CELEBRITY
– To zła decyzja – twierdzi szef niemieckich skoków Horst Huettel
Po olimpijskim konkursie duetów na trybunach skoczni w Predazzo rozległy się gwizdy. Niemieccy kibice wybuczeli też decyzję, którą podjęło jury. Zakończono konkurs, gdy Andreas Wellinger i Philipp Raimund wciąż mieli szansę na medal – po niewiarygodnym zwrocie akcji i pogodowym armagedonie, który niespodziewanie pojawił się nad obiektami. Medale przyznano Austriakom, Polakom i Norwegom. – To zła decyzja – twierdzi szef niemieckich skoków Horst Huettel.
Trwała trzecia seria zawodów, startowała ostatnia grupa skoczków i nagle kompletnie zmieniły się warunki – nad skocznie w Predazzo, wokół których przez cały konkurs wiało z tyłu, nadciągnął front. A z nim wiatr pod narty i śnieg. Z każdą chwilą aura się pogarszała, aż w końcu doszło do sytuacji, w której nie dało się skakać. A przynajmniej nie w sprawiedliwie toczącej się rywalizacji.
Zawody przerwano przed skokiem Domena Prevca, ale w końcu próbowano dokończyć. Wtedy swój skok oddał Philipp Raimund. Niemiec, w momencie, gdy najazd skoczni doprowadzono do stanu używalności, poleciał tak daleko, że jego drużyna wyszła na prowadzenie. Co więcej, warunki jeszcze się pogarszały. Na górze skoczni brakowało jednak przedskoczków, a porządkowi nie byli w stanie zapewnić pozostałym nacjom – Polsce, Norwegii, Japonii i Austrii – warunków odpowiednich do oddania skoku, który nie byłby przez nie zdominowany. Jednak po długim oczekiwaniu na rozbieg ruszył Kacper Tomasiak, ale miał bardzo słabą prędkość na progu i nie poradził sobie z pokonaniem Raimunda. Po jego skoku znów przerwano zawody i patrząc na to, jakie były okoliczności skoku Polaka, podjęto decyzję o odwołaniu trzeciej serii.
To oznaczało powrót do wyników, wedle których złoto zdobyła Austria, srebro Polska, a brąz Norwegia. Niemcy mieli prawo czuć się pokrzywdzeni – dla nich miejsca na podium zabrakło, stracili je o zaledwie 0,3 punktu!
I po chwili dali wyraz swojej złości. Kibice zgromadzeni na trybunach wokół skoczni w Predazzo zaczęli gwizdać i buczeć.
Takie reakcje z trybun na konkursie skoków narciarskich? To bardzo rzadka, wręcz unikalna sytuacja. Słychać było też okrzyki po włosku “Stupido!” – zapewne o podjętej przez organizatorów decyzji.
Wellinger o Tomasiaku: Zupełnie nie miał szczęścia
Widać było rozgoryczenie i niezadowolenie wśród niemieckiej ekipy. Choć nikt nie okazywał złości w taki sposób jak fani. Philipp Raimund i Andreas Wellinger poszli do mixed zony dla dziennikarzy, gdzie zaczęli udzielać pierwszych wywiadów. Nie wiemy, co dokładnie mówił ten pierwszy, bo przy naszej prośbie o to, żeby się zatrzymał, powiedział, że najpierw musi porozmawiać z niemieckimi dziennikarzami i potem już do nas nie wrócił. Relacjonowano nam jednak, że nie zgadzał się z tym, jak zostali potraktowani.
Na razie to frustrujące pozostać ze stratą 0,3 punktu do podium. Dlatego, że zwłaszcza “Hille” (Philipp Raimund – red.) wykonał dziś niesamowitą robotę. Moje skoki były całkiem solidne. Trzeci był najlepszy i myślę, że gdybyśmy mieli dobre warunki dla wszystkich w trzeciej serii, bylibyśmy na ceremonii medalowej. Skok Philippa był bardzo, bardzo dobry i pokazał wszystkim, że było możliwe odlecieć na skoczni z tymi warunkami, śniegiem i silnym wiatrem. Myślę jednak, że Kacper Tomasiak zupełnie nie miał szczęścia, bo uzyskał tylko 91,4 kilometra na godzinę prędkości na progu, więc zupełnie nie miał szans. I nie wiem, może lepiej było kontynuować konkurs szybciej, zanim “Hille” skoczył, przy skoku Domena – zastanawiał się Wellinger.
Na sugestię możliwego zaczekania na warunki – np. już z początkiem ostatniej grupy skoczków – Niemiec dodał. – Nie wiem, ile mieli czasu, żeby zaczekać. Teraz (kilkanaście minut po konkursie przestało padać i wiać – red.) byłoby idealnie, żeby wyczyścić najazd i zakończyć zawody z trzema skoczkami lub czterema, bo Tomasiak też powinien wśród nich być. Ale wyszło, jak wyszło. To frustrujące pozostać na czwartym miejscu.
Po zawodach trener Niemców Stefan Horngacher był rozgoryczony. Chciał chyba szybko odreagować całą sprawę i opuścić skocznię, ale został zatrzymany przez ochronę, bo kierował się do niewłaściwego wyjścia. Po chwili zachował się jednak bardzo porządnie – pogratulował triumfu Austriakom Janowi Hoerlowi i Stephanowi Embacherowi. Niemieckim dziennikarzom mówił, że “potrzebuje teraz piwa, żeby utopić w nim swoje smutki”.
Wokół łatwo było dostrzec szefa niemieckich skoków Horsta Huettela z telefonem przy uchu. Chodził, rozmawiał, dyskutował, a później u dziennikarzy był wściekły na to, co zrobiło jury. Jednocześnie potwierdził nam, że Niemcy nie złożyli oficjalnego protestu.
To nie tak, że koniec końców ze wszystkim się zgadzają. Zdecydowanie nie. – To zła decyzja – mówi nam Huettel. – Przerwano zawody zbyt wcześnie. Czemu nie można było poczekać? W końcu widać było w prognozach, a mieliśmy ich trzy, że ten śnieg ustanie. To dla mnie nie do pojęcia. Wystarczyłoby 10 lub 15 minut. Przecież po zawodach czekamy jeszcze nawet na kontrolę sprzętu – tłumaczy.
– Nikt z nas nie rozumie tego, co się wydarzyło. Wszystkie aplikacje pogodowe pokazywały, że po dziesięciu minutach śnieg ustanie. Przecież działacze FIS też muszą je mieć. Nie wiem, jak można tak nie mieć profesjonalizmu, żeby zaczekać przez te 10 minut. Oczywiście, to była trudna sytuacja. To sport na zewnątrz. Jestem tylko zły, bo nie daliśmy wszystkim szansy zakończyć tego konkursu. Nie rozumiem tego. Zostało nam rozczarowanie i złość. Wynik był na styku, to może się zdarzyć. Przeżyjemy to, ale (…) myślę, że to po prostu nieprofesjonalne – wskazuje działacz.
Czy czujemy się oszukani? Chyba nie, bo oszukiwanie to coś robionego specjalnie. Tego nie sugeruję. Tutaj po prostu słabo i okropnie źle to wszystko wyszło – dodaje Niemiec. Jego kadra kończy te igrzyska tylko z jednym medalem w skokach, ale za to złotym – Philippa Raimunda z normalnej skoczni. To jednak naturalne, że teraz odczucia Niemców po tych igrzyskach będą bardzo słodkogorzkie.
