CELEBRITY
Kabaret uderzył w Nawrockiego. Skecz w Polsacie podzielił widzów
Najpierw była konferencja i napięcie na żywo. Później przyszła odpowiedź ze sceny kabaretowej. I to właśnie ona wywołała prawdziwą burzę.
Czytaj też: Macron nie spotkał się z Nawrockim. Kwaśniewski mówi wprost o problemie Polski
Skecz inspirowany konferencją Karola Nawrockiego
Program „Kabaret na żywo. Chyba Czesuaf” w Polsacie sięgnął po głośną scenę z konferencji po spotkaniu Karola Nawrockiego z Viktorem Orbanem. To wtedy doszło do ostrej wymiany zdań między prezydentem a dziennikarzem TVN24 Mateuszem Półchłopkiem.
Kabareciarze wykorzystali ten moment jako punkt wyjścia do satyry. Najpierw przypomnieli fragment rzeczywistej sytuacji, a później pokazali jej przerysowaną, fikcyjną kontynuację – pełną emocji i wyolbrzymionych reakcji.
„Po chę ja zostałem prezydentem, po chę?! Tak to, bym mu normalnie mu j****ł. Nie, ja tam wracam”
W kolejnych scenach napięcie rosło, a postać stylizowana na prezydenta nie potrafiła opanować emocji.
„Co spokojnie? Co? Ka, będzie mi leszcz mruczał pod nosem (…). Daj mi kominiarkę, ja go incognito ję***”
„P*******a prezydentura. Da mi snusa z melisą”
Skecz był wyraźnie przerysowany i utrzymany w konwencji politycznej satyry, która opiera się na wyolbrzymieniu i ostrym komentarzu.
Kabaret odpowiada na reakcję Kancelarii Prezydenta
W kolejnym odcinku twórcy wrócili do tematu. Tym razem odnieśli się do reakcji medialnych oraz stanowiska Kancelarii Prezydenta.
Na antenie padły słowa, które jasno sugerowały, że kabaret śledzi to, jak jego materiały są odbierane przez polityków i media.
„A teraz będziemy się chwalić. Otóż wiemy, że nasze wiadomości ogląda głowa naszego państwa, a na pewno jego najbliżsi współpracownicy…”
W oświadczeniu Kancelarii Prezydenta podkreślono wcześniej, że programy rozrywkowe korzystają z konstytucyjnej wolności słowa i są częścią debaty publicznej. Twórcy kabaretu wykorzystali ten wątek jako fundament kolejnego skeczu.
W nowej scenie pojawiła się rozmowa stylizowana na gabinetową sytuację kryzysową.
„Panie Prezydencie, musimy pilnie porozmawiać, bo dzwonią w sprawie Iranu, jeszcze te wybory na Węgrzech…”Wyniki głosowania
„Zaraz, mam ważniejsze teraz sprawy. (…) Co, kabareciki sobie żartują? Kancelaria Prezydenta musi odpowiadać na te ich, pożal się Boże, skeczyki?”
Skecz szybko przeszedł od parodii konkretnej sytuacji do szerszego komentarza na temat relacji między polityką, mediami i satyrą.
Widzowie podzieleni. Od zachwytu po ostrą krytykę
Reakcje widzów były skrajne. Jedni chwalili kabaret za odwagę i dystans, inni uznali, że granica została przekroczona.
„Ludzie opanujcie się, po co oglądacie i potem chamskie komentarze wypisujecie!”
„Bardzo dobre kabarety, brawo, czekamy na więcej”
„Jak słaby kabaret to obrażają, a tylko idioci się śmieją…”
„Sprzedajne kabareciki polityczne. Ile wam płacą za taką żenadę?”
Dyskusja szybko wyszła poza sam program. Coraz częściej dotyczy nie tylko jednego skeczu, ale też granic satyry w życiu publicznym. Jedni widzą w niej naturalny element demokracji, inni – niepotrzebne podgrzewanie emocji.
Jedno jest pewne – temat nie zniknie szybko i jeszcze długo będzie wracał w debacie publicznej.
