CELEBRITY
Tragedia na Grochowie wstrząsnęła mieszkańcami. Śledczy wciąż badają, co wydarzyło się w mieszkaniu przed dramatycznym upadkiem 25-latki.
O tragedii sprzed kilku dni trudno będzie szybko zapomnieć mieszkańcom wieżowców usytuowanych przy Rondzie Wiatraczna na warszawskim Grochowie (część Pragi-Południe). Niektórzy z nich kojarzyli 25-latkę, która w czwartek wypadła z okna 13. piętra. Mieszkańcy opowiedzieli “Faktowi” o swojej traumie, jakiej doświadczyli jako naoczni świadkowie tragicznych zdarzeń.
Spokojne popołudnie na Pradze-Południe w jednej chwili zmieniło się w prawdziwy dramat. Z okna 13. piętra najpierw wyleciał mały piesek, a następnie wyskoczyła 25-letnia kobieta.
W czwartek przy ul. Grochowskiej 207 służby otrzymały zgłoszenie, że przed blokiem leży ciało kobiety, która wypadła z okna. Po chwili pojawiły się pogotowie oraz policja. Teren wokół budynku na Pradze-Południe został odgrodzony. Ratownicy podjęli próbę reanimacji, jednak nie udało się przywrócić kobiecie funkcji życiowych. Lekarz stwierdził jej zgon. Na miejscu przez długi czas śledczy wraz z prokuratorem prowadzili swoje czynności. Prokuratura cały czas wyjaśnia, co działo się w mieszkaniu, zanim doszło do tej tragedii. Reporterowi “Faktu” udało się dotrzeć do świadków tego zdarzenia. Opowiedzieli mu o tym, co widzieli oraz jak przebiegała akcja służb.
Pani Sylwia wysiadła na pętli z tramwaju i szła w kierunku galerii przy Wiatracznej. Kiedy zbliżała się do budynku, zauważyła spadającą kobietę.
— Spojrzałam na budynek i zobaczyłam, że spada człowiek, a potem uderza z impetem o ziemię. Wszystko trwało może trzy albo cztery sekundy. Sparaliżowało mnie. Przez chwilę nie wiedziałam, co robić. Byłam w ogromnym szoku — opowiada kobieta.
Wyszedłem przed budynek i nagle zobaczyłem, jak kobieta uderza o ziemię. Trzask był taki, jakby ktoś zamykał skrytkę paczkomatu. (…) Widok dla mnie był tak straszny, że uciekłem z powrotem do środka — opowiada inny świadek zdarzenia.
— Nie widziałem, jak spadał pies, ale kobietę owszem. Ona tak szybko runęła w dół, że nie było żadnych szans na jakąkolwiek reakcję. Próbowali ją ratować, ale leżała bezwładnie. Spadła z takiej wysokości, że każdy wiedział, iż szanse na jej uratowanie były znikome — tłumaczy mieszkaniec.
Zaraz po zdarzeniu przed budynkiem zebrał się tłum ludzi. Jedni próbowali ratować kobietę, inni robili zdjęcia i nagrywali filmy. Kiedy na miejscu pojawiło się pogotowie oraz policja, teren został zabezpieczony. Ratownicy przez jakiś czas reanimowali kobietę, ale nie udało im się przywrócić jej funkcji życiowych. Śledczy przez długi czas prowadzili na miejscu czynności.
Obecnie trwa ustalanie, czy 25-latka sama targnęła się na życie, czy był to nieszczęśliwy wypadek.
Przyjechała do Warszawy i wynajęła mieszkanie w systemie krótkoterminowym (na doby)
Jak nieoficjalnie ustalił reporter “Faktu”, młoda kobieta przyjechała do Warszawy z pieskiem. Na 13. piętrze budynku “Rondo Wiatraczna” wynajęła mieszkanie na doby. Z relacji sąsiadów wynika, że w jej mieszkaniu nie działo się nic niepokojącego, co mogłoby zwrócić ich uwagę, a ona sama nie była osobą, która rzucała się w oczy.
Nie słyszałem tam żadnych krzyków ani kłótni. Nic tam się nie działo. Gdyby tak było, to na pewno poszedłbym, zapukał i zapytał, czy wszystko ok. W mieszkaniu była cisza i nic nie wskazywało, że może się tam coś wydarzyć. To była spokojna dziewczyna, ale nie pamiętam jej dobrze z wyglądu, jedynie pies utkwił mi w pamięci — opowiada jeden z mieszkańców.
