CELEBRITY
Wzruszający gest…
Niedzielny protest w Warszawie pod hasłem „Zerwijmy łańcuchy” został zmieniony w marsz pamięci Łukasza Litewki. Poseł zginął 23 kwietnia 2026 roku w wypadku drogowym podczas jazdy rowerem. Przed Sejmem zebrały się setki osób, które uczciły jego pamięć i przypomniały o jego działalności na rzecz zwierząt.
Protest w Warszawie zmieniony w marsz pamięci Łukasza Litewki
Demonstracja zaplanowana na 26 kwietnia w Warszawie pierwotnie miała być kolejną odsłoną działań na rzecz poprawy losu zwierząt w Polsce. Organizatorzy od dawna zapowiadali wydarzenie pod hasłem „Zerwijmy łańcuchy”, które miało zwrócić uwagę na problem trzymania psów na uwięzi oraz szerzej – na kwestie ich dobrostanu.
Wszystko jednak uległo zmianie po informacji o śmierci posła Łukasza Litewki. W związku z tym organizatorzy zdecydowali, że wydarzenie nie może odbyć się w pierwotnej formule. Zamiast typowego protestu powstał marsz pamięci, który stał się symbolicznym pożegnaniem parlamentarzysty.
Przed Sejmem RP zaczęli gromadzić się uczestnicy – przyszli nie tylko aktywiści, ale też zwykli mieszkańcy, którym bliska była działalność Litewki. Wśród zgromadzonych pojawiły się osoby z kwiatami, zniczami i kartkami zawierającymi osobiste pożegnania. Nie brakowało także tych, którzy przyszli w towarzystwie swoich zwierząt, podkreślając w ten sposób, jak ważna była dla zmarłego sprawa ich ochrony.
Kim był Łukasz Litewka? Wspomnienia i relacje uczestników marszu
Podczas zgromadzenia wielokrotnie podkreślano zaangażowanie Łukasza Litewki w działania na rzecz zwierząt. Głos zabrał m.in. Konrad Kuźmiński, szef Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt, który przypomniał, jaką rolę odgrywał poseł w tej dziedzinie.
– Łukasz zawsze stawał po stronie tych, którzy nie mają głosu. Walczył o zerwanie łańcuchów, nie odwracał oczu od cierpienia zwierząt. Spotykamy się, żeby pamiętać, kim był i o co walczył – mówił Konrad Kuźmiński podczas marszu.
Uczestnicy przypominali również konkretne działania parlamentarzysty. Wspominano jego obecność w Sobolewie – miejscu, gdzie funkcjonowało schronisko o bardzo złych warunkach, które ostatecznie zostało zlikwidowane. Organizatorzy podkreślali, że Litewka był jedynym politykiem, który pojawił się tam osobiście.
– Od kilkudziesięciu lat walczymy o zerwanie psom łańcuchów. Ale marsz ma też inny wymiar. Łukasz Litewka był z nami, był obecny, jako jedyny pojawił się w Sobolewie. Dziękujemy mu za odwagę i walkę za najsłabszych. A o polityków, którzy tak ładnie go żegnali w ostatnich dniach, mamy prośbę: zerwijcie łańcuchy – mówili organizatorzy podczas wydarzenia.
Nie brakowało również bardziej osobistych wspomnień.
– W Polsce powinno być normalnie. Człowiek powinien kochać psa tak, jak pies kocha człowieka – mówił Konrad Kaźmierski z DIOZ. – Jestem Łukaszowi ogromnie wdzięczny za to, że pojawił się w Sobolewie. Gdy była potrzeba, odbierał telefon w środku nocy, a od rana pomagał, zwoływał komisję. Długo nie będzie takiego posła – dodawał, wspominając jego zaangażowanie.
Szczegóły wypadku Łukasza Litewki. Co ustalili śledczy?
Marsz pamięci był bezpośrednią reakcją na dramatyczne wydarzenia z 23 kwietnia 2026 roku. Tego dnia Łukasz Litewka zginął w wypadku drogowym. Poseł poruszał się rowerem na trasie z Sosnowca do Dąbrowy Górniczej, gdy doszło do zderzenia z samochodem osobowym marki Mitsubishi.
Z ustaleń śledczych wynika, że 57-letni kierowca auta zjechał na przeciwległy pas ruchu, doprowadzając do uderzenia w rowerzystę. Siła kolizji była bardzo duża – rower został odrzucony na kilka metrów, a sam parlamentarzysta upadł w pobliżu drogi.
W związku ze sprawą kierowca został zatrzymany i tymczasowo aresztowany. Sąd zdecydował jednak, że środek zapobiegawczy może zostać zmieniony na poręczenie majątkowe. Ustalono jego wysokość na 40 tysięcy złotych.
Śmierć Łukasza Litewki wywołała szeroki oddźwięk, a niedzielny marsz pokazał, jak wielu ludzi doceniało jego działalność. Uczestnicy podkreślali, że był osobą, która nie dzieliła ludzi i konsekwentnie angażowała się w sprawy społeczne.
– Nie dzielił świata i ludzi na lepszych i gorszych. Był wspaniałym politykiem. Po prostu działał – mówili obecni na miejscu.
Zgromadzeni żegnali go w ciszy, często ze łzami w oczach. Pod zdjęciem przedstawiającym uśmiechniętego posła składano znicze i kwiaty. To właśnie taki obraz – pełen energii i zaangażowania – na długo pozostanie w pamięci tych, którzy przyszli go pożegnać.
