CELEBRITY
Ewakuacja polskich pielgrzymów z Izraela była pełna napięcia i niepewności. Ksiądz Maciej Gierula zdradza kulisy dramatycznej akcji.
Alarm na lotnisku, szybka decyzja i piesza ucieczka przez granicę. Tak wyglądała ewakuacja polskich pielgrzymów z Izraela. W tle niepewność i dramat zwykłych ludzi. — Część osób pytała, co teraz z nimi będzie. Wtedy wdrożyliśmy plan B — mówi “Faktowi” ksiądz Maciej Gierula, który koordynował akcję.
Zaostrzenie konfliktu na Bliskim Wschodzie, w związku z zamknięciem przestrzeni powietrznej w tamtym rejonie, spowodowało, że wielu Polaków i turystów z całego świata mają problemy z powrotem do swojego kraju. W poniedziałek 2 marca br. relacjonowaliśmy powrót z Ziemi Świętej polskich pielgrzymów. Teraz o szczegółach ich ewakuacji z Izraela opowiada “Faktowi” ksiądz Maciej Gierula, która koordynował całą akcję.
Gdy w Izraelu wybuchł kryzys, polskie biuro podróży Matteo Travel miało tam dwie grupy pielgrzymów. Dramat zaczął się, gdy byli już na lotnisku, w drodze do Polski.
Jedna z nich była już na lotnisku, część osób miała nawet karty pokładowe, bagaże były nadane. Wtedy rozległ się alarm. Zgodnie z procedurami wszyscy zeszli do schronu pod lotniskiem. Szybko okazało się, że lotnisko zostanie zamknięte i trzeba szukać alternatywy
— relacjonuje “Faktowi” ksiądz Maciej Gierula, który koordynował ewakuację.
Kierowca zawrócił po grupę i przewiózł ją do hotelu. — Część osób pytała, co teraz z nimi będzie. Wtedy wdrożyliśmy plan B — mówi nasz rozmówca. — Decyzja zapadła błyskawicznie: ewakuacja przez Egipt. W niedzielę turyści pieszo przekroczyli granicę, bo izraelskie autobusy nie mogą kursować po stronie egipskiej. Po drugiej stronie czekały już egipskie autokary, które zabrały ich do hotelu w Kairze. Stamtąd samolotem wrócili do Polski.
Ksiądz Maciej Gierula podkreśla, że doświadczenie i sieć kontaktów są kluczowe w takich sytuacjach. — Organizujemy wyjazdy nie tylko do Izraela, ale także do Egiptu, z którego akurat inna grupa bez problemu wróciła do kraju. Mamy kontrahentów wszędzie — tłumaczy. W obliczu niepewności dzwoniono nawet do partnerów w Jordanii, by sprawdzić, jak wyglądałaby sytuacja w razie zamknięcia granicy izraelsko-egipskiej. — Wszystko jest możliwe, bo mamy kontakty. Zawsze trzeba mieć plan B — słyszymy.
Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że konflikt objął nie jedno, a kilkanaście państw regionu. — To są miejsca bardzo turystyczne, nie tylko dla Polaków, ale dla ludzi z całego świata. W efekcie do odwołania wstrzymane zostały pielgrzymki do Ziemi Świętej. Biura podróży opierają się na informacjach od kontrahentów na miejscu, bo wiarygodność to podstawa branży. W całym tym chaosie najbardziej szkoda zwykłych ludzi, którzy tam mieszkają i chcą normalnie żyć — dodaje.
