CELEBRITY
Z ostatniej chwili! Dzieje się!
Popularny “gwiazdor” internetowy stracił swój kanał na YouTube po naruszeniach zasad dotyczących treści seksualnych, a w mediach pojawiły się doniesienia o rzekomym liście gończym. Sam zainteresowany odniósł się do całej sprawy i odpowiedział na zarzuty.
Internet bez hamulców? Patostreaming wciąż budzi emocje
Internet od dawna nie jest już tylko miejscem lekkiej rozrywki i niewinnych filmików z kotami. Wraz z jego rozwojem pojawiły się także zjawiska, które wywołują znacznie więcej kontrowersji niż śmiechu. Jednym z nich jest patostreaming – format transmisji na żywo, który opiera się na szokowaniu widzów, przekraczaniu granic i robieniu rzeczy, które jeszcze kilka lat temu trudno byłoby sobie wyobrazić w przestrzeni publicznej.
Twórcy tego typu treści często balansują na cienkiej linii między „rozrywką dla dorosłych” a działaniami, które mogą naruszać normy społeczne, a nawet przepisy prawa. Widzowie z jednej strony krytykują, z drugiej – oglądają, co tylko napędza cały mechanizm. Popularność takich streamów potrafi rosnąć błyskawicznie, szczególnie gdy w grę wchodzą kontrowersyjne zachowania, prowokacje czy udział osób trzecich w niejednoznacznych sytuacjach.
Problem jest na tyle poważny, że coraz częściej trafia do mainstreamowych mediów. Reportaże, analizy i materiały śledcze pokazują, że mimo deklaracji walki z patologią w sieci, w praktyce nadal trudno ją skutecznie ograniczyć. Platformy próbują reagować, ale zwykle dzieje się to dopiero wtedy, gdy sytuacja osiąga naprawdę wysoki poziom kontrowersji.
Nie zmienia to faktu, że patostreaming stał się częścią internetowego krajobrazu – i to taką, obok której coraz trudniej przejść obojętnie. Każda kolejna głośna sprawa tylko podsyca dyskusję o granicach wolności w sieci i odpowiedzialności twórców.
Znany “gwiazdor” na celowniku. Kanał usunięty, a wokół sprawy zrobiło się gorąco
W centrum tej historii znalazł się Robert Pasut, który jeszcze kilka lat temu był jednym z najbardziej rozpoznawalnych twórców na polskim YouTubie. Jako współtwórca AbstrachujeTV – razem z Cezarym Jóźwikiem i Rafałem Masnym – zdobył ogromną popularność i wierną widownię. Po rozpadzie projektu jego kariera potoczyła się jednak w zupełnie innym kierunku.
Pasut postawił na bardziej kontrowersyjne formaty i działalność streamingową, którą kontynuował m.in. po przeprowadzce do Tajlandii. To właśnie jego transmisje zaczęły budzić największe emocje. W sieci pojawiały się zarzuty dotyczące przekraczania granic, a także wykorzystywania w streamach młodych kobiet czy osób niskorosłych. Jedna z sytuacji miała być na tyle poważna, że trafiła do warszawskiej prokuratury jako zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa.
Sprawą zainteresowały się także media, w tym program „Polsat News Ujawnia”, gdzie działalność Pasuta została pokazana jako przykład szerszego zjawiska patostreamingu. Kulminacja nastąpiła, gdy YouTube zdecydował się usunąć jego kanał za naruszenie zasad dotyczących nagości i treści o charakterze seksualnym. Dodatkowo zablokowano również inne konta powiązane z twórcą.
“W wyniku weryfikacji usunęliśmy ten kanał za naruszenie naszych wytycznych dla społeczności”
Jakby tego było mało, w mediach zaczęły pojawiać się doniesienia o rzekomym liście gończym wydanym za Pasutem. Informacja błyskawicznie rozeszła się po internecie i tylko dolała oliwy do ognia.
Pasut odpowiada wprost: „Nie ma żadnego listu gończego”
Robert Pasut nie zamierzał długo czekać z reakcją. W swoich mediach społecznościowych odniósł się do sprawy i jasno dał do zrozumienia, że informacje o liście gończym są – jego zdaniem – całkowicie nieprawdziwe. Co więcej, zapowiedział, że wkrótce pokaże dowody, które mają rozwiać wszelkie wątpliwości.
“Nie ma za mną żadnego listu gończego. To 100% fake news. Radzę nie powielać, bo jak na dniach wyjaśnię sytuację to będzie beka z każdego, kto tego nie zweryfikował. Pokaże wam ten “list gończy” w praktyce.”
To jednak nie koniec jego tłumaczeń. W odpowiedzi udzielonej dziennikarzom podkreślił, że jego działalność nie jest skierowana do dzieci, a wszystkie materiały są oznaczone jako przeznaczone wyłącznie dla dorosłych. Zapewnił także, że pracuje na siebie i swoją rodzinę i nie uważa się za część patologicznego zjawiska.
Podczas jednego ze streamów Pasut odniósł się również do spekulacji, jakoby jego pobyt w Tajlandii miał związek z unikaniem odpowiedzialności prawnej. Jego odpowiedź była jednoznaczna:
“Jakiej odpowiedzialności karnej, jak ja nie mam żadnych wyroków, nie jestem skazany.”
Influencer wyraźnie daje do zrozumienia, że czuje się niesłusznie oceniany, a część informacji na jego temat została – jego zdaniem – wyolbrzymiona lub przekłamana. Czy jego wersja wydarzeń przekona opinię publiczną? Sprawa wciąż jest rozwojowa i wszystko wskazuje na to, że jeszcze nieraz o niej usłyszymy.
