych najszczerszych łez i tęsknoty.

Click to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Copyright © 2025 USAtalkin