CELEBRITY
Iga Świątek i inne gwiazdy tenisa wywołały burzę, która zmusiła władze do szybkiej reakcji. Powstaje specjalna rada, która ma zrewolucjonizować kalendarz WTA.
Bunt gwiazd w kobiecym tenisie ma natychmiastowe konsekwencje. Katastrofa podczas turnieju w Dubaju oraz fala rezygnacji — z Igą Świątek na czele — wymusiły na władzach błyskawiczną reakcję. WTA oficjalnie powołuje specjalną radę, która ma zaprojektować kalendarz od nowa. Dotarliśmy do pełnej listy ludzi odpowiedzialnych za planowanie przyszłych sezonów. Nie brakuje zaskoczeń, bo poza Jessicą Pegulą wśród nich znalazła się choćby Wiktoria Azarenka. Ujawniamy wszystkie nazwiska osób, które mają doprowadzić do rewolucji.
Więcej informacji znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet
Iga Świątek od lat nie bała się mówić wprost o patologiach kalendarza i stawać w obronie zawodniczek. Kiedy wiele innych tenisistek milczało z obawy przed reakcją władz touru, Polka głośno punktowała wymagania i ostrzegała, że zmuszanie czołówki do nieustannego grania w końcu skończy się katastrofą. Jej postawa sprawiła, że temat przestał być tabu, a do otwartej krytyki zaczęły dołączać kolejne tenisistki. Iskra w końcu przerodziła się w pożar na samym szczycie WTA.
Rozpychanie kalendarza do granic możliwości, nakładanie kolejnych obowiązków startowych i sztuczne wydłużanie turniejów do dwóch tygodni przyniosły opłakane skutki.
Zawodniczki zmagają się z lawiną urazów fizycznych i mają gigantyczne problemy z utrzymaniem regularności na najwyższym poziomie przez cały sezon.
Zobacz również: Iga Świątek znalazła się w nowej sytuacji. Oto aktualny ranking WTA
Całkowicie brakuje też czasu na rozwój sportowy. Zamiast szlifować formę i odpoczywać, tenisistki walczą o przetrwanie od turnieju do turnieju. To prosta droga nie tylko do przewlekłych kontuzji, ale też do wypalenia zawodowego.
Na pewno opuścimy kilka turniejów rangi 1000. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji, więc nie wiem, jaki będzie efekt, ale uważam, że to konieczne — mówiła Polka na początku tego sezonu.
Świątek i Sabalenka wywołały wściekłość. Chcieli je ukarać
W efekcie tych długofalowych zaniedbań czara goryczy wreszcie się przelała. Z turnieju w Dubaju wycofały się najważniejsze postacie kobiecego tenisa, w tym m.in. Iga Świątek i Aryna Sabalenka. Zmagania zbojkotowały (lub zrezygnowały w ich trakcie z powodów zdrowotnych) łącznie aż 24 zawodniczki.
To doprowadziło do wściekłości dyrektora turnieju w Dubaju Salaha Tahlaka, który oznajmił, że Polka i Białorusinka, jako największe magnesy na kibiców, powinny otrzymać kary i to nie tylko finansowe, które obowiązują w przypadku wycofania się po losowaniu drabinki, ale też punktowe. — Należy im odebrać 500 albo i 1000 pkt — grzmiał.
Czytaj także: Nie do zatrzymania! Carlos Alcaraz znów najlepszy. Co za seria
W ubiegłym tygodniu próbowaliśmy skontaktować się z Tahlakiem, ale do czasu publikacji tego artykułu nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Reakcja WTA. Powstaje specjalna rada
Szefowa WTA, Valerie Camillo, oficjalnie zapowiedziała powołanie 13-osobowej rady, której celem jest gruntowna przebudowa i optymalizacja kalendarza. Nowe, systemowe rozwiązania mają wejść w życie najwcześniej od sezonu 2027. Rada ma skupić się przede wszystkim na tych obszarach, w których organizacja ma pełną władzę wykonawczą, by chronić zdrowie tenisistek i utrzymać prestiż najważniejszych imprez.
Kto ułoży kalendarz? Mamy pełną listę
Władze WTA ujawniły nam szczegółowy skład nowej rady. Na jej czele stanie piąta rakieta świata, Jessica Pegula. W zespole znaleźli się:
Przedstawicielki zawodniczek: Jessica Pegula (przewodnicząca), Victoria Azarenka, Maria Sakkari, Katie Volynets oraz Anja Vreg (szefowa WTA Players’ Council).
Zarząd WTA: Valerie Camillo (przewodnicząca WTA), Portia Archer (CEO WTA Tour) oraz dyrektorzy operacyjni i strategiczni: David Highhill, Ashley Keber i Joan Pennello.
Przedstawiciele turniejów: Laura Ceccarelli, Alastair Garland i Bob Moran.
Wybór Jessiki Peguli na przewodniczącą nie jest przypadkowy, choć w gremium zabrakło najgłośniejszych krytyczek obecnego systemu, takich jak Świątek. Amerykanka ma odgrywać rolę idealnego łącznika między niezadowolonymi tenisistkami i biznesmenami z WTA.
Pegula już wcześniej dołączyła do Igi Świątek w otwartej krytyce przeładowanego terminarza. Amerykanka doskonale zna ból grania dzień po dniu i otwarcie sprzeciwiała się też trendowi wydłużania turniejów do dwóch tygodni.
— Myślę, że turnieje będą nadal rosły i oferowały więcej pieniędzy. Ale dwa długie turnieje z rzędu, a potem US Open, to nie jest rozwiązanie idealne — mówiła w 2024 r. mając na myśli turnieje w Montrealu i w Cincinnati.
Jako córka Terry’ego Peguli, miliardera i właściciela klubów sportowych (m.in. Buffalo Bills w NFL), doskonale rozumie biznesową stronę sportu. Najprawdopodobniej jak żadna inna tenisistka w tourze doskonale wie, że więcej meczów i dłuższe turnieje oznaczają większe pieniądze dla organizacji. Z drugiej strony, jako aktywna zawodniczka ze ścisłego topu, na własnej skórze odczuwa fizyczne skutki tych decyzji.
Jej pozycja rodzi jednak pytania. Jako Amerykanka w strukturach WTA mocno zdominowanych przez jej rodaków (m.in.
Camillo, Archer) może być postrzegana jako bezpieczny wybór dla zarządu. Największą niewiadomą pozostaje to, czy Pegula — wraz z pozostałymi zawodniczkami w radzie — będzie miała realną siłę przebicia. Stawka jest gigantyczna, bo po jednej stronie leży zdrowie i odpoczynek tenisistek, po drugiej wizja rekordowych zysków WTA płynących z dokładania kolejnych meczów do kalendarza.
Co z karami i ratowaniem sezonu 2026?
Zapytaliśmy WTA o najbardziej palące problemy: ewentualne zniesienie kontrowersyjnych kar punktowych za uzasadnione medycznie wycofania oraz plany wprowadzenia tymczasowych rozwiązań ratunkowych jeszcze na trwający sezon 2026.
Władze światowego tenisa odpowiedziały jednak, że proces dopiero ruszył i jest stanowczo zbyt wcześnie na komentowanie konkretnych propozycji, zanim nowo powołana rada nie zakończy wewnętrznych audytów.
To oznacza, że powstała naprędce rada została stworzona, by ugasić pożar wizerunkowy, który wybuchł podczas turnieju na Bliskim Wschodzie. Czas pokaże, czy zmiany wejdą w życie i co będą oznaczały dla tenisistek.
